Jestem pewny, że na Rozbrat - czy gdzie teraz gnieździ się lewica - najtęższe głowy lewicy, jak i głowy zaprzyjaźnionych sympatyków z warszawskich salonów (grzecznościowo powstrzymam się od nazwisk) dumały, cóż by tu zrobić, by zaufanie elektoratu odzyskać. Zaufanie mocno nadszarpnięte, okazało się bowiem, że bardziej papieska (nomen omen) od lewicy jest PO, i to partia Tuska przejęła pałęczkę w atakowaniu Kościoła, w dodatku - o zgrozo! - pojawiają się niejasne plotki, jakoby kochankowie, co niegdyś zerwali, chcieli znów zawiązać koalicyjny romans. Wysyp antyklerykalnej palikociarni na stanowiska Państwowe byłby początkiem końca i tak już dogorywającego (podziękujcie Napieralskiemu) SLD.
Dlatego też widząc, że Kościół nie kwapi się odpowiadać i nadstawia drugi policzek, i lewica wyciągnęła swój osinkowy kołek, gotowa dobić ciemnogród i zabobony w zarodku. Złotymi ustami Ryszarda "Slim-Fast" Kalisza SLD zapowiedziało, że pragnie zmian w sankcjach za obrazę uczuć religijnych. Może i dyskusja o tym, czym jest obraza takowych uczuć, i jaka właściwie jest jej definicja miałaby sens, by zapobiec niepotrzebnym, ośmieszającym Państwo procesom sądowym w przyszłości, niemniej propozycja ogłaszana ad hoc w chwili najgorętszego konfliktu z Kościołem od wielu lat wygląda po prostu sztucznie, i niestety czystość intencji (o ile w przypadku lewicy można mówić o czymś takim) jest tu zerowa. Ot, po prostu - obejrzyjmy się na sondaże, pomachajmy w gniewie papierami przed kamerami, a potem krzyczmy tak jak wrony, między które weszliśmy. Mało w tym konstruktywności, więcej hucpy.
Czerwoni proponują, by obraza uczuć religijnych była karana jedynie w świątyniach i miejscach przeznaczonych do kultu religijnego. Jak wiadomo, Krakowskie Przedmieście takowym miejscem nie jest, więc pijana swołocz mogłaby nadal ku uciesze "nowoczesnych" mediów układać krzyże z puszek po piwie. Bezkarnie. Po drugie - odtąd ściganie za obrazę uczuć miałoby się odbywać z oskarżenia prywatnego, nie jak dotąd publicznego. Projekt interesujący o tyle, że istotnie mógłby nieco odciążyć prokuratury od spraw rzeczywiście dziwacznych i nie wadzących nikomu, poza kilkoma osobami. Niemniej, takowych "nawiedzonych" spraw jest promil. Z innej zaś strony, Państwo ma obowiązek chronić przekonania religijne swoich obywateli - obojętnie, jakiego są wyznania.
Ostatnim wreszcie pomysłem jest zmniejszenie kary z 2 lat do 6 miesiący. Tutaj skłaniam się jak najbardziej za - w znakomitej większości obrazy uczuć dokonują ludzie pijani, niestabilni psychicznie, zaburzeni, toteż wystarczyłoby ich solidnie nastraszyć i trzepnąć sporą grzywną, coby przemyśleli swoje wybryki. W przypadku obrazy uczuć religijnych przez polityków i ludzi publicznych, kara powinna być jednak surowsza, bo dobre maniery i szacunek dla innych wyznań obowiązują, a oni obligowani są dawać dobry przykład. Zatem też - spora (najlepiej adekwatna do niemałych zarobków) grzywna na cele charytatywne, plus odszczekanie kalumni w mediach.
A na koniec smutna konstatacja - lewica nie widzi nic zdrożnego w tym, że człowiek - nawet kulturalnie - nazywając homoseksualistę kimś nienormalnym, zboczonym lub nienaturalnym ma z urzędu być ścigany za ową mityczną "mowę nienawiści". A człowiek, który napluje na krzyż, nasika do chrzcielnicy czy zbruka tabernakulum - no cóż, chciejcie, to go sobie ścigajcie. Państwo nie ma nic do tego. Państwo chroni "wykluczonych".
398
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (12)