trescharchi trescharchi
578
BLOG

Rząd macha ręką na korupcję.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 13

Kajam się na wstępie - tytuł jest pewnym nadużyciem, Donald Tusk zapowiadał w końcu, że walka z korupcją będzie jednym z najważniejszych zadań zarówno jego pierwszego, jak i drugiego gabinetu. Po efektach prac komisji ds. afery hazardowej (pozdrowienia dla najbezczelniejszego przewodniczącego w dziejach III RP) i minister Julii Pitery można arbitralnie potwierdzić - rząd jest tak skuteczny, cholera, że korupcji w Polsce po prostu nie ma. Do czasu wszakże. Szef CBA Wojtunik i minister Cichocki wsadzili kije w mrowisko, nazywając aferę z informatyzacją urzędów publicznych jako największą w tym sektorze od czasu odzyskania tej pożal się Boże "niepodległości".

Walce z korupcją, ponieważ minister Pitera została oddelegowana na ważniejszy odcinek frontu walki ze szkodnictwem (czyt. zasiadanie w roli gościa w "Faktach po Faktach") miała służyć odtąd nowelizacja Prawa Zamówień Publicznych. Pochylić się miał nad nią rząd, acz wiadomo - sporo się dzieje, koalicja trzeszczy w szwach, Pawlak strzela fochy, biskupi mruczą non possumus, roboty dużo, a czas jakby dramatycznie się kurczył. MON i MSW nie przygotowały jeszcze swoich projektów rozporządzeń, aczkolwiek miały na to sporo okazji - tutaj analogicznie, trzeba było dumać nad Najdroższym Kadłubem w Historii Marynarki i czymś, czym zajmuje się obecnie MSW - niestety, mimo wysilania pamięci nie udało mi się wynaleźć choćby jednego fajnego przykładu.

Najgorszym w tym wszystkim jest fakt, że to KPRM, pod fachowym przewodnictwem znanego i cenionego na świecie (zwłaszcza na rynku wschodnim) specjalisty od czarterowania latających trumien - Tomasza Arabskiego - od dawien dawna (mowa o miesiącach, a wszak sprawa jest gardłowa, strumień lewej kasy płynie i nikt nie kładzie tamy!) blokuje wprowadzenie nowelizacji, rzucając biedaczce kłody pod nogi - a to żądają uzgodnień, a to chcą jakichś dokumentów, a to podpisik (nie pański, panie Pawle, spokojnie), a to piecząteczka, a to musimy odesłać, a to przyszła bez konkursu nowa radczyni prawna, i ona też musi spojrzeć. Nawet sama Julia Pitera, która - co dla wielu osób, w tym piszącego jest zaskoczeniem - przygotowywała ponoć jakieś ustawy antykorupcyjne narzeka, że Kancelaria skutecznie zaciąga hamulec ręczny "reform". Za dużo rzeczy jest do przykrycia, co wymaga czasu? Za duża obawa przed kontrolą, uzbrojoną w nowe przepisy? Urząd urzędów, najważniejsza placówka administracyjna w Polsce nie daje dobrego przykładu transparencji?Osobiście wierzyć mi się nie chce, by Arabski działał na własną rękę i bez pozwolenia kogoś wyżej - w jego charakterze leży raczej uczestnictwo w zorganizowanych grupach ludzi związanych wspólną tajemnicą.

O skali korupcji przy informatyzacji niech zaświadczy prosty fakt - CBA, zarówno Kamińskiego jak i teraz, gdy jest "apolityczna" kontroluje dajmy na to Centrum Projektów Informatycznych - jeden z wielu urzędów, w którym mogło dochodzić do rozkradania publicznego grosza. W tymże Centrum podejrzanych umów jest taka mnogość, że przedłużono terminy kontroli, coby sprawdzić wszystko. Inny przykład - MON, jeszcze za czasów Ponurego Pacyfisty za 140 mln złotych (jeden dobry nowy samolot pasażerski dalekiego zasięgu!) kupił sobie ponad 600 samochodów - zwykłych, cywilnych, wypasionych, a by ominąć antykorupcyjne przepisy w warunkach zamówienia (ciekawym, kto wygrał, i dlaczego zapewne warunki spełniała jedna firma?) wypisano, że muszą posiadać uchwyty na broń. Doprawdy, o takie subtelne poczucie humoru ministra Klicha - przypominam, człowieka, który bezkarnie zasiada w Senacie Rzeczypospolitej - nie podejrzewałem.

Zadziwiajace, że w tzw. "śmierdzących" sprawach z poprzedniej i obecnej kadencji cały czas obracamy się w kręgu tych samych nazwisk - Graś, Klich, Arabski...Mówiło się kiedyś, piali nad tym w zachwycie żurnaliści z zaprzyjaźnionych redakcji, że Donald Tusk ma dobrą rękę do dobierania sobie ludzi. Wtedy w to powątpiewałem, teraz jestem o tym absolutnie przekonany, zwłaszcza, że dziennikarze nie wytłumaczyli wówczas, co dokładnie mają na myśli. Jest policzkiem dla Państwa, że wszyscy ci dżentelmeni nadal są u władzy. Jak muszą czuć się biedni Miro i Zbychu? Jasne, jak kozły ofiarne.

Dziki kraj! Ale co tam. Walmy w ten Fundusz Kościelny ile wlezie, obrażając matematykę - królową nauk. Bo przecież jakby ktoś - nawet dajmy na to, historyk w garniturze rządowym - przysiadł przy zwykłej kartce papieru i policzył, co da więcej do budżetu, czy te około sto milionów wyciągniętych od księży, czy te miliardy utopione w korupcji urzędowej, to odpowiedź jest prosta i logiczna. To znaczy, byłaby w normalnym Państwie.
 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (13)

Inne tematy w dziale Polityka