trescharchi trescharchi
351
BLOG

Przytulisko Brata Bartosza.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 4

Złe języki mówią, że w Naszym Kraju jest ciężko o pracę. Pośrednio pokazują to również suche liczby, wskazując na dramatyczny poziom zatrudnienia wśród absolwentów i osób po 50-tce. Zrazu się tym przejmowałem, troskałem, potem jednak przestałem, bo przyuważyłem, że i minister pracy dwojga nazwisk (panieńskie?) i minister Vincent Rostowski mają to głęboko w poważaniu, ba - uspokajają, że jest dobrze. Nieco mnie to ostudziło w czarnowidztwie, a gdy jeszcze dowiedziałem się, jak prosto można się zatrudnić w Ministerstwie Zdrowia, wszystkie kamienie spadły mi z serca.

Aby zatrudnić się w resorcie kierowanym przez wybitnego fachowca młodego pokolenia, który miał szczęście zastąpić najlepszą minister zdrowia tych dwóch dekad, czyli eks-władczynię ZOZ-ów w Szydłowcu a w wolnych chwilach ekspertkę od geologii ziem smoleńskich, mademoiselle Kopacz, czyli najbardziej haniebnego marszałka Polskiego Sejmu w historii (Niesiołowski był jeno -wice, więc nie wliczam) - należy po pierwsze znać się osobiście z Bartoszem Arłukowiczem. Bartosz Arłukowicz, rzecz prosta, w mgławicy Donalda Tuska pojawił się niedawno (czy służby prasowe KPRM rozpoczęły już akcję doklejania osoby ministra do dawnych fotografii, w miejsce cyfrowo wyciętych postaci Rokity, Czempińskiego i Piskorskiego?) zatem naturalne, że znajomych ma z dawnych lat, i to takich, którym specjalnie nie przeszkadza jego zdumiewająca wolta odejścia z SLD, byleby tylko dochapać się limuzyny i zagrać na nosie Plastikowemu Grzegorzowi w jego szczecińskim mateczniku.

Jeśli spełnia się już warunek znajomości z ministrem - czyli jest się politykiem lewicy średniego pokolenia, można spokojnie udać się w antyszambry do Stolicy. Parę chwil się w korytarzu, na luksusowych fotelach samomasujących (tanie państwo) poczeka, wreszcie uśmiechnięty Bartosz wyjdzie z zadymionego gabinetu i zaprosi. Radzę dobrze nastroić przyszłego szefa kilkoma niewybrednymi słowami na temat jego poprzedniczki, i burdelu jaki pozostawiła na skonanych arłukowiczowskich barkach. Potem z iście lewicową wrażliwością warto opowiedzieć trochę dowcipów o starszych ludziach, tłoczących się śmiesznie w aptekach, dopowiedzieć "brodaty" żart Joanny Muchy o tym, że ich leczyć się już nie opłaca, wreszcie wydobyć zza pazuchy Jana, co Wędruje i przy smakowitym kieliszku dojść do porozumienia. Nie dajemy się zbyć jakimiś lakonicznymi "aha", "zobaczymy", "zadzwonię" - molestujemy imć Bartosza do czasu, aż na naszych oczach machnie podpis pod umową. Następuje zwyczajowy uścisk dłoni, następnie wprowadzenie do pokoju, gdzie się będzie pracowało, kawka, plotki, licytowanie się, kto ma większy kredyt do spłacenia itp.

Z powyższej ścieżki "kariery" skorzystało do tej pory multum osób, bezwstydnie wykorzystując dobre serce ministra i to, że biedaczek jest słaby w asertywności. Ot, choćby w biurze prasowym ministerstwa zdrowia - z ręką na pikawie, czy ktoś z Państwa zetknął się kiedykolwiek z jakimkolwiek przejawem działalności tegoż organu? - posady znalazło 16 pracowników. Plus przekleństwo naszego Państwa - gabinety polityczne. Tam akurat pięciu koleżków za przeproszeniem pierdzi w stołki, pobierając niemałe kwoty. No i creme de la creme - ktoś pozazdrościł ministrze i zatrudnił ogrodnika ze specjalnością kwiaciarstwo i warzywnictwo do, jak się wyraziło w odpowiedzi dziennikarzom ministerstwo: "wsparcia biura prasy(...) kreowania polityki medialnej (...) bieżącej analizy informacji prasowych...". Po prostu cymes.

Zastanawia mnie, czy są granice wstydu i żenady, jakich ten rząd nie zawaha się przekroczyć w trosce o swoje znajome pijawki, jakie dopadły organizm Państwowy i ssą bez opamiętania. Obawiam się, że do granic jeszcze bardzo daleko.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (4)

Inne tematy w dziale Polityka