Zaczynamy z grubej rury, od naiwnego idealizmu, ale kto wie, może właśnie to - taki silny, zdrowy kręgosłup moralny ocali Rzeczpospolitą staczającą się coraz bardziej w mroczny niebyt przyszłości, w którym doprawdy nie wiadomo, co może się znajdować. A zatem : polityk nie powinien kłamać, lub kłamać tak, by nie dać się na kłamstwie złapać. A jeśli już jest takim nieudacznikiem, że nie potrafi nawet wyprowadzić wyborców w pole, winien swoją porażkę uznać i dla czystości życia publicznego do dymisji się podać, natychmiastowo, kategorycznie i bez niczyjej podpowiedzi. Naturalnie, teraz jest to niemożliwe, bowiem w rządzie "mija się z prawdą" prawie każdy, idąc za przykładem szefa i jego przybocznego Smoczego Języka z Zabierzowa.
Przykre jest - zarówno pod względem estetycznym jak i moralnym obserwowanie, jak piękna kobieta kłamie z olśniewającym uśmiechem, próbując przy okazji zasłaniać swoją miałkość zawodową coraz krótszymi spódniczkami i zgrabnymi nogami. Może się to sprawdzić na wybiegu podczas Fashion Week, może sprawdzić się przy telefonie do męża : "...Kochanie, nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale samochód...nie wiem, jak to się stało...", ale na Bogów! nie może sprawdzić się przy rządzeniu Państwem. Dziesiątki tekstów naprodukowano na przeróżnych blogach, w gazetach, ale ministra do tej pory po prostu się ośmieszała, promowała kolegów, raziła ignorancją, wzbudzała współczucie swoim zagubieniem i wielkimi oczami przestraszonej sarenki.
Miarka się jednak przebiera, kiedy przestraszona sarenka zaczyna kłamać. Jasne, nie jest to krzywoprzysięstwo przez które Kraj zadrży w posadach, ale przymykanie oka na takie drobnostki psuje Państwo, które już i tak pogrążone jest w zaawansowany proces gnilny. Ministra zdecydowała odwołać imć Damiana Drobika z dyrektorskiego stołka w tym nieszczęsnym Centralnym Ośrodku Sportu. Zostało to przez służby prasowe resortu bardzo rozdmuchane, jako dowód na stanowczość i tupanie ładną nogą, a jednocześnie miało otworzyć "nowy, profesjonalny" rozdział działalności Muchy w ministerstwie - bo ów dżentelmen miał zawieść zaufanie szefowej, wyróżniać się jedynie nieudolnością i działać niemalże na szkodę. Przy okazji odszedł niefortunny fryzjer, i wydawało się, że do Polskiego sportu wróci jako taka normalność.
Próżne nadzieje. Po publicznym oświadczeniu, że Drobik zniknął z listy płac Ministerstwa Sportu okazało się jednak, że pan "z zawodu dyrektor" jedynie zmienił gabinet, i obecnie pobiera w najlepsze niemałą pensję w dziale do spraw obiektów sportowych (na mój chłopski rozum, byłby więc odpowiedzialny za obsuwę ze Stadionem Narodowym?). Nie można go zwolnić, bo jest na "niespodziewanym" L4. No cóż, takie zamieszanie i przestrach, że skończy się wystawny szpan w "Warszawce" zmogłoby najmocniejsze zdrowie.
O czym to świadczy? Przede wszystkim o tym, że pani ministra lekko sobie waży umiejętności dziennikarzy w Polsce, wychodząc z założenia, że hieny zaczną się zażerać kłamliwym ochłapem o zwolnieniu i o sprawie zapomną. Istnieje oczywiście hipotetyczna wersja, jakoby to nadgorliwi urzędnicy wzięli rzeczy w swoje ręce i "dopomogli" ministrze w wybielaniu wizerunku, publikując fałszywe oświadczenie. W takim wypadku jednak wypadałoby ukrócić kilka etatów owych nadgorliwców, czyż nie, pani ministro?
Gdzie nie spojrzeć, tam ma pani problem. Albo społeczeństwo zostało okłamane za pani wiedzą, albo bez pani wiedzy. W obu przypadkach stawia to pani kompetencje w fatalnym świetle. Szanująca się firma prywatna wyrzuciłaby panią na bruk z potwornym wilczym biletem. Może się pani uroczo uśmiechać, krygować jak rozpieszczona pensjonarka, lecz gdy wilki zaczną dobiegać do sań, przerażony Kaszubski Woźnica panią pierwszą zrzuci w śnieg, by tempo pogoni zwolnić.
Radzę odejść teraz, gdy ma się jeszcze resztki twarzy. Pani doktoro Mucho. Porządni ludzie z KUL-u muszą być zażenowani, widząc, jak hańbi pani tytuł naukowy Alma Mater.
471
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (7)