Doskonale wiem, że oksymoron w tytule bardzo mi się udał. Istotnie, ciężko podejrzewać niesławnego, odsuniętego na boczny tor "Mira" o przeczulenie na punkcie swojego honoru, czci, a wręcz tego, że ktoś może podważać legendarną wprost uczciwość byłego prominenta PO. Niestety - nie każdy widzi w czerwonej (opalenizna? restauracja sejmowa?) twarzy eks ministra sportu jeno kryształ. Mariusz Kamiński, niegdyś szefujący CBA, która po jego odejściu wreszcie stała się "apolityczna" (dokładnie tak samo "apolityczna" stała się pod nowym zarządem TVP) twierdził, i twierdzi nadal, że Drzewiecki miał niejasne kontakty z bandziorami z Pruszkowa, a także prał brudne pieniądze na rzecz swojej "brzydzącej się nepotyzmem, korupcją i nieuczciwością" partii.
Mirosław Drzewiecki poczuł się urażony faktem, że imputuje mu się jakoby do jego łódzkiego lokalu wpadali tylko przedstawiciele z Pruszkowa. O nie, lokal był ogólnie otwarty, jedyną selekcją była grubość portfela - gdyż Miro Pub uchodzić chciał za lokal ekskluzywny. Przyjeżdżali więc i goście z Warszawy (sam Kaszubski Car zaszczycił skromną zagrodę swojego nędznego wasala), goście ze Śląska, mili chłopcy z Wołomina. Pełna plejada osobliwości.
Pisząc całkiem poważnie, nie wiem, czy Kamiński ma rację. Nie jest to polityk wyważony w swoich opiniach, szukający konsensusu tylko ktoś, kto próbuje - udolnie lub mniej - zając rolę "bulteriera" przy Jarosławie Kaczyńskim, wakującą od czasu rejterady Kurskiego. Zaprzeczyć nie można, że jako szef CBA Kamiński miał dostęp do wielu materiałów, o których pismakom nawet się nie śniło - a jeśli jest człowiekiem zapobiegliwym, z pewnością co apetyczniejsze "kwiatki" zachował dla siebie. Być może z czasem będą wyskakiwały kolejne "misie z okienka", dziwnym trafem dotyczące jedynie PO, ewentualnie PSL i palikociarni, aczkolwiek tymi ostatnimi i "przejrzystymi" sposobami ich finansowania to winna zainteresować się raczej Służba Kontrwywiadu.
Niemniej, odsuwając rewelacje Kamińskiego na bok, warto skupić się na samej postaci Drzewieckiego, czyli człowieka troszczącego się o własny imidż. Gdy już kiedyś doczekamy - a doczekamy na pewno, nie ma już wiele dna pod Nami - dojrzałej, dobrej demokracji, ludzie tacy jak "Miro" po jawnej próbie okradania Państwa odejdą: po pierwsze, na parę lat za kraty, po drugie, w niebyt publiczny na zawsze. Nie można dawać drugich szans komuś, kto chciał Nas wszystkich okraść. Nie wspominając o prawach publicznych - ja bardzo dziękuję za taką demokrację, w której "Zbychu" jak gdyby nigdy nic startuje w wyborach na senatora, obłudnie próbując oczyścić swoją personę.
W Naszej obecnej dzikiej demokracji rodem z Batustanu, Drzewiecki bryluje w mediach, udziela się gazetom, włos z czerwonej głowy nie spadł, a w dodatku sam jeszcze kąsa, chociaż powinien z podkulonym ogonem w kącie zejść z oczu wszystkim, którzy pamiętają jego nieprzyzwoite - by nie powiedzieć mocniej - zachowanie w sprawie afery hazardowej. Coś takiego ma w sobie ta afera, że miast wyrywać chwasty rozpleniające się w Państwowym ogrodzie, daje swoim "bohaterom" możliwość spokojnego życia mimo popełnionych grzechów, ba nawet, imć Sekuła, który prowadzeniem obrad komisji wystawił Sejm Rzeczypospolitej na pośmiewisko, zajął ciepłą posadkę ministerialną. Niejako w nagrodę.
"Miro", cokolwiek o nim mówić, ma też dystans do siebie. Unieśmiertelniony już bon mot "dziki kraj!" może jak najbardziej odnieść do własnej osoby. Samiście ten nieszczęsny Kraj zdziczyli, drodzy panowie.
302
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (4)