trescharchi trescharchi
406
BLOG

Palikot na salonach prezydenckich.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 0

Patrzę na zdjęcie pędzących do siebie dwóch mężczyzn w nienagannych garniturach, wyciągnięte ręce, uśmiechy, ot, dobra komitywa. Dwie rzeczy psują niezły efekt - primo: personalia "dżentelmenów", secundo: biedna, opustoszała Polska flaga otoczona z dwóch stron Niebieskimi Sztandarami z Gwiazdkami. Doprawdy nie wiem czy jest to w zgodzie z protokołem (już abstrahując od Dumy Narodowej), acz na upartego dla zachowania jakichś proporcji można było dołożyć flagę NATO. Wróć, Komorowski ogłosił niegdyś, że z Sojuszu wychodzimy, a ponieważ natura próżni nie znosi, z pewnością już toczy jakieś zakulisowe negocjacje o przywrócenie współpracy wojskowej z Tymi, co Niegdyś Wyzwalali.

Ja nie o tym jednak. Przyjęło się w Polskiej "demokracji", że prezydent jest stanowiskiem ponadpartyjnym, niektórzy złośliwie nazywają go żyrandolem, inni wskazują - istotnie, większość społeczeństwa woli myśleć o prezydencie jako o pierwszym obywatelu wśród wszystkich Polaków. Jest też w głowach Rodaków zakarbowane, że gospodarz Pałacu to człowiek godny, skupiający w sobie honor Rzeczypospolitej, i nie zdołały tego przekreślić nawet liczne lapsusy byłych prezydentów (śp. Kaczyński, Wałęsa), czy wręcz zachowania Rzeczypospolitą hańbiące (pijak Kwaśniewski). Bardzo podoba mi się tradycja jankeska, w której byli przywódcy potrafią porozumieć się ponad podziałami i dają się wspólnie fotografować, odwiedzają nowego lokatora Białego Domu, udają, że mu doradzają, słowem - pokazują Amerykanom, że urząd to godny i winni być dumni z każdorazowego prezydenta.

Jak jest w Polsce - wiadomo. Tradycji takiej nie ma i pewnie długo nie będzie. Nie ta jakość demokracji, nie ta jakość ludzi u władzy, nie ten przaśny, a jednak godny zazdrości patriotyzm. Niemniej - przyjmowanie z jowialnym uśmiechem człowieka, który wymyślał niestworzone kalumnie na poprzednika, przynosi wstyd Komorowskiemu. Rzecz prosta, Palikot przekracza wszystkie granice hipokryzji w polityce i nie możemy spodziewać się po nim, że teraz zacznie machać rachunkami za alkohol kupowany przez Kancelarię, że domagał się będzie głośno raportu lekarskiego na temat zdrowia Komorowskiego, że (ciekawostka, przecież jest w opozycji) nie będzie wprost oskarżał prezydenta o bierność i safandułowatość, co akurat byłoby w pełni uzasadnione.

A chyba powinien, bo skoro istotnie - jak niegdyś tłumaczył - chodzi mu tylko o poprawę wizerunku najwyższego urzędu w Polsce i jakość Polskiego życia publicznego, ma pełne prawo wymagać od Komorowskiego tego samego, co od śp. Kaczyńskiego. Ot, nieco wybiórcza troska o Polskę, pokazująca niestety, że Palikot politykę rozumie jako niekończącą się hucpę, co oznacza mniej więcej tyle, że głosy na niego były głosami zmarnowanymi. A skoro to taki polityczny klaun, to niezmiernie boleję nad tym, że (też będąc formalnie w opozycji) nie domagał się od Kwaśniewskiego raportów na temat "choroby tropikalnej" i wydatków na alkohol. No, ale trudno podkładać świnie sąsiadowi, co mieszka drzwi w drzwi...

Żal mi więc za prezydenta Komorowskiego, że wpuszcza do Pałacu kogoś, kto bezwstydnie lżył innego prezydenta. Cóż, rozumiem myśliwską życzliwość i dobre serce Władcy Budy Ruskiej, niemniej uprzejme uśmiechy i uściski dłoni z politycznym szkodnikiem przynoszą ujmę urzędowi prezydenta, o wiele większą i poważniejszą w skutkach niż słynne "bigosy amerykańskie". Wstyd i smutek.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka