Brzmi jak żart, ale żartem nie jest. Bronisław Komorowski postanowił wyrwać się ze skorupy bierności i miałkości, po czym przepotwarzył się w pięknego, wąsatego motyla gotowego zadawać nawet najtrudniejsze pytania byle tylko Ojczyzna miała się lepiej. Pierwszy Obywatel zaniepokoił się sprawą domniemanych więzień CIA w Polsce i zarzutami, jakie prokuratura stawia Siemiątkowskiemu. I bardzo dobrze - właśnie od tego prezydent jest, żeby pytać, żeby domagać się wyjaśnień. Problem polega na tym, że troska Komorowskiego jest bardzo wybiórcza i odnosi się głównie do okresu, w którym on sam i jego ugrupowanie było w opozycji.
Prezydent nie wykazywał większej troski o dobre imię Polski jako szef MON - do tego stopnia, że przemawiając przy okazji nominacji Siemoniaka przyznał się rozbrajająco, że "wiedział tyle, ile powiedzieli mu dowódcy". Co jak co, ale resort obrony jest ściśle powiązany z dobrym imieniem Naszego Kraju, żeby już nie wgłębiać się w truizmy, z czym jeszcze jest ściśle powiązany. Komorowski powiada : "sprawa jest drażliwa, kłopotliwa, i być może bolesna (...) ale po to są organa ścigania, by to wyjaśnić" - wypowiedź wyrwana z kontekstu mogła by na ten przykład dotyczyć Smoleńska, czyli największej kompromitacji Państwa od bardzo, bardzo dawna, która to kompromitacja po chamsku, wspólnymi rosyjsko-Polskimi rękami zamieciona została pod dywan, ale dotyczy tylko (albo aż) więzień CIA, niestety. Widać ten typ tak ma - wszyscy winni, wszyscy plują na dobre imię Kraju, a my robimy wszystko całkiem dobrze, chociaż "zdarza się, że popełniamy błędy".
Prezydent opowiadał podczas dorocznej odprawy kadrze MON-u i Sił Zbrojnych takie cymesy jak: prokuratura w tejże sprawie winna kierować się poczuciem odpowiedzialności za Polskę i Polską rację stanu. Jakaż to ulga i potwarz dla wszystkich szyderców - patrzcie, niedowiarki, Komorowski zna określenie "Polska racja stanu" wbrew waszym kalumniom, a skoro zna, to kto wie, może dojrzeje do tego, by w drugiej kadencji je stosować. Mało to mieliśmy w historii nawróconych na patriotyzm? Ot, choćby Kmicic, którego przygody profesor Nałęcz powinien czytać prezydentowi do poduszki, by ten uwierzył, że ścieżka bohaterstwa jeszcze nie zamknięta.
Komorowski powiedział również bardzo ważną rzecz, i liczę, że powziął w ten sposób pewne zobowiązanie. Mruknął bowiem, że prokuratura nie może w imię wspomnianej racji stanu zaprzestać dążenia do prawdy i do wyjaśnienia kwestii nawet najbardziej bolesnych. Tak to sobie niegramatycznie mruknął, cóż począć, on się dopiero uczy. W każdym razie - nie wspominał nic o PO-owskiej racji stanu, toteż mam nadzieję, że takie słowa prezydenta dadzą asumpt wymiarowi sprawiedliwości do pełnego i jasnego wyjaśnienia tego, co działo się w Smoleńsku. Wiadomo, że będzie boleśnie, wiadomo, że kilka osób ze świecznika pójdzie za kraty na długi czas, wiadomo, że trzeba będzie posypać wciąż świeże (mimo "kojących" działań rządu zmierzających do zapomnienia wydarzeń) rany solą, wiadomo wreszcie, że i sam prezydent może ucierpieć w wyniku niezależnego, konkretnego śledztwa.
Nie ma już wprawdzie nader sprawnego i lubianego przez stronę rosyjską (wzajemna sympatia badających to sprawa kluczowa - vide: Edmund Edmundowicz Klich) generała Parulskiego, ale święcie wierzę, że w prokuraturze znajdzie się inny sprawiedliwy i przetnie smoleński węzeł gordyjski raz na zawsze. W końcu sam prezydent dał zielone światło, nie licząc się z kosztami politycznymi i karnymi. Serce rośnie. Do dzieła, panowie!
366
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze