Nie ma się co denerwować po próżnicy - ogólnokrajowa pandemia Nam nie grozi. Wirus dopada tylko jednostki stare (czy opłaca się je leczyć, ministro Mucho?), zniedołężniałe, które zdrowie straciły podczas końcówki "pionierskich" lat czterdziestych, gdy z przyczyn zawodowych jednostki owe przesiadywać musiały godzinami w mokrych, zagrzybionych kazamatach, rozprawiając się z "wrogami ludu". Nie dziwota, że na starość to korzonki, to stawy, to bronchit się odzywają. I tak rzeczona "awangarda Partii" ma szczęście - nie musiała tyrać do 67 roku życia i w "niepodległej" Rzeczypospolitej może cieszyć się zasłużoną, a niemałą emeryturą.
Wirus jest przy tym dość cwany, co stawia go na "pudle" podium na równi z Ebolą i Beri-Beri. Otóż przypadłość pozwala całkiem spokojnie żyć (przypominam - "mundurowa", zacna wypłata świadczeń), a ujawnia się tylko w chwilach targania po sądach za "grzeszki poprzedniego ustroju", co swoją drogą jest doprawdy wyjątkową bezczelnością, wszak nowoczesny Kraj winien skupiać się raczej na świetlanej przyszłości, niż grzebać w mrokach swoich dziejów. Już abstrahując od tego, jakim zagrożeniem dla zdrowia, ba!, życia starszych, zmęczonych "pracą" organizmów jest próba zmuszania ich do wyjaśniania czegokolwiek, bo kto nie żył w tamtych czasach, ten "niczego nie rozumiał".
Ministerstwo Zdrowia donosi o kolejnym ognisku zapalnym choroby, tym razem na Podkarpaciu. Tamtejszy oddział "policjantów historycznych" spod trzyliterowego skrótu doprowadził do postawienia przed Temidą imć Łukasza K., obecnie człowieka w wieku podeszłym, za którym ciągną się pewne drobne "błędy młodości". Solidnie udokumentowany - papiery, podpisy, zeznania świadków - akt oskarżenia zawiera taki katalog łajdactw jak tortury, wyzwiska, głodzenie więźniów, przetrzymywanie bez wyroku, rażenie prądem i tak dalej, i tak dalej. Śledczy doliczyli się pokrzywdzonych w ilości 400 osób, głównie potomków "wrogów ludu", bo ci z przyczyn metrykalnych (a i pewnie finansowych, wszak na mundurówki liczyć nie mogli) w większości powymierali.
Ludzie zgromadzili się na sali, czekając na sprawiedliwość. Doczekali się jedynie faksu, przesłanego do sądu na 15 minut przed pierwszą rozprawą, w którym oskarżony ubolewa, że nie będzie go z nimi, jednak zdrówko już nie te co kiedyś, kiedym lał waszych przodków po podeszwach stóp, i niestety wypada mi się do szpitala położyć. Ludzie pokręcili głowami, Bogu dziękować przyzwyczajeni już do "rychliwości" Polskich sądów awantury nie wszczynali, tylko rozeszli się jak potulne owieczki. Wysoki Sąd ziewnął, poprosił panią Jadzię o kolejną kawę i machnął wniosek o powołanie biegłych (za Nasze!), coby chorowitego staruszka opukali, i ustalili, czy istotnie wirus znów zaatakował. Kolejny termin - uzależniony od ich opinii, czyli wakacje dziadek spędzi jeszcze spokojnie, może bawiąc swoje wnusie.
Ministerstwo Zdrowia wobec powyższego uspokaja - ognisko wirusa zostało zneutralizowane. Zdrowa, patrząca w horyzont część społeczeństwa może odetchnąć z ulgą. A ci, co wolą babrać się w przeszłości - cóż, niech się nadal kiszą w sosie własnym.
361
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (10)