trescharchi trescharchi
470
BLOG

Vincent Rostowski mija się z prawdą.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 1

Wbrew wszystkim, którzy twierdzili, że wychowany w prestiżowych inkubatorach lewackiej ekonomii londyńskiej Vincent Rostowski jest cyborgiem, minister pokazał wreszcie żywą, humanoidalną twarz. Do tej pory wyłom w nienagannym, chłodnym profesjonaliźmie ukazał tylko podczas "konstruktywnej" debaty z opozycją w Sejmie (jak żyję podobnej bezczelności i hucpy z ust żadnego ministra finansów - człeka, co winien być oazą spokoju - nie słyszałem) ale widać, że skorupa poczyna pękać.

Pękła i teraz - minster rządu Rzeczypospolitej oznajmił rodakom, przemawiając w Polskim Parlamencie, że wydłużenie wieku emerytalnego nie będzie bolesne dla ludu, którym rządzimy. A i owszem, panie ministrze, praca uszlachetnia, a w Naszym biednym Kraju wciąż zbyt wiele mamy zawodów produkujących obiboków po 50-tym roku życia, gdy człowiek jest specyficzną mieszanką pracowitości i doświadczenia, i winien pracować najwydajniej. Zapomina pan jednak, że nie jesteśmy - ja wiem, Niemcami, Francją, czy choćby Anglią, gdzie opieka zdrowotna, aktywizacja zawodowa, kultura spożycia alkoholu (doprawdy - pijemy jeno po to, by się upić, i to się odczuwa na starość) stoją na o niebo wyższym poziomie niż u Nas. Rozumiem, sporo pan bywa, wiele pan widział, ale wciąż nie czuje pan tej "Polskiej" specyfiki.

Ilekroć patrzę na ministra Rostowskiego, przypomina mi się postać ministra finansów Ludwika XVI, imć Neckera. Analogii jest sporo, acz broń Boże nie namawiam do przeprowadzenia rewolucji, czy zafundowania premierowi Tuskowi losu nieszczęsnego króla (aczkolwiek wizja Marii Antoniny Kopacz jest bardzo kusząca). I Necker, i Rostowski nie znają materii Kraju, w jakim odpowiadają za budżet - Necker był Szwajcarem (cóż z tego, że sfrancurzonym), Rostowski jest bezpaństwowym "ekonomistą". Obaj byli w swoim czasie uważani za geniuszy finansów publicznych (Necker - finansowanie deficytu, Vincent - "zielona wyspa"), obaj kończyli karierę znienawidzeni w swoich przyszywanych ojczyznach. Ja wiem, że historii ma być coraz mniej, ale panie ministrze - bierzmy przykład, ona naprawdę lubi się powtarzać.

Kiedy zaś wychodzi pan, uśmiechnięty, z potem płynącym po gorbaczowowskiej łysince (przepracowanie?) na mównicę sejmową, kiedy plecie pan androny, że przed wyborami minister Boni gdzieś tam w zapomnianej przez Boga i ludzi strategii dla Polski 2030 pisał o konieczności podwyższenia wieku emerytalnego (czy znajdziemy w niej również obietnice obniżenia podatków i nawoływania do niepłacenia "haraczu" ma telewizję?), to ogarnia mnie wstyd i zażenowanie. A pan nie ułatwia mi chrześcijańskiego dążenia do wybaczania, gdy rozwiewa pan moje ostatnie nadzieje uwagą, że przygotowana na chybcika reforma nie jest po to, by ratować finanse Państwa, bo rząd już je naprawia.

Coraz częściej korci mnie, by nazywać was rządem kłamczuszków. Zdrobnienie nie wynika z sympatii, ale z waszego sposobu pojmowania polityki - małych chłopców w krótkich porciętach, co nawalają się ołowianymi żołnierzykami, a gdy mama zawoła na obiad, zostawiają burdel w pokoju, nie przejmując się, kto to posprząta.

 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka