trescharchi trescharchi
480
BLOG

Polska powoli umiera.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 9

Nie jest to proces błyskawiczny czy nagły - gołym okiem tego swoistego finis Poloniae dostrzec nie sposób, nawet jeśli jest się politologiem lub socjologiem, które to zawody swoją drogą wymyślono chyba po to, by ich sztandarowi przedstawiciele (od blisko dekady obracamy się w kręgu tych samych nazwisk - jakież to musi być frustrujące dla młodych kadr) występowali w studiach telewizyjnych jako gadające głowy. Ale proces trwa i zachowuje daleko idącą ciągłość - jak śnieżna kula, której już nie sposób zatrzymać.

Wiele racji mają ci, którzy doszukują się w obecnym stanie Polski analogii z czasami saskimi - wówczas też wszystko zdawało się być w najlepszym porządku, Kraj jakoś prosperował, szlachta nadal cieszyła się "złotą wolnością", i tylko kilka trzeźwych głów dostrzegało cień Moskwy, Wiednia i Berlina, coraz częsciej zasłaniający słońce nad Rzecząpospolitą. Dziś nikt Nas bezkarnie nie rozbierze, o to jestem spokojny, ale też nikt nie wyciągnie do Nas pomocnej ręki, gdy sami (mam tylko nadzieję, że to krajowe widzimisię, nie importowane) rozwalamy swoją Ojczyznę na coraz mniejsze kawałeczki.

"Rzepa" donosi, że Polska na własne życzenie zwija się od wewnątrz. Umierają lokalne poczty, zamyka się zdewastowane dworce kolejowe (polecam przejażdżkę koleją po czeskim Śląsku Cieszyńskim - niezapomniany urok małych miasteczek z małymi, czyściutkimi stacyjkami. Można? Można), giną biblioteki (bo przecież młodzież wszystko wyczyta w Internecie, powiada Boni), niż demograficzny zamyka szkoły (tfu, jaki niż - zamykają gminy, które w tej chorej sytuacji istnieją tylko po to, by utrzymywać edukację), i tak dalej, i tak dalej. Ironia losu - za komuny szybciej, pewniej i spokojniej dojechałeś z wioski do miasta, bo kursował poobinajny "ogórek" spod znaku PKS. Dzisiaj rozwija się kultura "przystankowa" - młodzież degeneruje się narkotykami i alkoholem siedząc na ławkach, spod których odchodzi jeden autobus na dzień. Przykłady można mnożyć, ale nie o suche wymienianie w niniejszej notce chodzi.

Rząd nie robi nic. Może inaczej - robi wiele w kierunku poprawy kondycji wielkich metropolii, które naturalnie są Polsce potrzebne jako skupiska przemysłu, uczelni wyższych, urzędów. Ale nie można tworzyć czterech wielkich skupisk miejskich i całej pustyni dookoła. Nie jest to poważny pomysł na Państwo. Rozumiem, że to "młodzi, wykształceni" z wielkich miast są zapleczem (jak długo jeszcze?) elektoratu Platformy Obywatelskiej, ale stawianie interesów partyjnych nad troskę o poziom życia Obywateli jest zbrodnią przeciwko Krajowi. PSL, rzekomo naturalny kandydat na opiekuna umierającej Polskiej prowincji już dawno zatracił swoje związki z wsią, niezauważenie dla chłopów przechodząc do klasy establishmentu, zamartwiającego się głównie tym, czy Rostowski umorzy im gigantyczne długi.

Bolesne i nieusprawiedliwione jest przyrównywanie obecnej sytuacji i niechęci rządu na poprawę stanu rzeczy do zbrodniczych planów Himmlera, co to z GG chciał uczynić jałową pustynię słowiańskich pół-analfabetów, których jedynymi życiowymi celami było pracować, siedzieć na swojej wsi i umierać. Cóż jednak począć, kiedy podobieństwa nasuwają się same.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka