To, co stało się 10 kwietnia dawno już przekroczyło granice i rozsądku, i zwykłej katastrofy lotniczej - o ile takowa rzeczywiście miała miejsce. Konia z rzędem temu, kto z całą pewnością potrafi orzec, co się tam stało, dlaczego zginęli niewinni ludzie co mieli nieszczęście znaleźć się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwiej porze, wykonując tylko swoją pracę. Jeśli tragednia była jeno i wyłącznie wypadkiem lotniczym, należy wydać kilka podręczników pt. "jak nie badać katastrofy lotniczej" - bo sposób zabezpieczenia wraku, odczytania czarnych skrzynek przynosi wstyd wszystkim ludziom poważnie badającym tego typu nieszczęscia. Jakim cudem Edmund Klich mógł firmować swoją osobą taką "branżową" hucpę - pojęcia nie mam. Jakim cudem wszyscy "eksperci" zasiadający po studiach telewizyjnych przekonują Nas o wypadku, jednocześnie nie rzucając gromów na Rosjan i Polski rząd za żenujące, amatorskie ustalanie przebiegu katastrofy - nie mieści mi się w głowie, że na wizji popełniają zawodowe samobójstwo i w najlepsze zapraszani są dalej.
Nie wiem, dlaczego Polska prokuratura nie dopuściła prof. Bidena do współuczestniczenia w ekshumacjach ciał ofiar. Nie wiem, dlaczego Polska strona posłuchała Rosjan (analogie z zamkniętą trumną Sikorskiego nasuwają się same, przykro mi) i respektowała prikaz nie otwierania trumien. Wreszcie nie pojmuję doprawdy, dlaczego wszyscy ci, którzy uważają Smoleńsk za nieszczęśliwy wypadek lotniczy jednocześnie uważają to za straszliwe tabu, coś o czym winno się szybko zapomnieć, zasypać w niepamięci, zbudować jeden pomnik i szlus. Niestety, nie wierzę w ich zapewnienia, że chodzi im o szacunek dla ofiar i Rodzin, plus nie wywoływanie wojenki politycznej - środowiska okołoplatformiane, jak i zaprzyjaźnione media przed 10 kwietnia nie miały nic przeciwko zarówno wojence politycznej, jak i obrzucaniu poległych błotem. Staram się ugryźć rzecz pragmatycznie, i głowa mi pęka, a i tak wymyśleć nie potrafię, dlaczegóż rząd Polski nie przedstawił jasnego, klarownego raportu o katastrofie, dlaczego nie ściągnął wraku, dlaczego nie wysłał swoich ekspertów, dlaczego nie wciągnął do sprawy NATO. To wszystko byłoby do zrobienia, gdyby prawda była po stronie Donalda Tuska, PiS po prostu kompromitowałby się tezami o zamachu, nie przyjmując do wiadomości czarnego na białym. A tak? Przez strach przed własną odpowiedzialnością (skala zaniedbań była zbrodnicza) PO swoim sposobem zdecydowała się sprawę maksymalnie rozmydlić i sama wcisnęła opozycji oręż w łapy.
Pretekstem do tej notki była zadziwiająca wiadomość, że "Smoleńskie tabu" sięga już nawet do środowisk uniwersyteckich. Grupa naukowców UW - specjaliści z fizyki, matematyki i chemii - których nie można oskarżyć o "oszołomstwo" i "spiskowe teorie dziejów" chciało, korzystając ze swojej bogatej wiedzy na spokojnie przyjrzeć się mechanice wypadku samolotu. Tylko tyle - bez polityki, bez emocji, by rozwiać naukowo wątpliwości, jakie paraliżują dialog publiczny w Naszym Państwie. Gotowy artykuł - podkreślam ponownie, napisany bez politycznego zacięcia, surowym, technicznym językiem, nie występując w imieniu kogokolwiek poza sobą - chcieli umieścić w uniwersyteckim piśmie. Alma mater powiedziała nie, tłumacząc to faktem, że zamieszczenie takiego "gorącego" artykułu byłoby "niestosowne". Cóż, zrozumiałbym, gdyby Warszawscy radni PiS nalegali na umieszczenie własnych przemyśleń na temat roli brzozy w katastrofie - ale, na Boga, odmawiać szpalt ludziom z tego samego uniwersytetu jest kolejnym, tym razem śmiesznym dowodem na dziwaczne tabu krążące wokół 10 kwietnia.
Zadziwiające, ile grup politycznych i społecznych gardłuje w tej sprawie, a każda z nich zapowiada, że chodzi jej jedynie o wyjaśnienie prawdy i tylko prawdy. Prawda, jak wiadomo, może być tylko jedna, czyli ktoś się myli. I smoleńskie igrzyska trwają dalej, strona rządowa nie potrafi się odważyć, by raz na zawsze przeciąć gordyjski węzeł niedopowiedzeń, inne środowiska wolą o tej sprawie milczeć, bo to "niestosowne" (co jest "niestosownego" w rzekomo zwykłej katastrofie lotniczej?), inne środowiska - jak Sz.P. Ryszard Czarnecki na ten przykład niedaleki - a priori stawiają tezę o zamachu. Boleśnie przypomina to front zachodni z I wojny światowej - wszystkie armie tkwią zakopane na swoich pozycjach, a co jakiś czas lecą z wrzaskiem na inne okopy i giną, dziesiątkowani przez karabiny maszynowe. Tutaj też. Państwo się wykrwawia, traci czas , energię na wyjaśnianie czegoś, co winno byc już jasne i klarowne. Nie ukrywam, że widzę tu winę głównie Donalda Tuska, i tchórzostwo jego współpracowników. Ludzie, którzy stracili bliskich 10 kwietnia mają prawo pytać, a rząd nie potrafi odpowiadać. Albo raczej nie chce.
1571
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (24)