trescharchi trescharchi
340
BLOG

Wybiórcza gościnność pani Anodiny.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 3

Chyląc czoła przed pamięcią wszystkich ofiar dzisiejszej katastrofy lotniczej w Rosji, ogarnia jednak człowieka zdumienie, kiedy czyta informację - dobrze znany Nam wszystkim z "obiektywnej" i "profesjonalnej" roboty MAK zaprasza do współpracy przy badaniach wypadku kolejno: Francuzów (bo spadł samolot ichniejszej produkcji), Kanadyjczyków (bo dostarczyli silniki), wreszcie Anglików (bo tam maszynę zarejestrowano). Tak, tak. Ichniejsi przedstawiciele (przed wyborem kandydatów proszę kolegów z Zachodu o zaznajomienie się z definicją, co oznacza w MAK-u funkcja "zaprzyjaźnionego" akredytowanego) mogą szykować się do dalekiej drogi, na krańcu której podjęci zostaną kawiorem, wódką i uśmiechami nienagannie ubranej, połyskującej biżuterią jenerałowej.

Biorąc pod uwagę fakt, że nieszczęsnymi pasażerami byli tylko Rosjanie, można rzec - serce rośnie, wszak w "Kursku" też byli sami Moskale, a jednak wówczas nikogo innego z krwiożerczego NATO do akcji nie dopuszczono. Widać kremlowskie władze szybko się uczą, i trochę szkoda, że Smoleńsk przytrafił się wówczas, gdy jeszcze obowiązywała rosyjska wiara we własną nieomylność, a nie na ten przykład teraz (proszę wybaczyć skalę rozważań), gdy bracia Słowianie gotowi są tak "międzynarodowo"  zadbać o niepokalaną opinię swoich lotnisk i linii lotniczych . Frustracje zespołu Macierewicza, czy ogólnie prawej strony sejmowej można rozumieć politycznie, niemniej, gdy w głowy z niedowierzaniem pukają się również nie związani z żadną partią rozsądni eksperci, rzecz staje się co najmniej dziwna i zastanawiająca.

Stosując bowiem takie kryteria, jakie MAK przyjął do badania dzisiejszego wypadku, należałoby do rozwikłania smoleńskiej zagadki zaprzągnąć Amerykanów - jako producentów awioniki, elektroniki i Bóg wie czego jeszcze, już doprawdy abstrahując od wyświechtanej (a zastanawiająco często przeoczanej) prawdy, że rządowa Tutka była wojskowym samolotem NATO - dokładnie takim samym, jak nie przymierzając U-2 pilota Powersa, który też zakończył swoją służbę (samolot, nie Powers) gdzieś na rosyjskich bezdrożach.

Z drugiej jednak strony, nieco nieelegancko jest rzucać gromy na zespół jenerałowej Anodiny - stateczna matrona doskonale zdaje sobie sprawę, komu zawdzięcza swoje powodzenie życiowe, i komu musi wiernie służyć, by owego powodzenia nie utracić. W pewnym zatem sensie jej intencje są czyste - ot, ma za zadanie zamydlać, rozwiewać wątpliwości na korzyść swoich, wreszcie bronić rosyjskiego dobrego imienia (są bardzo czuli na tym punkcie) za wszelką cenę. Co innego Polacy - no cóż, na Kremlu po prostu zacierają dłonie, żeśmy sami na siebie bicz ukręcili, i zdali się w całości na ich służby, które zawsze dążą do prawdy i tylko prawdy, jeno z przedrostkiem: własnej prawdy.

Zakładam, że kiedy Graś (święcie wierzę, że do czegoś jednak się przydaje) przeczytał tą informację Tuskowi, biedny premier poczerwieniał jak wiosenny pomidor. Nie dziwota - taki policzek bardzo, bardzo boli. A przypomnienie własnej naiwności na arenie międzynarodowej - tym bardziej. Piszę naiwności, aczkolwiek palce same domagają się wystukania : złej woli.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka