Objawił się Nam nowy ekspert od badania katastrof lotniczych. Wprawdzie po Smoleńsku mieliśmy takowych około trzydzieści milionów (więc dlaczego w TVN występowało ciągle trzech, a do MAK-u poleciał jeden?) ale kolejny nie zaszkodzi, zwłaszcza gdy wnosi do dyskusji tak ciekawe przemyślenia jak imć Rafał Grupiński, szef klubu PO (zastąpił na tym stanowisku nieodżałowanego posła Tomczykiewicza, który od grudnia "zajmuje" się górnictwem w Ministerstwie Gospodarki, przy czym cudzysłów przy zajmuje nie jest przypadkiem).
Grupiński wystąpił w poranku radia Rząd FM i został dokładnie wypytany na okoliczność wraku Tupolewa. Tegoż wraku, który w środowisku PO jest tematem passe, zwłaszcza gdy cokolwiek w tejże sprawie przebąkuje Schetyna. Niemniej dziennikarz nie ustąpił, i Rafał Grupiński musiał wypowiedzieć swoje prawdy objawione. Doprawdy, było czego posłuchać - chociaż tak z ludzkiej (nie mówiąc o politycznej) przyzwoitości zdumiewa mnie, że człowiek ów po wyjściu ze studia nie rzucił poselskiego mandatu w kąt i nie zaszył się jako eremita w Białowieży. Cóż, wiadomo, że pod każdą szerokością partyjną immunitet ma magiczną moc zwalniania od myślenia. Tak było i w tym przypadku, niestety.
Podkreślmy - szef klubu partii, która rządzi Polską pozwala sobie na takie lekkie analogie jak: "Przez dziesiątki lat Rosjanie nie przekazywali nam akt katyńskich i w końcu się przełamali...". Gdyby rzecz nie dotyczyła tak tragicznych wydarzeń, ów wyszukany eufemizm "nie przekazywali" nazywający całkowite zaprzeczanie swojej winie i zwalanie wszystkiego na Niemców byłby nawet zgrabny i godny podziwu. Rzeczywiście, w końcu się przełamali, panie pośle.
Dalej - szef klubu partii rządzącej Krajem nie waha się mówić do mikrofonu, w czasie audycji na żywo, iż rząd Donalda Tuska robi w sprawie zwrotu Tupolewa wszystko, co jest możliwe. Dziennikarzowi nie przeszkadza pewien dysonans - z jednej strony przecież Polska strona oficjalnie pokłada wiarę w rzetelność rosyjskiego śledztwa, a zatem nie powinna przedwcześnie żądać oddania dowodu rzeczowego, z drugiej strony, skoro od dwóch lat sprawa wraku posunęła się naprzód o jego opóźnione przykrycie, nie świadczy to najlepiej o "możliwościach" dyplomatycznych Naszej administracji. Strach pomyśleć, co by się z resztkami Tutki działo, gdybyśmy nie robili "wszystkiego co możliwe". Cóż, skoro przyznaje to sam Grupiński, coś w tym musi być.
Na koniec coś, co mnie zdumiało i zastanowiło. Prowadzący wywiad prosi posła o komentarz do słów Schetyny, przebąkującego coś o tym, że pora na reakcję na najwyższym, premierowskim szczeblu. Na dźwięk nazwiska infamisa Grupiński syczy, włosy stają dęba, palce się krzyżują, dusza krzyczy "a kysz", niemniej w imię pluralizmu mediów odpowiada. Odpowiada ciekawie, acz dla mnie trochę niezrozumiale. Nieco szkoda, że dziennikarz nie podrążył, cóż właściwie poeta ma na myśli,mówiąc, że "nie warto narażać na szwank najwyższych autorytetów w państwie". Na jaki szwank, panie pośle? Jaki szwank, jaka szkoda może Nas spotkać w kontaktach z przyjaciółmi Rosjanami, którzy, wedle słów PO od dwóch lat robią wszystko, by Nam pomóc, ba, wręcz uprzedzają Nasze życzenia? Wreszcie, od kiedy właściciel, proszący o zwrot swojej własności jest narażony na jakąś szkodę?
Nie popisał się pan poseł. Jakieś niedobre fluidy są na tym stanowisku szefa klubu PO, bo wspominając po raz kolejny posła Tomczykiewicza - ten również zasłynął z wielu "rzeczowych" wywiadów. Żal głosów wyborców, oddanych na pana Grupińskiego, bo jeśli mają Nami rządzić tacy eksperci od "konstrukcji myślowych", to powodzenia nieszczęsnej Polsce jeszcze długo nie wróżę.
868
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (9)