trescharchi trescharchi
1736
BLOG

"Przyjaciele Moskale" w Gazecie Wyborczej.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 11

Konkretnie - jeden przyjaciel Moskal, imć Babicz. Babicz jest w życiu zawodowym komentatorem państwowej agencji RIA-Nowosti, a wywiad z nim publikuje "Gazeta Wyborcza". Naturalnie, spojrzenie rosyjskie na kwestię smoleńską też jest warte odnotowania w mediach, niemniej wszystkie przemyślenia Kremla odnośnie 10 kwietnia wyczerpująco przekazał już raport "niezależnego" MAK-u - chyba, że w myśl nieśmiertelnego powiedzenia dr Goebbelsa pewne "informacje" należy przekazywać do skutku, by wszyscy wątpiący przejrzeli na oczy i uwierzyli. W każdym razie z niecierpliwością czekam na wywiady z komentatorami państwowych białoruskich agencji informacyjnych - jako Zwierciadło Pluralizmu mediów i Bastion Demokracji redakcja z Czerskiej z pewnością doszuka się daleko idących analogii między sposobem przeprowadzania wyborów w Moskwie i w Mińsku, toteż skoro pewien wyłom został uczyniony, i zapraszamy rosyjskich "czynowników" do zabierania głosu, nie należy zaniedbywać "państwowych" dziennikarzy od Łukaszenki.

Abstrahując nawet od przelewającej się co chwila niechęci do konkretnej opcji politycznej (czegóż innego mogłem się spodziewać?), czytając ów wywiad przecierałem oczy ze zdumienia - a przyznam, że zazwyczaj zasadę "nic w Wyborczej mnie nie zdziwi" stosuję z żelazną konsekwencją, także macie Łaskawi Państwo dobry obraz mojego wstrząsu. Zresztą, rozmowa jest dość krótka, kilka delikatnych pytań, byleby tylko nie urazić gościa - bo gotów już nigdy z "Gazetą" nie porozmawiać. Wywiad przeprowadza redaktor Marcin Wojciechowski, co jak już wspomniałem jest gwarancją "obiektywności" i "prawomyślności", a przy tym daje asumpt do rozważań, na jakiej to uczelni takich "dziennikarzy" kształcą.

Zasadniczo gość z Moskwy do rozmowy się nie przyłożył i jakikolwiek żurnalista obdarzony żyłką prawdziwego drapieżnika (a to chyba powinno być obowiązkową cechą?) przejechałby się po nim jak nie przymierzając walec po Naszych "naprędce przejezdnych" drogach na Euro. Doprawdy, trzeba dużo samozaparcia by lekkie duchem stwierdzenie rozmówcy: "(...) dla naszej opinii publicznej to całkowicie zamknięta sprawa (...) może tylko nasi liberałowie byliby gotowi domagać się większej dokładności w czasie śledztwa..." zbyć milczeniem. Redaktorowi Wojciechowskiemu przypominam uprzejmie - 10 kwietnia zginęli ludzie ze wszystkich opcji politycznych, pańscy Rodacy (rozumiem, że śp. Lech Kaczyński pańskim prezydentem nie był) - pan natomiast ze stoickim spokojem przyjmuje czynione na marginesie przez kolegę po fachu uwagi, że w sumie śledztwo (w sprawie śmierci Polaków!)  nie jest dość dokładne, ale myśmy "tę sprawę już zamknęli". Normalny dziennikarz, z jakiejkolwiek redakcji, nie nacechowany zacietrzewieniem politycznym albo przerwałby wywiad, albo po takim dictum starał się sprawę maksymalnie podrążyć.

Pan Wojciechowski niewzruszenie pyta dalej - czy katastrofa zbliżyła oba Narody? Rosjanin odpowiada, że naturalnie, po czym powiada - znów bez reakcji ze strony Naszego żurnalisty - że w zasadzie retoryka Kaczyńskiego i Macierewicza to głos mniejszości w Polsce. Wot, jaki znawca spraw wewnętrznych Nadwiślańskiego kraju. Ja rozumiem, że redaktor z Czerskiej nie śmiałby oponować i bronić dobrego imienia PiS-u, ale wsypanie do worka pod tytułem "retoryka obłąkanej prawicy" ludzi, którzy ośmielają się zadawać pytania (a pytań nie brakuje) podejrzanie przypomina słynne "osiemset tysięcy Ślązaków" - bo tak chce Wyborcza, i tak jest, nawet gdy fakty pokazują inaczej. A ludzi pytających z upływem czasu jest w Polsce coraz więcej, tym większy więc smutek, że wszystkich ich automatycznie wrzuca się w obśmiewany zewsząd "zbiór pisowców". Można to nazywać działaniem antypaństwowym, ja wolę mniej górnolotnie nazywać to zbrodnią na zdrowym rozsądku.

Rosyjski rozmówca twierdzi na koniec, że tak naprawdę Putin "powinien być zainteresowany zamknięciem tej sprawy", ale teraz po wyborach "u nas wszystko jest zamrożone" - naturalnie, byle chłopek-roztropek nie wyznający się nawet na wielkiej polityce zripostowałby od razu, co takiego było zamrożone przez ostatnie dwa lata, skoro Rusek tłumaczy się tylko za ostatni miesiąc, niemniej takie subtelności redaktorowi Wojciechowskiemu nie przychodzą do głowy.

Wywiad - jak każda porządna "propagandowa agitka" kończy się obietnicą cukierków dla niesfornych Laszków - Rosjanin na łamach Polskiej (językowo) gazety prawi oto, że gdyby sam był Polakiem, to "postawiłby na Putina. To się wam może naprawdę opłacić". Doprawdy nie sądziłem, że doczekam czasów kiedy coś takiego przeczytam w Polskojęzycznym Internecie, podpisane przez człowieka o Polskim nazwisku.

Posiłkując się najczęściej używanym słowem w "Fakcie" - Groza! Przez duże G.




 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (11)

Inne tematy w dziale Polityka