trescharchi trescharchi
540
BLOG

Rządzą Nami sondażowi tchórze.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 10

Na eleganckim, rozległym dziedzińcu niwy Państwowej rozgrywają się ku uciesze wychowywanej na tabloidach (i dryfujących w stronę tabloidyzacji tzw. "poważnych" tytułów) gawiedzi wielkie igrzyska smoleńskie. Informacją dnia jest utrzymana w zaskoczonym tonie wieść o tym, że zaproszenie do studia dwóch żenująco "wyszczekanych" posłów (w tym jednego niezrównoważonego psychicznie) skutkuje gigantyczną, knajacką awanturą. A gdzieś w podcieniach dziedzińca, skrzętnie ukryte przed wzrokiem opinii publicznej dojrzewają i puchną prawdziwe problemy.

Niestety, Jacek Cichocki kwietnia do udanych nie zaliczy. Naturalnie rozumiem, że objęcie MSW po tak znakomitej i zasłużonej dla wyjaśniania katastrof lotniczych personie jak Jerzy Miller jest cięzkim brzemieniem, spodziewałem się wszelako, iż młody (a przy tym nieobdarzony tym młodzieżowym "cwaniactwem" niczym Nowak) i ambitny minister będzie radził sobie lepiej. Próżne nadzieje. Polska, decyzją ministra Cichockiego wycofała się  z projektu INDECT - projekt ów trwał już cztery lata, a zapewniał granty między innymi kilkunastu wyższym uczelniom, a także pozwalał Naszej i irlandzkiej policji zacieśniać swoją współpracę na polu walki z przestępczością. Większość naukowców i mundurowych, zaangażowanych w realizację projektu przeciera oczy ze zdumienia, bo dzieło zbliżało się do końca, a w "branży" oceniane było bardzo wysoko.

MSW wyszło natomiast z założenia, że i tak mamy się czym w Europie pochwalić, w związku z czym dalszą realizację można zarzucić. Ustami pani rzecznik resort wyjaśnił, że dysponujemy (tzw. my - Polska) wystarczającymi środkami, by zwalczać i zapobiegać przestępczości - na przykład realizując przełomowy w skali świata projekt masowego bezpieczeństwa pod kryptonimem "Niewidzialna ręka", z grubsza polegający na wykazaniu, że da się efektywnie zapewniać ład publiczny podczas Euro 2012 mimo braku ośmiu tysięcy policjantów na etatach.

Pewnych problemów nastręcza natomiast skrzętnie przemilczany fakt, że projekt INDECT był dotowany z Unii Europejskiej - a zgodnie z surowymi zasadami finansowania całą kwota wraz z odsetkami przepadnie bezpowrotnie, a jest to bagatela okrągłe 100 milionów złotych (tzw. "wałęsowe"). Cóż, kto bogatemu zabroni? A jeśli dajmy na to coś premiera ruszy, i wraz z biegającym wesoło dookoła (bo jeszcze na wolności jest) Pawłem Grasiem wtargną do ministerialnego gabinetu z pretensjami o jakąś "rozrzutność", ten rozłoży bezradnie ramiona i przymilnym głosem mruknie: jakże to, Donku? Z niegospodarnością mi wyjeżdżasz, podczas gdy tenże Klich, co za cenę nowego samolotu nieszczęsnego Tupolewa remontował w Rosji, nie w więzieniu siedzi, jeno w senatorskich ławach? No, na takie dictum nawet wygadany zwykle Graś odpowiedzieć nie zdoła.

W całej sprawie nie chodzi tylko i wyłącznie o lekkie potraktowanie stu milionów. Projekt INDECT był bardzo krytykowany przez znanych doskonale ze sprawy ACTA hakerów, którzy wprost zapowiedzieli, że swoimi sposobami będą go zwalczać (przekładając z Polskiego na Grasiowy: zanotować możemy znów nadmierne zainteresowanie stronami rządowymi, prowadzące do ich zablokowania w sobotni wieczór), bo służy budowie państwa policyjnego, bo śledzi społeczeństwo, itp. Naturalnie, system kamer i mikrofonów umieszczanych w przestrzeni miejskiej zawsze będzie bronią obosieczną i zawsze będzie dla kogoś solą w oku. Takie czasy.

Okazuje się wszelako, że po prostestach ACTA, podczas których pozornie niczym nie związani ze sobą ludzie wyszli na ulice wspólnie krytykować Rząd Miłości Narodowej, MSW i Tusk (trudno przypuszczać, by działo się to za jego plecami) zdecydowały się nie dolewać oliwy do ognia i kosztem gigantycznych pieniędzy zachować jako taką pozycję sondażową - trudno w połowie roku spodziewać się jakichś nagród za rok zeszły, samo Euro też raczej poprawy (mimo "uprzejmości" TVP, która pokazywać będzie premiera na trybunach częsciej niż selekcjonera) wizerunku nie przyniesie. Cóż, gdyby rzecz dotyczyła projektu będącego w powijakach, i zapadła po tak lubianych ostatnio "konsultacjach społecznych" - trudno byłoby się do czegokolwiek doczepić, można by nawet rząd pochwalić za roztropność i dobre wyciąganie wniosków. Lecz kiedy mowa o projekcie tak długo dopieszczanym, plus stracie takich kwot w imię strachu przed lecącym w dół poparciem i gniewem Internetu - nie można tego nazwać inaczej, niż tchórzostwem.

Tchórzostwem dziwnym, bo podczas piątkowej debaty w Sejmie pan premier był uosobieniem odwagi. Ale to pewnie dlatego, że rządzą Nami duzi chłopcy - gotowi "kozaczyć" tylko wobec słabszych.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka