trescharchi trescharchi
658
BLOG

Polska Tuska szusuje w XXII wiek.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 10

A co tam - bez kozery napiszę, w XXIII! Państwo pamiętają zapewne bombastyczne zapowiedzi, co to za Nas będą mogły robić nowe dowody osobiste? (co z obowiązkiem meludnkowym, tak na marginesie? czy nadal jadąc w Bieszczady na trzy dni w "wolnym, demokratycznym" Kraju muszę odpowiednim "wadzom" czapkować, że jestem tu obok w agroturystyce, bo jak się "wadza" uprze, to strzeli mi psującą urlop grzywnę?) Nowy takowy dokument miał być unifikacją wszystkiego w jednej plakietce i pomagać coraz bardziej leniwemu  "społeczeństwu informacyjnemu" w każdej dziedzinie życia. Ponieważ nikt tak pięknie jak PO nie daje zapewnień, na pięknych obietnicach (by nie psuć idyllicznych wizji szarą rzeczywistością, naturalnie) się zaczęło i skończyło.

Wprawdzie temat opracowania nowych dowodów osobistych nijak łączy się z tematem Smoleńska lub "matki Madzi", więc jako taki nie spełnia żadnych przesłanek do zajęcia się nim przez tuzy Polskiego dziennikarstwa, ale jednak warto na kilka momentów się nad sprawą pochylić. Gdy się człowiek wgłębi w sprawę to okazuje się, że Jerzy Miller podczas swojego ministrowania nie został zapamiętalny tylko z doskonałej komisji własnego imienia (że też temu człowiekowi nie zaproponowano bycia konsultantem w "Air Crash Investigations"!) ale i z innych wielu trafnych decyzji, które, jak to zwykle bywa wypływają dopiero pokątnie i po czasie. Pokrótce więc - obecny wojewoda małopolski ogłosił otwarty przetarg na produkcję dowodów wyposażonych w (za przeproszeniem) czipy, chociaż (kierowana przez ludzi z tego samego PO, by było śmieszniej) ABW alarmowała wszystkich świętych w Kraju, że jest to zagrożenie dla bezpieczeństwa Państwa, bo trzeba takie delikatne sprawy zlecać własnym spółkom, nad którymi ma się opiekę i kontrolę. Cóż, świetlaną jawi się przyszłość Państwa, którego minister spraw wewnętrznych odpowiedzialny za bezpieczeństwo jawnie (trudno przypuszczać, by nie wiedział) działa wbrew bezpieczeństwu narodowemu, a gdy już sobie poministruje, to uzbrojony w bagaż "kompetencji" frunie na kolejny stołek.

Żeby nie być posądzonym o złośliwość - to nie są jakieś perfidne machinacje opozycji, co jak zwykle próbuje wsadzić kij w szprychy "Zielonej Wyspy". Wszystkie te informacje wynikają z audytu, który zlecił następca Jerzego Millera w gmachu MSW - a zatem kolega z jednej partii. Audyt przynosi zresztą więcej ciekawostek, stawiających wielkie i migające na wiele kolorów znaki zapytania odnośnie "jawności" i "obiektywności" zleconego przez Millera przetargu. Fachury z MSW otwarły bowiem przetarg, nie wiedząc jeszcze o wymaganiach jakie chcą postawić przed zainteresowanymi, a samo ogłoszenie przetargowe przypominało pisane na kolanie zaliczenie jakiegoś średnio rozgarniętego studenta, który już po sesji próbuje wepchać się egzamin - bez ładu, składu, bez kalkulacji jakichkolwiek kosztów.

Z innych "kwiatków" - mówiło się niegdyś jak to cudownie będzie, bo dowód mógłby od razu zastąpić karty ubezpieczenia zdrowotnego, i dzięki temu babci, stojącej drugą godzinę w czterdziestoosobowej kolejce do lekarza byłoby lżej - dźwigać musiałaby jeno jeden listek, miast dwóch. Pomysł jak najbardziej szczytny, pomyśleli fachowcy od Jerzego Millera i w trybie błyskawicznym - kilkanaście miesięcy po ogłoszeniu przetargu - zapytali ministerstwo zdrowia, co o tym sądzą. Tu trafiła kosa na kamień - wszelkiej maści ogrodnicy, lewicowcy i inni "funfle" Arłukowicza wyznają starożytną maksymę "spiesz się powoli" (po Polsku brzmi ona: "czy się stoi, czy się leży 6300 netto się należy") i od stycznia bieżącego roku nie znaleźli jeszcze okazji by choćby odpowiedzieć jakimś ogólnikowym pismem. Tygrys Europy w pełnej krasie, panie Donaldzie. Nieco wyleniały, ale może masz pan rację - do ZOO zawsze dużo ludzi przychodzi, by takie dziwa zobaczyć, więc jakiś sposób na zarobek mamy.

Tytułem podsumowania nie będą kolejne gromy i wyliczanie niekompetencji, złej woli, kruczków i zachowań niebezpiecznie ocierających się o afery korupcyjne (Bogu dziękować, Sekuła jest na podorędziu, gotów ukręcić łeb wszystkiemu), tylko suche liczby. Całe te przygotowania do owej żenującej farsy pochłonęły od 100 do 200 milionów złotych (dokąd pofrunęły? ha, do firm zewnętrznych z którymi się "konsultowano" i do urzędników MSW). A imć Piotr Kołodziejczyk, zaufany człowiek ministra Millera, co głową zapłacił za całą sprawę (albo może za to, że dał się złapać) obecnie twierdzi, że padł ofiarą "spisku" ABW i wycenił dotychczasowe koszty wycofania się ze swojej "dowodowej wizji" na, bagatela, 700 milionów złotych. Piękne mamy to Państwo.

Jeszcze raz przypominam, gwoli suplementu - wykazujący się taką pracowitością i znajomością przepisów, a także postawą godną sługi Państwa Jerzy Miller został w nagrodę wojewodą małopolskim. W sumie i tak nieźle, bo mógł przecież biedny eks-minister znaleźć swoje miejsce na Ziemi w którejś z owych firm, z którymi podczas projektu się "konsultowano" za grube miliony. Ale nie odmawiajmy człowiekowi prawa do kariery zawodowej. Wszystko przed nim. Dał Nam przykład Emil Wąsacz, jak zwyciężać mamy!

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka