trescharchi trescharchi
1440
BLOG

Czarny miesiąc ministra Cichockiego.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 8

Cesarz Bonaparte mawiał, że od dwóch niezłych generałów woli jednego, dysponującego w życiu ponadprzeciętną ilością szczęścia. Naturalnie daleki jestem od porównywania Donalda Tuska z wielkim Korsykaninem (niestety dla premiera grają w innej lidze), ale być może jest to właściwy klucz do dobierania sobie ministrów w Rządzie Miłości (ku mojej wielkiej uldze, minister Sławomir Nowak uspokoił wczoraj, że miłość Nas wszystkich nadal obowiązuje). Ba, może nie tylko ministrów, ale i współpracowników - w końcu ktoś, kto startując z drugiego miejsca na liście (znany bywalec moskiewskich restauracji) nie zdołał dostać się do Sejmu wiele szczęścia  w życiu nie posiada, poza oczywiście wielce fartowną bliską komitywą z premierem.

Kiedyś z dużą dozą optymizmu oczekiwałem rządów ministra Millera w MSW - kojarzył mi się z apolitycznym fachowcem, gotowym zakasać rękawy i oczyścić całą resortową stajnię Augiasza sprawnie i dokumentnie. Jak się jego panowanie skończyło - wiadomo, we względnej "niesławie" odszedł, by dalej służyć Rzeczypospolitej (czym Małopolska zasłużyła na taki los, bladego pojęcia nie mam). Podobnie wielkie oczekiwania miałem wobec Jacka Cichockiego, następcy Millera. Cichocki wyglądał mi na człowieka odważnego - tchórz raczej nie objąłby "gorącego" fotela szefa Ośrodka Studiów Wschodnich po śp. Marku Karpiu, który zginął w "nieszczęśliwym" wypadku samochodowym z białoruskim tirem prowadzonym przez kierowcę-widmo, a jakiego to "wypadku drogowego" Polska nigdy przekonująco nie starała się wyjaśnić. Wydawałoby się - właściwy człowiek do zrobienia porządku w rozbestwionym przez Millera MSW.

Niestety, chociaż dobre chęci może i są, Cichocki ewidentnie ma pecha. Kilka notatek poświęciłem coraz bardziej tragicznej sytuacji w Polskiej policji - im bliżej Euro, tym sprawa jest bardziej gardłowa, aczkolwiek raz jeszcze powiadam, dziwi mnie dzielenie roku 2012 na "Euro" i jakąś ciemną, niezbadaną i w gruncie rzeczy nie wartą bliższego zajmowania się materię po nim. Z tego co widzę, tak to na razie wygląda w działaniach rządowych. Bardzo nad tym boleję, ale najwyraźniej "opór materii" w samym MSW skutecznie zablokował jakiekolwiek zapędy reformatorskie ministra Cichockiego i cały resort pogrąża się w szkodliwej dla Kraju stagnacji. A biedny minister nie ma żadnego pomysłu na poprawę sytuacji, zatem wzorem swojego szefa uzbraja się w uśmiech numer 3 i wszystkim postronnym z pobłażliwym zbulwersowaniem zarzuca - jak możecie sądzić, że jest źle, skoro jest tak dobrze?

Kolejna afera, czy też może z racji zasięgu "aferka" nie jest wprawdzie gigantycznym skandalem, ale czymś bardzo symptomatycznym dla niereformowalnego "betonu" w MSW. Gorsi i mniej potrafiący z grona dziennikarze (orły oddelegowano bezterminowo do "afery Madzi" przypominam) dokopali się informacji, że jednostki policji w całym Kraju przestały przyjmować kandydatów do munduru, bo tęgie głowy w MSW mimo nadmiaru czasu nie zdołały przygotować w terminie nowych przepisów o rekrutacji. Większość komend (tzn. te, które stać jeszcze na płacenie rachunków za Internet) zgodnie z prawdą poinformowały więc wszystkich chętnych, że to z winy lenistwa stołecznych urzędników proces naboru raczkuje w miejscu.

Stare przysłowie mawia, że prawda boli, i coś w tym musi być. Pani Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSW (szczerze współczuję z powodu nadludzkiego wysiłku dumania nad coraz wymyślniejszymi wytłumaczeniami) ripostuje, że stare przepisy "faktycznie wygasły 15 kwietnia" ale spokojnie, bo "lada moment zostaną opublikowane nowe" - co doskonale potwierdza pokutującą wśród pewnych ludzi tezę, że właściwie Państwo spokojnie radziłoby sobie bez jakichkolwiek ustaw, rozporządzeń i paragrafów, na zasadzie "jakoś to będzie". Gdzieś tam naturalnie kołacze się pewna myśl, że w sumie brakuje Nam dobrych kilku tysięcy policjantów, a nabory cieszą się wielkim zainteresowaniem i przyciągają coraz bardziej wykształconych młodych ludzi, mogących poprawić wizerunek policji, ale co tam! Chwilowa "luka" w obowiązywaniu przepisów jeszcze nikomu nie zaszkodziła, może zrobi się odsiew tych najbardziej chętnych, bo jak wiadomo, nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu, a zresztą wszyscy oni tylko polują na wcześniejsze emerytury.

Pewnym epilogiem tej śmieszno-strasznej opowieści może być wiadomość, że "nieprawomyślne" wpisy na stronach komend, jednoznacznie wskazujące winnych zastopowania rekrutacji "ktoś" z "niewiadomych przyczyn" nakazał natychmiast usunąć. Widać urzędnicy MSW są pracowici, tylko my szaraczki dostrzec tego nie potrafimy. Wracając do bohatera notki - ministrze, kibicuję panu całą mocą, zróbże pan tam wreszcie porządek. Nawet pechowcom niekiedy coś wychodzi.

 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (8)

Inne tematy w dziale Polityka