Jeszcze w tym roku wydarzy się zalążek przyszłego Ciemnogrodu. Zadziwiające, ile jedno niewinne słowo może mieć przeróżnych definicji. Dla takiej internetowej "Gazety Wyborczej" dajmy na to (przodującej rzekomo w ilości "kliknięć"), podstawowymi informacjami jakimi należy podzielić się ze swoimi czytelnikami są (stan na 7-mą rano): rocznica pochówku pary prezydenckiej na Wawelu i "spontaniczne" protesty przeciw temu, plus zamieszanie w sprawie finansów Kościelnych ("cwaniactwo i falandyzacja prawa przez kard. Nycza"). Powyższe informacje dla redaktorów z Czerskiej skutecznie wyczerpują znaczenie słowa "Ciemnogród", który to trzeba zgnieść w zarodku jak pluskwę, nim Nasi faworyci nie zostaną odsunięci od politycznego koryta przez ludzi myślących inaczej niż My.
A dla mnie termin Ciemnogród jest o wiele bardziej poważniejszy i bardziej serio. Nie ma barw partyjnych, nie ma personaliów, tylko konotacje Państwowe. W myśl zamiatania wszystkich Polskich problemów pod tzw. Dywan-Niewidkę (gdy się zamiecie, problem nie istnieje) Donald Tusk i jego ekipa "fachowców" wrzuciła sprawy Naszej energetyki w zacne towarzystwo - np. afery hazardowej, odszkodowań za "walkę" z dopalaczami czy ACTA (namaszczonym opiekunem Dywanu-Niewidki jest minister Arabski, jako wzorzec z Sevres problemów, które nigdy nie istniały). Problem energetyczny jest jednak o wiele poważniejszy i ma wymiar ogólnokrajowy, a mimo to Nasza "wadza" z prostych przyczyn postanawia udawać, że wszystko jest w porządku. Primo: na reanimowanie trupa, jakim jest Krajowa sieć energetyczna po latach zaniedbań (jest to winą wszystkich rządów po 1989 r., acz to PO miała dotąd najwięcej możliwości poprawy sytuacji) potrzeba gigantycznych pieniędzy, których wskutek wesołych eksperymentów finansowych ministra Rostowskiego nie mamy i mieć długo nie będziemy. Secundo: wydawanie olbrzymich kwot wiążę się z nieuchronnym sarkaniem tabloidów na "rozrzutność rządu" i na "dotowanie Państwowych spółek - darmozjadów" (najpewniej z podobnych przyczyn od kilkunastu lat żadna władza 40-sto milionowego Państwa w środku Europy nie zdobyła się na kupno nowego samolotu VIP), co będzie miało swoje odniesienie w sondażach, których Rząd Miłości boi się jak diabeł święconej wody, przy czym zupełnie nie wiem, skąd wzięło mi się to porównanie.
Na dzień dzisiejszy stan Polskiej energetyki nie jest już żałosny, tylko marzy o tym, by znowu stać się chociaż żałosnym - pukając z rozpaczliwym kwileniem w dno od spodu. Przez najbliższe cztery lata (lwią większość tego czasu Donald Tusk będzie cieszył się swoją "historyczną" drugą kadencją, przypominam) elektrownie w Polsce muszą z przyczyn technicznych (wiek, zużycie, ekonomia) wyłączyć tyle bloków energetycznych, że stanowić to będzie w sumie aż 20 procent mocy w skali Kraju. Zarówno PGE jak i Tauron (najwięksi gracze energetyczni) nie pozostawiają wątpliwości - ciąć bloki będzie się równo, bo innej możliwości nie ma. Wszak już teraz gro urządzeń energetycznych ma za sobą 40 i 50 lat użytkowania, czyli grubo po przyjmowanych na cywilizowanym Zachodzie granicach wytrzymałości technologicznej (i kto powie, że Polak nie potrafi?).
W tak delikatnej materii jak energetyka nic nie dzieje się jak za dotknięciem magicznej różdżki - w miejsce wygaszanych bloków nie powstaną jak grzyby po deszczu nowe, to proces kilkuletni. W Naszym przypadku na nowe moce możemy liczyć gdzieś około roku 2018, co oznacza dramatyczny okres przejściowy - zarówno dla zwykłych ludzi, jak i przede wszystkim dla gospodarki. Naturalnie, rozruszana przez profesjonalnych urzędników z nadania partyjnego Polska gospodarka nadal pozostanie "Zielona" i "konkurencyjna", ale oby znalazł się prąd na włączenie tych monitorów z kolorową mapą Europy, gdzie Nasz Kraj przedstawiany bywa jako ostatnia ostoja normalności przed szalejącym kryzysem.
Jeśli znajdzie się jakiś "nieprawomyślny" dziennikarz, który spyta o tą dość gardłową już sprawę kogoś z rządu, to albo:
a) usłyszy fuknięcie ministra Grasia, że to nie jest tematem tej konferencji;
b) usłyszy złożoną z nienagannym uśmiechem zapowiedź, że przecież wdrażamy już dumnie brzmiący "Polski Atom", więc właściwie w czym problem? Dekada i wszystko będzie zapięte na ostatni guzik, spokojnie, my trzymamy rękę na pulsie.
I to jest prawdziwy Polski Ciemnogród, nie wydumany i wymyślony przez politycznych nienawistników potrzebujących jasno zidentyfikowanego wroga, z którego można szydzić i którego należy wyśmiewać w imię "nowocześności i postępu". Jaką mamy tę Naszą nowoczesność i postęp, widać powyżej. Żal jednego - że premier nie wykształcił syna na "szpeca" od energetyki, miast od transportu. Znać od razu, iż chłopak ma dryg do pozakonkursowego wygrywania (swoją fachowością, rzecz prosta) posad - gdyby znał się na prądzie, może umieściłoby się go w jakimś PGE i zdołałby szepnąć rodzicowi na alarm jeszcze w 2007 roku. Gdy jeszcze można było coś zrobić, a "kompromitująca się" i "niezdolna do rządzenia" opozycja pozostawiła po sobie całkiem zdrową sytuację finansów Państwa. Szkoda.
406
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (6)