Kto? Radosław Sikorski. Podejrzewany był o "pisie" sympatie od bardzo dawna - któż uczciwy w rządzie rezygnującym z corocznych rekolekcji na wieść o wydarzeniach w Smoleńsku szepcze "Jezus Maria", miast swojskiego...mać? Ów polityczny Konrad Wallenrod ukrywał się jednak bardzo, bardzo długo, skutecznie ryjąc dołki pod Donaldem Tuskiem. Na upartego można by podciągnąć pod niego nawet pokutującą teorię o "krecie" w PiS-ie - złe języki po prostu zniekształciły przekaz i nie zwróciły uwagi, że chodzi o "kreta" PiS-u, posłanego do walki z Platformą.
Domyślam się, że "nowicjat" Radka Sikorskiego w rządzie Tuska był dlań prawdziwą gehenną. Człowiek to - słusznie lub nie - przekonany o stworzeniu samego siebie dla wysokich celów, ciosem więc dla rozdętego ego i miłości własnej musiało być czapkowanie "funflom" premiera z gorliwością prawdziwego neofity, aby nikt nie pokapował się w prawdziwej naturze jego misji. Dodatkowo grzechy przeszłości - ministrowanie w pisowskim rządzie z pewnością były ciężkim stygmatem, odczuwalnym w codziennych kontaktach z otoczeniem Tuska. Kamuflaż był jednak doskonały - nawet tak wytrawny łowca "pisiorów" jak profesor Niesiołowski nie zdołał przejrzeć prawdziwej natury Sikorskiego. Wielkie to szczęście dla Platformy, a pewnie i Polski, że w prawyborach partyjnych zwyciężył "swój chłop", a potem urzędujący prezydent "gdzieś poleciał i wszystko się zmieniło". Strach pomyśleć, cóż ów odstępca w prążkowanym garniturze mógłby uczynić wbrew rządowi, nawet na tak fasadowym stanowisku jak "strażnik żyrandola".
Doświadczeni szpiedzy powiadają, że "podwójny agent" niekiedy nie wytrzymuje presji psychicznej i "pęka" pod ciężkim brzemieniem, jakiego doświadcza każdego dnia. Nie chwaląc się - ja prawdziwe, pisowskie oblicze Radka Sikorskiego przejrzałem już dawno (telewizja w niemieckim hotelu, nie pojadę na Litwę "bo nie", zabierzmy opiekę nad Polonią Senatowi - w którym nomen omen mamy większość - "bo tak", czy wreszcie: amerykańskie wizy będą z "pewnością") i z coraz większą troską czekałem na moment, gdy stanie się nieuniknione. I stało się. Minister spraw zagranicznych wreszcie zrzucił maskę obłudnika i ukazał zdumionej Platformie swoją prawdziwą twarz. Twarz zatwardziałego pisowca, który, jak głosi obowiązująca w "przyjaznych" mediach definicja kompromituje Polskę na arenie międzynarodowej, popełnia gafę za gafą, wreszcie najpierw mówi, potem myśli.
Minister Sikorski wybrał "pęknięcie" w wielkim stylu, i, co należy docenić - nie za pośrednictwem Twittera. Zdecydował się oto podzielić z Narodem swoimi przygodami z wizyty turystycznej w Szwajcarii. Jak wiadomo, wszyscy mieszkańcy Zielonej Wyspy na takie skromne plany wakacyjne spojrzą z pobłażliwą pogardą, bo już w 68 roku życia z przebogatej emerytury pofruną na Dominikany, Teneryfy i inne Hawaje. Toteż plus za skromność się należy, zwłaszcza, że minister przyznał uczciwie, że "poziom usług nie odbiegał od oferowanych w innych państwach" i głęboko się zastanowi czy "znów pojedzie tam na urlop".
Naiwny ten, kto pomyśli, że Sikorskiemu wypsnęły się te wspominki przy innej okazji, na przykład przy rozmowach o pakcie fiskalnym, który ponoć jest wielkim sukcesem Polski i Unii Europejskiej (mimo dzisiejszych doniesień o jego niezgodności z przepisami tejże Unii), czy przy winku (wczoraj była Liga Mistrzów) z premierem. O nie, minister spraw zagranicznych Państwa Polskiego zdecydował się zabrać głos oficjalnie i publicznie, komentując w ten sposób decyzję Helweckiego rządu o ograniczeniu liczby zezwoleń na pracę dla obywateli z Europy Środowej. Sikorski - już Sikorski pisowiec, przypominam - z właściwą temu ugrupowaniu hucpą i bezczelnością stwierdził, że takowe postanowienie suwerennego państwa jest "dyskryminujące i nielegalne". Po czym wypalił do dziennikarzy, pozostających w stuporze po jego "coming-oucie", że Polacy powinni kilkakrotnie przemyśleć swoje turystyczne wybory i do Szwajcarii nie jeździć, bo Nas tam "dyskryminują". A w ogóle, nie latajmy też do Ameryki, bo nie dają Nam wiz i strzelają do Murzynów w kapturach.
Dziękować Bogu, kompromitujący dla umiejętności doboru ludzi (i nieumiejętności rozpoznania podwójnego agenta) przez Tuska fakt ukazania "prawdziwej natury" Sikorskiego zdołano zasypać doniesieniami medialnymi o "wypowiedzeniu wojny Rosji" przez Macierewicza. Wiadomo - monopol na przynoszenie wstydu Państwu Polskiemu może mieć tylko jedno ugrupowanie.
Co do przyszłych losów Radka Sikorskiego, to ich nie znam, ale życzę mu wszystkiego najlepszego. Choćby tego, że któregoś mglistego poranka na Moście Świętokrzyskim dojdzie do "wymiany pojmanych agentów" i wróci tam, gdzie jego miejsce. Do oszołomstwa. Pamiętajcie, oszołomstwo w Polsce może mieć tylko jedne barwy.
443
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (11)