Gdzie drwa rąbią tam wióry lecą, powiada przysłowie. Niewątpliwie coś w tym musi być - każdy postęp wymaga ofiar, a już światła misja przygotowania Polski do mistrzostw Europy wymaga ich szczególnie. Co ciekawe, ofiary wywodzą się głównie z grona tzw. zwykłych ludzi, natomiast dymisje, procesy karne o defraudację czy spektakularne bankructwa szczęśliwie omijają farciarzy z "wyższej półki" - niektórzy nawet dostają kwiaty, podczas gdy inni figę.
Z coraz większym rozbawieniem można zaobserwować analogie między budowaniem za rządów PO a budowaniem w PRL - brakuje tylko "czynów społecznych", aczkolwiek jestem głęboko przekonany, że w przypadku gardłowej sytuacji zarówno "wadza" (wywodząca się, pamiętajmy, z "Solidarności" i podkreślająca to na każdym kroku) jak i "odzyskane" media najpierw w dowcipnym, a później coraz poważniejszym tonie namawiałyby Polaków do osobistego schwycenia za łopaty. Rząd do tej pory rozpływa się w uśmiechach, chociaż nawet kwartalne raporty spółki Euro 2012 pokazują otwarcie coraz większą nędzę Polskich przygotowań do turnieju i czekającą Nas kompromitację transportową. Jeśli ktoś po pierwszej kadencji wciąż wierzył w dobre, Państwowe intencje Donalda Tuska ten po mianowaniu na stolec ministra infrastuktury Sławomira Nowaka musiał porzucić wszelką nadzieję - grzechem, by nie użyć grubszego słowa jest mianowanie na pięć minut przed imprezą tej rangi i tych rozmiarów typowego homo politicusa, dodatkowo genetycznie obciążonego masą pasożytów z Młodych Demokratów, którzy wszędzie podążają za swoim (dosłownie i w przenośni) żywicielem.
Cokolwiek złego mówić o Nowaku, nie można odmówić mu jednego - facet szybko się uczy, i w sposób niemal doskonały począł małpować swojego nowego przełożonego. Też nie odpuści sobie żadnego przecięcia taśmy, otwarcia drogi, nawet sfotografuje się z nielubianymi przez rząd biskupami - a wszystko to z nienagannym uśmiechem, w otoczeniu młodych, zdawałoby się profesjonalnych ludzi. I podobnie jak Donald Tusk wydaje mu się, że jeśli o czymś się nie mówi, lub gdzieś się nie bywa, to takowe problemy po prostu nie istnieją.
Dlategóż z pewnością nie spędzają Nowakowi snu z powiek nowe problemy na Polskich "drogach". Niegdyś, w ramach "racjonalizacji wydatków Państwa" wybrano enigmatycznych Chińczyków do budowy autostrady - nie trzeba było długo czekać, by sprawa zakończyła się gigantycznym skandalem, zauważalnym nawet w TVN-ach, skandalem, powiadam, za który nikt z najwyższego "świecznika" nigdy nie odpowiedział. Za Chińczyków na plac budowy weszli wreszcie Polacy - z pewnością trochę drożsi, z pewnością nieco trudniejsi do prowadzenia z nimi "kreatywnej księgowości" (aczkolwiek "chwalebny" przykład fragmentu trasy S8 pokazuje, że nawet na 10 kilometrach drogi można zrobić "wał nad wały", w dodatku całkowicie bezkarnie).
Spółka- następczyni Chińczyków ogłosiła jednak upadłość. Być może, jak wiele innych spółek skorzystała po prostu z dobrodziejstw Polskiego prawa przetargowego, skonstruowanego wręcz jako zachęta do nie mierzenia sił na zamiary. Jako się rzekło, spółka się zwinęła w niesławie pozostawiając na budowie masę podnajętych podwykonawców, którzy od grudnia nie zobaczyli żadnych pieniędzy (a obiecano im "kokosy"). Dzisiaj przedsiębiorcy powiadają - i trudno im nie wierzyć, wszak wkładali w biznes swoje własne środki - że wszelkie obiekcje co do niepewnej spółki Polskiej, jakie rodziły im się w głowach, Polski rząd zbywał uroczystymi zapewnieniami i poręczeniami majestatem Rzeczypospolitej, iż wszystko jest w porządku, a spółka jest wypłacalna i "da radę". Ufam, że poszkodowani podadzą nazwiska tych obiecujących gruszki na wierzbie, byśmy wszyscy wiedzieli, kto tak bezrefleksyjnie posługuje się powagą Kraju do doraźnych potrzeb politycznych (trasa musi być przejezdna, musi być otwarta z wielką pompą!).
Na razie podwykonawcy, postawieni pod ścianą desperacji zaczynają protestować, blokując drogi. Nietrudno przewidzieć, że mają potężnego asa w rękawie - mają możliwości zablokować trasy podczas mistrzostw, nie dopuszczając kibiców do stadionów (aczkolwiek w myśl ministry Muchy pusty stadion to bezpieczny stadion). Mogą robić to całkiem bezkarnie - żadna policja nie przyjedzie ich rozgonić, głównie dlatego, że policjantów dramatycznie brakuje. Podwykonawcy idą krok dalej - grożą blokadą całej Stolicy, a mają dość taboru by to zrobić, i to w chwili, gdy uwaga świata coraz bardziej kieruje się na Nas, czy jednak damy radę udźwignąć ciężar organizacyjny. Oszukani przez Państwo powiadają, że zaległości (ponad 20 milionów złotych) można zapłacić z gwarancji bankowych, ale nikt ze strony rządowej tego tematu z nimi nie podjął. Ba, żadnego tematu nie podjął, bo na blokadzie nie ma żadnej wstęgi do przecięcia, nie ma uśmiechniętych hostess i kamer telewizyjnych. Sławomir Nowak milczy. Donald Tusk milczy. Cezary Grabarczyk omiata wzorkiem salę sejmową z wyżyn fotela marszałkowskiego i ziewa z nudów. Nowoczesne, europejskie Państwo w środku kontynentu.
PS. - Premier był łaskaw powiedzieć wczoraj, przyjmując gniewną minę nr 7 - że żarty się skończyły, a za słowa będą konsekwencje. Czekam z zapartym tchem kiedy ów "twardy" zawodnik wyciągnie owe "konsekwencje" wobec Palikota za obrażanie jego własnego konstytucyjnego ministra Gowina.
279
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (3)