Doprawdy, serce rośnie od takich wiadomości. Dobrze czyta się wieści o ludziach, którzy pomimo muru niechęci i złych słów zbudowanego pomiędzy dwoma największymi partiami w Polsce potrafią jednak odnaleźć w tym murze wyłom i skutecznie działać to po jednej, to po drugiej stronie. Ludzie takowi stają się ambasadorami dobrej woli - pokazują, że można się dogadać, że mimo języka nienawiści słyszanego dzień w dzień z telewizora da się wypracować jakiś rozsądny konsensus.
Przyznam szczerze - na rzecznika porozumienia między PO i PiS typowałem takie nazwiska jak Rokita (płci brzydszej), Gowin, czy kilka nazwisk świętej pamięci tych, co zginęli pod Smoleńskiem. W cieniu tytanów urósł tymczasem inny faworyt, zrazu niewidoczny, ale konsekwentnie robiący swoje. Pan Mirosław Kochalski został moim bohaterem tygodnia i dowodem na to, że Polska polityka nie okopała się tak całkowicie w swoich umocnionych redutach, i transfery "fachowców" z PiS-u do PO są jak najbardziej możliwe. Jak powiadam, serce rośnie.
Człowiek ów ma z pewnością pierwszorzędną zaletę, bez której ani rusz w Naszej "dojrzałej" demokracji - wie on przeto, z której strony wieje wiatr. Niczym najskuteczniejszy anemometr wyczuł "koniunkturę" w okresie rządów PiS. Tak dobrze się zakrzątnął, że wpierw obdarzono go tytułem komisarza Warszawy (po śp. Lechu Kaczyńskim), a gdy wykazał się na tym "odcinku" nagrodzony został prezesowaniem w zarządzie firmy CIECH, która to fucha przyniosła mu zarobek, bagatela, 6 milionów złotych samych pensji, a żeby jeszcze bardziej po plotkarsku zajrzeć do kieszeni - na odchodnym dostał premię, okrągły milion, za "wzorowe kierowanie sprawami firmy".
Zawistni następcy "fachowca", jakich nigdy nie zabraknie, poinformowali jednak ABW o działaniu na szkodę spółki. ABW sprawie się przyjrzało, i zdecydowało się skierować sprawę do prokuratury - znak, że zarzuty nie były tak całkiem bezpodstawne. Szczęśliwie dla Kochalskiego śledztwo jednak prawomocnie umorzono a imię jego pozostało bez sądowej skazy. Wprawdzie dziennikarze dokopali się do informacji, że prowadząca śledztwo prokurator pośpiesznie rzecz umorzyła, kiedy jeden z biegłych zaśpiewał za ekspertyzę ponad 100 tysięcy złotych (dobry fach, jak widać), a audyt wewnętrzny w CIECHU wykazał przepłacenie przez firmę 40 milionów, ale nawet mimo takich rewelacji prokuratura powiedziała: basta, mamy ważniejsze sprawy. Jak w tym dowcipie rosyjskim - jak jakiś samochód pruje po Moskwie nie bacząc na światła, pieszych, inne auta - najwyraźniej jemu akurat wolno. Takoż i tu - "znikające" 40 milionów to zbyt duża kwota jak na jedno nazwisko, i komuś też "było wolno".
Szybkimi krokami dochodzimy do esencji notki - wyraźnie rysującej się platformy porozumienia między PiS-em i PO. Sądzicie Państwo, że imć Kochalski po odejściu w niesławie, po zawirowaniach z zarzutami karnymi został, zgodnie z definicją zdrowego, silnego Państwa odsunięty na boczny tor, by już niczego nie popsuć?
Ano nie, bo jak wspominałem, szósty zmysł u tegoż dżentelmena jest widać rozwinięty w stopniu nadzwyczajnym. Inni nazywają to kocią umiejętnością spadania na cztery łapy, ale sens jest w sumie ten sam. Człowiek, który niegdyś otrzymywał miliony z nadania PiS-u, obecnie (jak mniemam, za nieco mniejsze pieniądze) z nadania PO pracuje w pocie czoła w Centrum Personalizacji Dokumentów. Ta enigmatyczna nazwa oznacza, że "fachowe" łapki Kochalskiego prześlizgują się po Naszych nowych dowodach osobistych czy paszportach. To oczywiste, ale napiszę - naturalnie, w imię "Polnische Wirtschaft" Kochalski nie ma literalnie żadnego doświadczenia w zarządzaniu newralgiczną dla bezpieczeństwa Polski instytucją - mimo to, ktoś uznał, że "fachura" wyniósł z CIECH-u taki bagaż wspomnień, iż poradzi sobie bez pudła (naturalnie żadnego pudła mu nie życzę).
Mam świadomość, że moja notka może się już wkrótce przeterminować, bowiem żurnaliści ustalili, że "człowiek renesansu" jest szykowany przez ministra Cichockiego do walki na nowym "froncie" walki o lepszą Polskę i znajdzie swoje zasłużone miejsce w kadrach zarządzających Wytwórnią Papierów Wartościowych, gdzie pieniądze większe, a roboty jakby mniej.
Dlatego warto zainteresować osobą Kochalskiego zarządy Platformy i PiS-u. Jak powiadam, machnijcie ręką na Radosława "Wędrowniczka" Sikorskiego - tak mi się widzi, że w obu partiach nie lubią go tak samo mocno. Macie pana Kochalskiego - niechże on stanie się symbolem "porozumienia ponad podziałami". Widać, że człowiek koncyliacyjny - dogada się z każdym. Widać, że człowiek obrotny - "żadnej pracy się nie boi". Widać, że zależy mu na dobrobycie Państwa - inaczej nie pchałby się do "wyższych sfer".
Oczyma wyobraźni widzę billboardy z wizerunkiem zatroskanego o Polskę Mirosława Kochalskiego, z podpisem "Premier z Wytwórni". Można? Można. Człowiek to licznych talentów, i dobrze się Polsce przysłuży. Tylko trzeba pilnować, żeby pisma nosem nie wyczuł i do Brukseli na lepsze stanowisko nie uciekł.
577
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (7)