trescharchi trescharchi
491
BLOG

Państwo nie potrafi nawet porządnie ukraść.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 6

Poświęcać dwie notki pod rząd Vincentowi Rostowskiemu - jest to pewnym wyrzeczeniem. Ale i świadczy o tym, że każdy minister tego pechowego rządu ma swój "tydzień nieszczęścia" - i w końcówce kwietnia padło właśnie na flegmatycznego anglo-polaka w prążkowanym garniturze. Doprawdy, im częściej obserwuje się - nawet neutralnym okiem - poczynania Rostowskiego, tym coraz bardziej notorycznie kołacze się w głowie nieśmiertelne hasło o tym, co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie.

Powodem do narastającego zażenowania Państwem pod rządami PO jest choćby pierwszy z brzegu fakt - cóż to za Państwo, co mając w ręku narzędzia represji finansowych nie potrafi nawet skutecznie oskubać swoich obywateli? Między Bogiem a prawdą, to już są jakieś wyższe szkoły nieudolności, coś, co powinno na trwałe wejść do programu nauczania akademickiego, bowiem z finansami jest tak jak z katastrofami lotniczymi* - każda tragedia (krach) musi koniecznie zaowocować wykazem błędów i zaniedbań, by uniknąć nieszczęść w przyszłości. Dlatego też nie stawiam Rostowskiego na całkiem przegranej pozycji. Może dołoży swoją cegiełkę do tego, by nikt za kilka lat nie powielał jego błędów - zawsze to jakiś powód do dumy.

Niby cała sytuacja jest prosta jak drut. Podejrzewam, że nawet średnio rozgarnięty "rekin" z firmy zajmującej się "zbieraniem" wierzytelności,  mając takie możliwości jak Rostowski nazbierałby dla budżetu spore kwoty. Możemy naturalnie - i powinniśmy - wspomnieć o moralnym aspekcie całej sprawy, bo jest coś głęboko niepokojącego w tym, że minister finansów oficjalnie ogłasza (nie wiem jak Państwo, ale ja miałem wręcz wrażenie, że on jest z tego dumny) wielki skok na portfele obywateli. Niby wszystkim kierowały dobre intencje - bo przecież forsa z fotoradarów nie śmierdzi i jest forsą "uczciwą" - zarobioną na tych, co nie przestrzegają prawa. Tyle teoria. Gdyby za "uczciwą" teorią szły konkretne plany usprawnienia bezpieczeństwa na drogach - byłoby to w porządku.

Tyle, że stało się inaczej. Uzbrojony w przepisy i fotoradary, mający pod sobą (topniejącą) armię policjantów i "krokodylków" Vincent Rostowski podniecił się jak szczerbaty na suchary (z przyczyn grzecznościowych nie napisałem: jak łysy na grzebień) i już w najlepsze zasiadł w kantorku, wyciągnął drgający jęzor przed siebie i w skupieniu począł sumować ołówkiem kopiowym ciągi liczb i tabelek. Wyszło mu czarno na białym, że Skarb Państwa zarobi na całej hucpie ponad miliard złotych - naturalnie marzenia ściętej głowy, że coś z tych złotówek pójdzie na drogi, na bezpieczeństwo, o nie! Jest tyle dziur do zasypania (przypominam wczorajszy wywiad i te mgliste zapowiedzi "wzrostu gospodarczego") po wesołej działalności wszelkiej maści "kolegów" i "kuzynów" w strukturach Państwowych, że miliard złotych rozpłynie się szybciej niż poranna mgła.

Cała sprawa jednak się rypła. A rypła się w sposób będący idealną wizytówką tego, jak rządzi PO. To swoisty łańcuch przyczynowo-skutkowy, powtarzający się praktycznie w każdej sprawie podejmowanej przez "profesjonalistów" zarabiających kilka średnich krajowych. Nazwijmy go roboczo "Łańcuchem Miłości" i przedstawmy na omawianym przykładzie:

1. Wielkie, podniecające plany i obietnice (1,2 mld złotych do budżetu - z fotoradarów) - by żyło się lepiej;
2. Wpompowanie wielkich pieniędzy w niedopracowany system (Rostowski ośmiokrotnie zwiększa budżet Inspekcji Transportu Drogowego pomimo tego, że cała sprawa jest jeszcze w powijakach);
3. Po raz wtóry zapewnianie, że jest dobrze, i wszystko idzie jak po maśle (poważny minister finansów poważnego Państwa zakłada niebagatelne wpływy do budżetu z nie działającej jeszcze efemerydy);
4. Zderzenie "myślenia życzeniowego" z rzeczywistością (wedle planów Rostowskiego fotoradary miały zarabiać na Polakach 100 milionów miesięcznie - zarabiają dwa);
5. Zwijanie żagli (plany zapowiadał Rostowski, tłumaczył się będzie już tylko rzecznik) i poszukiwanie tematu zastępczego (tu jedyna zagadka tej notki, jako że temat "rodziców Madzi" nie wywołuje już tylu emocji);
6. Omerta (tematu nigdy nie było, nikt go nie wspomina, dziennikarze nie pytają, producent fotoradarów odkorkowywuje szampana na Dominikanie).

Niestety, tak też było tym razem. Kwoty są nieubłagane i rażą w oczy jak poranne słońce - miliarda dwieście w budżecie w tym roku nie będzie. Skok na kasę się nie udał. Boję się tylko, że skoro plany jawnego oszwabienia Polaków w imię "Ojczyzny ratowania" nie wywołały większych protestów, to zachęcony tym "piękny umysł" Vincenta Rostowskiego może po raz kolejny obmyślić jakiś szatański plan. Osobiście sądzę, że najlepszym planem byłaby dymisja i spokojna emerytura nad Tamizą. Czego jemu, Państwu i sobie życzę.


*Wszystkimi katastrofami lotniczymi poza Smoleńskiem naturalnie, gdzie przez dwa lata "profesjonalnych śledztw" pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi - i żadnej nauczki na przyszłość wyciągnąć wciąż nie potrafimy.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka