Opinii na temat - za przeproszeniem - organu Tomasza Sakiewicza jest w Polsce tyle, ilu ludzi interesuje się jako tako polityką. Jedni "GP" organicznie nie trawią, drudzy rozpoczynają dzień od jej lektury. Trochę tak jak z "Wyborczą" - można albo kochać, albo wściekle nienawidzić. Nie wiem wprawdzie, czy to, że dziennik (i tygodnik) informacyjny wywołuje aż takie emocje jest zgodne z definicją konkretnej, opiniotwórczej prasy, niemniej - dobra to ilustracja podziałów na Polskiej scenie społeczno-politycznej, podziałów oddziaływujących nawet na rynek medialny.
Z pewnością gazeta patrząca na ręce władzy jest w Polsce potrzebna jak woda na Saharze. Zwłaszcza biorąc pod uwagę poczucie bezkarności kolejnych rządów w Polsce, korupcję finansową i polityczną ,afery skrzętnie (w majestacie prawa - poseł Sekuła na ten przykład) zamiatane pod dywan, i tak dalej, i tak dalej. Takiego tytułu niewątpliwie brakuje, bowiem najbardziej poczytne tabloidy skupiają się tym, że BOR nosi za kimś zakupy, a "Wyborcza"...cóż, jaki koń jest, każdy widzi. Dla organu - za przeproszeniem - Adama Michnika od 2007 roku nic się nie zmieniło i nadal rządzi PiS. Tak by to wynikało ze statystycznego podsumowania ilości artykułów na temat partii Kaczyńskiego.
"Gazeta Polska" mimo, że cały czas mówi do władzy : sprawdzam, chyba nie spełni funkcji, o jakiej pisałem powyżej. Zbyt wiele mostów zostało spalonych, a z gazety, którą niegdyś warto było przeczytać i (ewenement na Polskim rynku medialnym!) porozmyślać nad sensem artykułów, stała się dzisiaj czymś innym, pewnym nieodgadnionym tworem medialnym, którego postępowanie wprawia w solidny niepokój. Niepokoi zwłaszcza jawne popieranie jednej, konkretnej partii politycznej - owszem, partii opozycyjnej, co w jakiś sposób wpisuje się w nurt krytykowania rządu Donalda Tuska, ale z drugiej strony rodzi pytanie : jeśli kiedyś uda się PiS-owi zwyciężyć i dojść do władzy, jak zachowa się redaktor Sakiewicz i jego koledzy? Sprawowanie władzy (szczególnie w popsutej Polsce) wiąże się z wieloma pokusami, wieloma sytuacjami które mogą przerosnąć słabsze charaktery i prowadzić do wypaczeń, analogicznych do takich, z jakimi mieliśmy do czynienia podczas rządów PO. Czy tak silnie zaangażowana po jednej stronie "GP" będzie w stanie pokusić się o rzeczywiście niezależne recenzowanie ludzi, którym obecnie użycza swoich łamów? Obawiam się, że nie.
Martwi mnie radykalizacja środowisk "GP". Ba, z pewnością coraz ostrzejsze hasła i postulaty konsolidują grupy najwierniejszych czytelników, ale chyba jednak straszą zwykłych, szukających prawdy o Polsce czytelników - którzy w efekcie uciekają do innych tytułów. Ponieważ kończy się Euro, warto pokusić się o analogię piłkarską - nie wiem, czy Tomasz Sakiewicz zna metody trenerskie Jose Mourinho, ale adaptuje je coraz skuteczniej. Portugalski szkoleniowiec wykoncypował sobie, że najlepiej prowadzi się drużynę dotkniętą (sztucznie wywołanym) syndromem "oblężonej twierdzy" - każdy przeciwnik jest twym śmiertelnym wrogiem, musimy trzymać się razem, zwycięstwo i racja są po naszej stronie. Sakiewicz ma bardzo podobnie : już na wstępie strony niezależna.pl wita czytelników hasło : my informujemy - oni kłamią. To nie jest poważne dziennikarstwo, to już coś innego.
Asumptem do napisania tej notki stały się zasmucające wydarzenia w Poznaniu, gdzie sympatycy "GP" przybyli na uroczystość składania kwiatów ku czci zamordowanych przez komunistów Polaków. Rozumiem doskonale, że dla środowiska "Gazety Polskiej" oddawanie hołdu ofiarom przez rosyjskiego konsula jest nie do przyjęcia, podobnie jak rozumiem ich - nierzadko uzasadnioną - niechęć dla PO. Czymś innym jednak szacunek dla ludzi, którzy niegdyś polegli i domagają się chwili ciszy i modlitwy, czymś innym gwizdanie i wyzywanie ludzi od zdrajców w takiej akurat chwili. Jak mniemam, na wszystko jest miejsce i czas - i bardzo boję się na przyszłość kolejnego precedensu, na przykład gwizdów i okrzyków w jakimś kościele.
Jeśli już o szacunku mowa, to opowiem o moim najpoważniejszym zarzucie dla dziennikarzy Tomasza Sakiewicza. Zabrzmi to przerażająco trywialnie, ale gdyby nie było 10 kwietnia, na użytek "GP" należałoby go wymyśleć. Wprawdzie doceniam poszukiwanie prawdy o tym, co naprawdę się tam zdarzyło, cenię punktowanie błędów w oficjalnych rządowych raportach, trzymam kciuki za zadawanie konkretnych pytań, ale cała sprawa gdzieś wymknęła się Sakiewiczowi z rąk, wędrując w bardzo ciemne rewiry. Odnoszę bardzo przykre wrażenie, że dla "GP" istnieją tylko "Nasze" rodziny "Naszych" ofiar wydarzeń ze Smoleńska. Tak jak w Poznaniu, gdy zrównano "reżim" Tuska z "reżimem" sowieckim i oskarżono na plakacie o "zabijanie ludzi" w 1956 i w 2010, w Smoleńsku. Tak jak osławiona okładka ze stwierdzeniem - nie pytaniem - że śp. Lech Kaczyński został zamordowany.
Wymyka się to wszystko spod kontroli rozsądku i rozumu. Wymyka się to - coraz częsciej, niestety - zwykłej ludziej przyzwoitości i ludzkiemu szacunkowi dla zmarłych. Wątpię, by rodziny dotknięte tragedią ze Smoleńska czuły się dobrze, gdy ktoś na forum publicznym - nie przedstawiając żadnych jednoznacznych dowodów - formułuje tezy, że ich bliscy (jako towarzyszący prezydentowi) zostali zamordowani w imię nie wiadomo czego i nie wiadomo przez kogo. Trzeba prowadzić własne, rzeczywiście niezależne śledztwo w sprawie 10 kwietnia - zważywszy na to, że rząd wiele kompromitujących dla siebie faktów chce istotnie zamieść pod dywan - ale nie można wydawać wyroków nie mając pewności. Nie w takiej sprawie, gdy konkretnymi oskarżeniami dotyka się pośrednio tych, którzy utracili swoich najbliższych.
"Gazeta Polska" szczyci się coraz szerszym gronem czytelników, wzrostem sprzedaży. Sakiewicz zdecydował się wypuścić na rynek nawet dziennik "GPC" - nie znam szczegółów nakładu, ale skoro istnieje dalej, to chyba strat nie przynosi. A, nie, zapomniałbym - fajnie, że pojawiła się alternatywa dla innych gazet, ale niestety : bliżej "GPC" do tłumaczącego wszystko łopatologicznie (i okraszając baaardzo niskich lotów szyderstwem wobec władzy) tabloidu politycznego niż poważnego, krytycznego tytułu. Szkoda straconej szansy.
Tak na koniec, to mam nieodparte wrażenie, że cały patriotyczny zapał szczerych, kochających swój Kraj ludzi został źle zagospodarowany. Walka z nadużyciami władzy stała się walką ideologiczną o "rozliczenie" się z winnymi prawdziwych i wydumanych przestępstw po przejęciu rządów. Walka o smoleńską prawdę stała się walką bezpardonową, walką w stylu Andrzeja Gołoty - rzucając ciosami na prawo i lewo, nie bacząc, że można dotknąć kogoś innego niż Tusk, jak choćby rodziny ofiar. Marzy mi się solidna, dająca do myślenia "Gazeta Polska" jak niegdyś. Ostra, czasami zbyt ostra wobec władzy, ale stawiająca konkretne pytania i proponująca konkretne rozwiązania. Może się doczekam, chociaż nie umiem pozbyć się przekonania, że Tomasz Sakiewicz posunął się już o jeden most za daleko.
3115
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (42)