trescharchi trescharchi
1842
BLOG

Mundial w Polsce. Dzięki Donaldowi Tuskowi.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 6

Jest takie ładne powiedzenie o mierzeniu sił na zamiary. Bardzo zacnie brzmi w języku Polskim, ale paradoksalnie akurat nad Wisłą mało ma możliwości zaistnienia. Pal licho, gdy przeciętny Kowalski zadłuża się na lichwiarskich warunkach w którejś z sieci "chwilówek" - dorosły człowiek, odpowiada sam za siebie, jego wybór i jego (późniejszy) problem. Gorzej kiedy za podobne zamierzenia bierze się Państwo, narażając się na chyba najgorszą z możliwych reakcji Obywateli - to jest powątpiewanie pomieszane elegancko z pobłażliwym pukaniem się w czoło.

Zasadniczo z PO jest pewien podstawowy problem. Tak sobie ułożyli rynek medialny (albo to on ułożył ich - opinie są rozbieżne, ale sprowadzają się w zasadzie do tego samego) że każda krytyka planów, o których więcej za moment, jest "atakiem na Polski optymizm", "ponuractwem" i "szukaniem dziury w całym", o "kiju w szprychy" nie wspominając. Nieco to wprawdzie wybiórczy optymizm patriotyczny, skoro niektóre frakcje w tymże PO z całą powagą rozważają możliwość koalicji z ugrupowaniem człowieka nawołującego publicznie do wyrzeczenia się Polskości, ale przecież nikt nie mówił, że polityka będzie uczciwa i pozbawiona hipokryzji. Jak mawiał kiedyś taki, co w końcu przegrał - zwycięzców nikt nie sądzi.

Na osądzenie może trochę poczekamy - przynajmniej tak twierdzi Jarosław Kaczyński, niedwuznacznie dając do zrozumienia co czeka jego oponentów po objęciu władzy przez PiS. Polowanie na czarownice to wprawdzie zły sposób na robienie codziennej polityki, ale nie ukrywam - dla rzetelności i jawności życia publicznego w Polsce dobrze byłoby zobaczyć kilka "umoczonych" w niejasne interesy postaci z PO na ławie oskarżonych. Nie dla politycznej zemsty, tylko za narażenie finansów publicznych na gigantyczne straty. Osądzać będziemy więc w przyszłości, na razie krytykujmy, bo jest za co.

Abstrahując od sukcesu organizacyjnego Euro - bo w pewnym stopniu na pewno był, a kibice wyjeżdżający z Polski na pewno mają niezłe wspomnienia - trzeba mierzyć siły na zamiary. Dziś premier opowiada, że zarówno prezydenci Warszawy jak i Gdańska mają "zdrowe ambicje", gdy przebąkują o organizacji mundialu w Polsce. Kiedyś tam. Przypomnijmy - to człowiek chcący uchodzić za poważnego, odpowiedzialnego polityka. Niedawno pan prezydent w Skarżysku - Kamiennej wygadywał androny o rozwoju gospodarczym Polski, teraz Donald Tusk zaklina rzeczywistość i oficjalnie głosi : mundial jest dobrą drogą, którą musimy iść, bowiem nie musimy Naszych ambicji narodowych zawiesić "na jednej czy dwóch imprezach".

Euro skończyło się wczoraj, a oto mamy deklarację, której gawiedź - odchowana na materiałach redaktora Sobieniowskiego (w dalszym ciągu trwa konkurs na poszukiwanie jego skrzętnie ukrytej legitymacji partyjnej PO) - przyklaśnie z całym entuzjazmem, notowania rządu pójdą w górę, a refleksji, nad czym właściwie się cieszymy, nie będzie. Donald Tusk przypomina pana młodego, który nad ranem, po niezłym weselu żegnając gości zapowiada, że skoro było tak świetnie, to będziemy się spotykać w tym gronie co tydzień. W kuchni czekają tymczasem góry naczyń do umycia, sala wymaga wysprzątania, a bank zakleja już koperty z wezwaniem do spłaty kolejnej raty kredytu. Grunt to optymizm, ale optymizm z głową.

Mundial - jeśli mielibyśmy organizować go sami, bo jak nie, to z kim? Większość sąsiadów odpada, a ci realni - Czechy, Słowacja - nigdy nie zgodzą się na wybudowanie olbrzymich, zupełnie niepotrzebnych na ich skromną ligę stadionów. Mundial to dwa razy więcej meczów, a więc i dwa razy więcej obiektów. Już powolutku, nieśmiało, pojawiają się wątpliwości co właściwie będziemy robili z tymi molochami, które mamy teraz, a które (kilkakrotnie przepłacone) pociągnęły miasta na skraj bankructwa, i w najlepsze będą dalej drenować kasę z miejskich skarbców. Nie podejrzewałem nigdy Hanny Gronkiewicz (sądząc po sposobie zarządzania Warszawą) o bycie poważnym, odpowiedzialnym politykiem, ale co innego prezydent miasta, co innego premier dużego, ambitnego Państwa. Są pewne granice w rozpowiadaniu bzdur, zwłaszcza publicznie.

Tyle tylko, że jak powiadałem, każda krytyka zostanie automatycznie wrzucona do worka zapełnionego przez "smutasów" Narodowych. Trafia tam - przy aplauzie mediów - każdy, którego mierzi i nie bawi aktualna wizja partii rządzącej. A ja i tak nie umiem odpędzić natrętnej myśli, że taki mundial, to byłaby okazja do dwukrotnie większych "lodów" niż te kręcone przy okazji Euro. Może tak miało brzmieć przesłanie premiera?
 

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka