Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów. Daleki jestem od nazywania Naszego premiera zwierzęciem (co najwyżej politycznym) - ale fakt faktem, że większość swoich oklaskiwanych niegdyś rzęsiście (głównie z okresu, gdy był tzw. "aktywną" opozycją; to taki eufemizm - robił wówczas dokładnie to samo, co obecnie PiS, z tym, że PiS teraz "jątrzy") przemówień chciałby zapomnieć. Internet jednak jest narzędziem bezlitosnym (nie udało się z ACTA, a i specjalnej ustawy o zgromadzeniach żadną miarą nie da się tu przyłożyć) i pamiętliwym : dlatego mamy na wieczność wypowiedzi Tuska o abonamencie czy obniżaniu podatków. W natłoku tych "wstydliwych" wypowiedzi niegdysiejszego opozycjonisty, który po przejściu na stronę Miłości bardzo złagodniał, internauci wyróżniają ostatnio opinię Donalda Tuska o fotoradarach.
W opinii tej - co naturalne - występują charakterystyczne dla Donalda Tuska części składowe. Primo, jest atak na Kaczyńskiego (gdyby Kaczyński nie istniał, należałoby go wymyślić); secundo, jest wyśmiewanie politycznych przeciwników ("człowiek bez prawa jazdy decyduje o Polskich drogach"), terio wreszcie : jest zawoalowana obietnica, że jak wybierzecie w końcu Platformę, to będzie żyło się lepiej. Bo jak wiadomo, PO buduje mosty, nie robi polityki. I tak dalej, i tak dalej. W każdym razie - w wypowiedzi owej Donald Tusk (powstrzymywany co chwila oklaskami i wybuchami śmiechu; lider opozycji w pełnej krasie) oskarża PiS o obsesję kontrolowania społeczeństwa przez stawianie lasu fotoradarów na Polskich drogach, po których nie da się jechać szybciej niż 30-ci na godzinę z uwagi na ich fatalny stan.
Minęło pięć lat. Kaczyński nie ma już żadnego wpływu na rządy (wbrew temu, co pisze "Wyborcza", według której rządzi on do dzisiaj i nawet ostatnie tornada można zrzucić na jego konto). Zdaniem Tuska i jego przybocznego speca od finansów - cała Europa zazdrości Nam wzrostu gospodarczego. Jesteśmy zieloną wyspą. Odbyło się Euro, udane w dwustu procentach. Jak się jednak okazuje, nie jest do końca tak różowo. Mimo intensywnego czyszczenia Państwowych spółek z ludzi PiS, okazuje się, że gdzieś przetrwali. Nadal sterowani przez "jątrzącego" Kaczyńskiego doprowadzili do tego, że rozpoczyna się montaż niemal 300 nowych radarów na Polskich drogach. Dodatkowo do pakietu weszło kilkadziesiąt nieoznakowanych wozów z wideorejestratorami. Plus, żeby ostatecznie dobić wszystkich Polaków frustracją człowieka bez prawa jazdy - urządzenia do odcinkowego pomiaru prędkości, czyli takie, co to nigdzie konkretnie nie "łapią" a jedynie mierzą średnią prędkość na trasie. Co więcej, mówi się nieoficjalnie o tym, że istniejące już bramy do poboru e-myta mogą stać się wielkimi urządzeniami do pomiaru prędkości. Po prostu Big Brother, chociaż sądząc po rozmiarach Kaczyńskiego - Small Brother.
Dzięki nowoczesnemu systemowi informatycznemu (kłania się choćby informatyzacja ZUS, czy administracji samorządowej; nie miała racji posłanka Sawicka - największe "lody" kręci się na informatyce właśnie) mandaty będą wystawiane o wiele szybciej i sprawniej. Ludzie Kaczyńskiego są tak bezczelni, że wzięli jeszcze na te represyjne działania dotację z Unii Europejskiej, której przecież nienawidzą. Jak widać, gotowi są sprzymierzyć się z największym wrogiem, byleby tylko dobić Donalda Tuska. Doprawdy, jest jakimś majestersztykiem zła świadomość tego, że w samym środku rządów Miłości udało się raz jeszcze zrealizować Kaczyńskiemu swoje obsesje kontroli społeczeństwa. Słusznie przestrzegał przed tym Tusk kilka lat temu. Dodatkowo pisowcy ci są tak bezczelni, że lawinowo rosnącą liczbę fotoradarów tłumaczą fatalnym stanem finansów Państwa, które jak kania dżdżu potrzebuje (zdołali nawet wpisać te wpływy do budżetu; ich macki sięgają daleko) pieniędzy z kieszeni kierowców. Absurd! Przecież Jacek Rostowski przekonuje, że jest zupełnie odwrotnie.
Ale mamy też świetny dowód na to, jak rozwija się Polska pod rządami PO; mimo zakusów "jątrzących" fotoradary staną, owszem, ale na drogach można już jechać (dzięki światłej ustawie o przejezdności i za cenę bankructw setek przedsiębiorstw) 70-siąt na godzinę. Za pięć lat dobijemy do setki. Setki na godzinę i setki fotoradarów na tysiąc kilometrów drogi, o ile Donald Tusk (alias "o niczym nie wiedzący dobry car oszukiwany przez złych bojarów") nie zrobi wreszcie porządku z kryptopisowskimi wichrzycielami.
4813
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (10)