trescharchi trescharchi
2719
BLOG

Fala bankructw na Zielonej Wyspie Donalda Tuska.

trescharchi trescharchi Polityka Obserwuj notkę 14

Nasz rząd jest mistrzem we wmawianiu wszystkim dookoła, że jest fajnie. Tej umiejętności (kuglarskiej wprawdzie, ale nic to) odmówić im nie sposób. TVN-y, Wyborcze i inni medialni oportuniści - tylko ten stan rzeczy utwierdzają. Zdarza się powódź, fatalna w skutkach przez podobnie fatalny stan wałów (alarmował o tym między innymi NIK; ale nikt z rządu nie uznał za stosowne zająć się tą sprawą na poważnie) - no tak, zdarza się, ale jest fajnie. Zdarzają się trąby powietrzne, fatalne w skutkach przez mizerną ilość radarów meteorologicznych - no tak, ale zawsze potem fajny przedstawiciel rządu pojedzie do poszkodowanych i powdzięczy się przed kamerami. Zresztą, furda klęski żywiołowe, najważniejszymi wydarzeniami są przecież od dawien dawna znana pazerność PSL-owców na wszelakie stołki i tajemnicza debata o in vitro. Nie wspominając oczywiście o matce Madzi.

W pierwszym półroczu bieżącego roku w największych miastach w Polsce do sądów powędrowało o połowę więcej wniosków o upadłość firm niż zazwyczaj. Ponoć codziennie wpływają minimum dwa wnioski - za którymi kryją się nie tylko machlojki kapitalistycznych hohsztaplerów ale i tragedie ludzi usiłujących prowadzić w dzikim Kraju uczciwy biznes. Casus Kluski był przywoływany do znudzenia, ale warto powtarzać, może do kogoś dotrze: nie da się w Polsce prowadzić biznesu i pozostać nieskalanym jak nie przymierzając Matka Teresa. Mamy rozpasaną kadrę urzędniczą zatrudnianą po znajomościach, która w związku z tym usiłuje ze swoich stanowisk wyciągnąć maksimum korzyści w jak najkrotszym czasie. Mamy niesprawne, nielogiczne i absurdalne przepisy, z mglistym "jednym okienkiem" będącym kolejnym niewypałem propagandowym rządu Donalda Tuska. Mamy szefa jednej z opozycyjnych partii, który obiecuje zlikwidować bezrobocie, chociaż jego dorobek podczas działalności "przyjaznego Państwa" nakazuje się raczej wstydzić.

Stało się to, przed czym przestrzegali eksperci, a co było przez rządowych szpeców od propagandy (Graś, Ostachowicz, sam Tusk) zamiatane pod najgłębsze zakamarki dywanu. Skończyło się Euro, zaczyna się proza życia - najbardziej zagrożony jest sektor budowlany. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej; problemy mają też średnie i małe firmy. Mają do wyboru - zwalniać (rośnie bezrobocie; i tak jest już rekordowe) lub uciekać w szarą strefę (de facto okradając Państwo). Wspomniana proza życia nie pozostawia wątpliwości - kryzys będzie się pogłębiał, a podobne (jeśli nie gorsze) tarapaty czekają przedsiębiorców jeszcze w roku następnym. Skoro w kłopoty wpadają już giganci (Polimex-Mostostal), to jaka przyszłość czeka płotki? Czyżby taka, jak rysuje ją w każdym wywiadzie medialnym wiecznie uśmiechnięty Jacek Rostowski, ze swoją "kreatywną" wizją finansów publicznych jak ulał pasujący do jakiejś nieskrępowanej wymogami demokracji republiki bananowej? Śmiem wątpić.

Liczby są nieubłagane : do końca roku wedle najbardziej optymistycznych prognoz upadnie o mniej więcej 15 procent więcej firm niż w 2011. I nie jest to bynajmniej spuszczanie "złej krwi" i naturalna regulacja rynku polegająca na pozbywaniu się przedsiębiorców niesolidnych, krętaczy i nowobogackich. Tymczasem rząd utrzymuje, że jest dobrze. Gdyby już ktokolwiek zechciał spytać Rostowskiego, dlaczego tak się dzieje, dlaczego w teorii przyjazna przedsiębiorcom Platforma Obywatelska dopuszcza do takiej degrengolady, uzyskałby pewnie (jeśli w ogóle) mrukliwą odpowiedź : wicie, rozumicie, jest kryzys światowy.

Kryzysem można tłumaczyć wiele rzeczy. Można się nawet przewrotnie nim chwalić : patrzcie, dookoła czerwono, a u Nas nad Wisłą zielono i po prostu fajnie. Ale kryzys nie jest żadnym usprawiedliwieniem; nie można na jego podstawie zaprzestać wymyślania nowych, innowacyjnych przepisów, usprawiniania systemu podatkowego i ułatwienia zakładania własnej firmy. Stawiam jednak dolary przeciwko orzechom, że miast poważnej debaty o staczającej się gospodarce Państwa (pamiętają Czytelnicy, z jaką niechęcią i oburzeniem traktował Rostowski wytykający jego własną nieudolność zegar Balcerowicza?) dostaniemy typowe zachowanie Platformy Obywatelskiej, roboczo zwane zamiatniem pod dywan. I pewnym fenomenem psychologicznym : jak o czymś nie mówimy, to tego nie ma (być nie ma prawa, bo przecież jest fajnie). Dlatego zamiast pocącego się pod gradobiciem trudnych pytań Rostowskiego czeka Nas na ekranie elegancka pani Kidawa-Błońska, egzaltowanym tonem perorująca, dlaczegóż to jej projekt jest lepszy niż projekt Gowina.

trescharchi
O mnie trescharchi

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (14)

Inne tematy w dziale Polityka