Ostatnio w mediach głównego nurtu, panuje moda na zbliżanie nas do Rosji. Komentarze przychylne, a Putin wcale, a wcale nie taki zły. Wszyscy popadli niemal w zbiorową amnezję i o przeswzłości pamiętać jakby nie chcą, choć okrojone godziny historii dopiero wchodzą. W zasadzie nie wiadomo skąd ta nagła miłość i dokąd ona nas zaprowadzi , ale warto sobie kilka faktów uzmysłowić.
Przed kilkoma dniami ukazał się tekst na wp, podsumowujący stosunek Rosjan do Polaków. Z wyników ankiety można wywnioskować, jak to mile nas tam postrzegają. Niestety, tak już jest że prawdę z takich artykułów otrzymuje się nie przez wypośrodkowanie, a przez negację.
Rosjanie traktują nas jak zło konieczne, wystarczy wpisać w przeglądarkę „Польша прос…” a już dobry wujek Google podpowiada: „польша политическая проститутка” czy też jeszcze kilka dobrych i miłych dla oka opcji wyszukiwania.
Z tymi podpowiedziami jest tak, że w zależności od pojawiających się zapytań tekst pozycjonuje się sam. Zresztą tezy nie warto nawet solennie podpierać, wystarczy kliknąć i poczytać co bardziej pikantne wypowiedzi i komentarze. Mnie szczególnie urzekł jeden: „....jeszcze w 1987 roku nauczyciel mówił, że Polska to nie jest państwo a europejska polityczna prostytutka”. Trafności i złośliwości określeń nie sposób Rosjanom odmówić, co gorsza nasza dzisiejsza polityka zagraniczna wpisuje się w ten scenariusz, a słowa Bartoszewskiego o „brzydkiej Pannie na wydaniu” nabierają innego smaku. Dzisiejszy MSZ, niczym sutener z "pigalaka" podsyła na "testy" nasz kraj coraz to nowemu klientowi, a że każdy skorzysta i się nie decyduje to się ludzi przygotowuje, że i Putinowi „dać” można. Tylko dlaczego to mnie d.. boli?



Komentarze
Pokaż komentarze