Komentując kandydaturę prof. Glińskiego na Premiera posłanka PO Kidawa- Błońska użyła określenia, że to jakiś Matrix. Pewnie to określenie nie przyszło jej do głowy przypadkowo, bowiem cała postać profesora skrojona jest niemal idealnie i według wszystkich kanonów marketingu politycznego. Tak więc nie można się przyczepić, że kartofel, że wariat że gruby że chudy etc, no a do tego jeszcze wykształcony i poważny. Mi osobiście kojarzy się z międzywojenną klasą polityczną, dystynkcja i powaga ponad wszystko. Może to przypadek ale w starciu z biegającym w krótkich majtkach Tuskiem wygrywa w cuglach. Ludzie mają dość, pijaków, aferzystów, i demagogów na scenie politycznej, przyszła pora na poważnych ludzi, i wcześniej czy później Profesor Gliński pomiesza szyki nie jednemu.
Sytuacja z poparciem przez PiS przypomina nieco casus Marcinkiewicza, człowiek wyciągnięty z kapelusza stał się w dość szybkim czasie bardzo popularny, więc jesień zapowiada się bardzo ciekawie bo Gliński to lepszy pomysł niż swego czasu gabinet cieni. Teraz to będzie gabinet jednego cienia, rzucanego przez peruwiańskie słońce, tym będzie on większy im bardziej źródło światła będzie grillowane przez afery i kryzys gospodarczy.



Komentarze
Pokaż komentarze (8)