W stolicy kraju, ktory jakos nie moze sobie poradzic z wlasna kryzysowa od dawna sytuacja polityczna, gdzie ne ma rzadu, albo jest tak jakby go nie bylo, gdzie skupia sie zycie biurokratyczno-polityczne praktycznie calej Europy, cos jest nie tak z powietrzem, przynajmniej dla polskich obywateli.
Co ktorys pojedzie do Brukseli, to mu szkodzi. Albo polepsza, jak twierdza niektorzy...
Jedni dostaja malpiego rozumu, inni twierdza, ze odzyskuja wzrok i sluch, jeszcze innym podobno wraca rozum, ale sa tez tacy, ktorzy zapominaja kim sa.
Tak czy owak, kiedy wracaja do Polski, to okazuje sie, ze wszystko jest jakies inne, nie takie jak bylo, albo raczej ze to oni sa inni i widza wszystko inaczej.
To morowe powietrze czadzi niezaleznie od opcji politycznej, mozna by wypisac cala liste nazwisk polskich europoslow, ktorym w ten czy inny sposob odbilo na zeslaniu do Brukseli. Oczywiscie jednym mniej, innym wiecej, ale odbilo. Niektore odbicia sa wrecz cyrkowe, inne po prostu smieszne, ale sa.
Najwyrazniej nie jest to zdrowe dla zycia politycznego w Polsce, gdyz zamiast zajmowac sie powaznymi sprawami i zagrozeniami jakie nadciagaja, uwaga mediow, obywateli, politykow przykuta jest do owych odbic, przemian, cudownych olsnien i cyrkowych wystepow.
Moze lepiej nie narazac naszych politykow na to brukselskie powietrze?
I tak wiele dla Polski tam nie zalatwiaja, bedac na miejscu, czego nie zalatwi jakas delegacja od czasu do czasu, bo i tak zgadzamy sie na wszystko co nam proponuja, wiec po co utrzymywac tam rzesze ludzi i narazac ich na smiesznosc?


Komentarze
Pokaż komentarze