Tak na dobra sprawe nie bardzo rozumiem zachowanie jednostek armii ukrainskiej.
Oczywiscie sa jakies zalecenia z Kijowa, sa oczekiwania na jakied decyzje polityczne, ale bezczynnosc nie prowadzi do niczego dobrego.
Poszczegolne jednostki poki co maja ze soba kontakt, sa dowodcy, przypuszczam, ze byly jakies plany.
Nawet jesli nie ma lacznosci z dowodztwem, wojskowi powinni wylazac sie jakas inicjatywa, chociazby w ochronie wlasnego mienia i spojnosci swoich oddzialow.
Grupki jakichs cywili, pod oslona w sumie nielicznych liczbowo ludzi z lokalnej 'samoobrony' atakuja, przejmuja i obezwladniaja obiekty wojskowe. To w sumie nie do pomyslenia. Wyglada na to, ze albo w tych jednostkach nie ma broni, ostrej amunicji, dowodcow zdolnych do podjecia prawdziwej akcji obronnej. Mysle, ze chyba nawet obowiazkiem zolnierzy jest bronic sie w przypadku ataku.
Dowodcy jednostek powinni wykazac sie jakas inicjatywa, stawic czola napastnikom - w sumie bunczucznym dresiarzom i jakims watpliwej prowiniencji watazkom.
Armia bezczynna, nie broniaca nawet siebie, nie jest czynnikiem wzmacniajacym spoleczenstwo, nie jest wzorem do nasladowania, jest praktycznie obciazeniem, bo jest bezuzyteczna. Nie mowie o wzniecaniu wojny, ale obrona wlasna jest dopuszczalna i wrecz konieczna. Sytuacja tych jednostek staje sie coraz gorsza z kazdym dniem.
Jestem pewien, ze zolnierze polscy nie staliby bezczynnie w takiej sytuacji, nie mowiac nawet o zolnierzach amerykanskich, ktorych ktos chcialby po poprstu rozbroic...


Komentarze
Pokaż komentarze (18)