W ostatnich dniach w Warszawie przeszedł marsz przeciwko faszyzmowi. Maszerujący chcieli upamiętnić Noc Kryształową w Niemczech, albo Janusza Korczaka. Sami dobrze nie wiedzą. Było ich ponad tysiąc. Albo około dwustu. Ale kto by się tam zajmował liczeniem.
O manifestacji tak zwanych antyfaszystów dowiedziałem się za pośrednictwem Facebooka, a dokładniej fanpage’u „Łowca fejsbukowych goblinów”, czy jakoś tak. Nie zgadzam się ze wszystkimi pomysłami autorów strony, ale od czasu do czasu zaglądam. Szybko znalazłem odnośnik do właściwego artykułu na stronie Gazety Wyborowej, na której to szybko dostałem napadu duszącego śmiechu.
Uwaga, nadchodzi!
Środowiska lewicowe w wieku XX dostały do swoich rąk poważny argument przeciwko prawicy. Argumentem tym był oczywiście nazizm, i osoba Adolfa Hitlera, który powszechnie uważany jest za największego zbrodniarza w dziejach. O tym, że żyjący równolegle Józef Stalin dokonywał większych zbrodni mało kto chce pamiętać. Stwierdzenie, że Ruch Narodowy jest skrajnie prawicowy było pierwszym momentem gdy na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
Ruch Narodowy, jest jak sama nazwa wskazuje, pewną formą organizacji ludzi, którzy chcą aby w ich kraju zaczął się wreszcie liczyć nasz interes narodowy, a nie partyjne interesy. Czy oznacza to, że momentalnie jest on skrajnie prawicowy? Na dobrą sprawę, postulaty z Deklaracji Ideowej Ruchu Narodowego są po prostu konserwatywne, a nie „faszystowskie”, „skrajnie prawicowe” czy „nazistowskie”. Już punkt pierwszy, mówi o ochronie świadomości narodowej Polaków, a więc o wspieraniu ludzi pozostających poza granicami naszego kraju. Wspieranie to ma na celu zachowanie u nich polskiej mowy, tradycji… Wszystkich tych czynników, które mówią o tym kim jesteśmy.
Punkt drugi mówiący o rodzinie, jest rozwinięciem społecznej nauki Kościoła Katolickiego, do członkostwa w którym przyznaje się większość Polaków. Faszyzmu tu nie widzę. A szkoda, bo zostały jeszcze cztery punkty, a z żadnego nie wyskoczył jeszcze Adolf czy inny Benito, o Dolfusie czy „straszliwym litewskim faszyście” Smetonie (albo Plechaviciusie) nie wspomnę.
Punkt trzeci – nacisk na sportowy tryb życia, wychowanie w duchu patriotyzmu (przy tej okazji nie sposób nie powiedzieć o udziale szeroko rozumianej przedwojennej lewicy w budowaniu państwa! Leon Wasilewski, Ignacy Daszyński, Józef Piłsudski, Wincenty Witos)… Ponownie faszyzmu nie ma, jest za to sugestia, że w obecnym systemie edukacji za duży nacisk położony jest na kosmopolityzm. Dziwne, że w Polsce trzeba ludzi już od najmłodszych lat uczyć kosmopolityzmu, wszak nie od dziś wiadomo, że gdzie dwóch Polaków tam trzy partie polityczne.
Suwerenność państwa też nie jest tutaj sformułowana, jako przyzwolenie do prowadzenia agresywnej polityki zagranicznej – tak jak to robiły np., nazistowskie Niemcy, czy Włochy Mussoliniego. Faszyzmu nie ma, jest za to mowa o obronie własnego państwa, budowaniu silnych instytucji państwowych. A więc przyjęcie raczej wzoru budowy kraju w oparciu o przykład dzisiejszych Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii – dużych silnych państw, które de facto trzęsą Unią Europejską. Faszyzm to nie jest, ale (dla Gazety Wyborowej) wstyd już tak.
Kultura narodowa i jej obrona – faszyzmem nie są. Idzie tu, w moim bynajmniej przekonaniu o to, aby kultura w naszym kraju nie polegała na „jaraniu się” każdym wzorcem z zachodu. Chodzi tu nie o to, aby zabronić wszystkiego co nowe. Wręcz przeciwnie – nie chodzi o zakazy i nakazy, ale o wzajemny szacunek. Artystów dla naszej tradycji, wiary i historii, i ludzi dla artystów. Głośna ostatnio sprawa bluźnierczej „instalacji” w której profanowano zabytkowy krzyż doskonale ilustruje o co chodzi w piątym punkcie deklaracji RN. Czy autor „instalacji” szanuje ludzi wierzących? Nie. Czy szanuje naszą tradycję, dobra kultury, zabytki? Nie. Chodzi więc o to, aby człowiek taki nie otrzymywał wsparcia od państwowych instytucji odpowiedzialnych za kulturę. Jeżeli chce robić coś takiego w domu – proszę bardzo! Wolnoć Tomku, w swoim domku! Ale promocji i pomocy od państwa do realizacji „tego czegoś” nie uzyska. I chyba wszyscy – normalni ludzie, a nie dziwaki od tak zwanej „kultury” przez „duże K”, będą wtedy zadowoleni i mogli spokojnie pójść z dziećmi do galerii sztuki czy muzeum. A o to chyba w kulturze chodzi, aby docierała do odbiorców…
Obrona suwerenności ekonomicznej również nie jest faszyzmem. Od lat z powodzeniem robią to na swoim podwórku Anglicy. Swoją drogą ciekawe dlaczego ta mała wyspa nie jest nazywana bastionem faszyzmu? Wszak realizują jeden z postulatów polskich „narodowych socjalistów”… Ale dość już żartów.
Dokonując pobieżnego przeglądu sześciu punktów Deklaracji Ideowej Ruchu Narodowego, nie doszukałem się w nich znamion faszyzmu. Dziwne. Wszak od dnia jej ogłoszenia na każdym kroku słyszę, że nadciąga faszyzm, brunatna siła… Jeden z uczestników warszawskiej manifestacji powiedział: „Widziałem narodowców, jak szli z flagami. Przypomniały mi się obrazki z kronik filmowych z nazistowskich Niemiec[1]”.
Drogi kolego antyfaszysto! Droga koleżanko squotterko! Drogi publicysto Gazety Wyborowej! W swoim faszystowskim ciemniactwie oglądałem kiedyś film (tak, jestem szczęśliwym posiadaczem telewizora, niestety nie marki Rubin), w którym Indiana Jones (znany antyfaszysta, ale potem zaczął pracować dla Wujka Sama, nie dla Wujka Joe) szedł z pochodnią. Oglądałem przebitki z pogrzebu Tadeusza Mazowieckiego, udostępnione przez portal wSieci[2]. I były tam pochodnie. I wiecie drodzy moi antyfaszyści co mi przyszło do głowy? Obchody rocznicy puczu monachijskiego w nazistowskich Niemczech. Tam też przy grobie zmarłych wtedy nazistów były pochodnie. I co? Kto tu jest faszystą?
Upamiętnić antyfaszystów
Kolejnym fenomenalnym wprost sformułowaniem było stwierdzenie autora tekstu, że marsz antyfaszystów miał upamiętnić Janusza Korczaka. „Trasa marszu była podobna do tej, (…) którą pokonał Janusz Korczak ze swoimi podopiecznymi z sierocińca przy Siennej[3]”. Doprawdy fascynujące. Mój powrót z uczelni jest podobny do drogi jaką pokonywał w 1942 roku pracujący na łódzkim Gestapo Niemiec, nie oznacza to jednak, że go upamiętniam. Tym bardziej, że marsz antyfaszystów nie wyruszył spod Pałacu Kultury (w miejscu którego znajdował się prowadzony przez Korczaka sierociniec), ale spod Uniwersytetu Warszawskiego na Krakowskim Przedmieściu.
Sierociniec Korczaka, o ile dobrze pamiętam znajdował się na terenie getta warszawskiego, dziwne więc, że marsz antyfaszystów znalazł swój początek pod bramą UW. Nie rozumiem też dlaczego Janusz Korczak stał się patronem antyfaszystów. Wszakże komuniści i socjaliści mieli w Polsce wielu wybitnych przedstawicieli. Jak choćby dowódców oddziałów partyzanckich Armii Ludowej, którzy nosili typowo polskie nazwiska. Jak choćby Chyl Brewerman ps. „Bec”, "Baca". To dopiero byłby patron! Odpowiedzialny za walkę z „faszyzmem” kierował „internacjonalistycznym” oddziałem partyzanckim, w którym na 26 ludzi tylko 6 miało polskie obywatelstwo[4. Zastanawiające tym bardziej, że oddział "Bacy" działał w 1943 roku w samym środku okupacji i jak twierdzą historyk AL, prowadził bezpardonową walkę z okupantem. Oczywiście okupacja nie przeszkadzała "Bacy" w organizowaniu masówek po wsiach, o czym również pisze cytowany powyżej historyk. A, że przy okazji masówki chłopcy z AL przeprowadzili konfiskatę "majątku obszarniczego"... Jak to się mówi... oj tam, oj tam...
Co więcej, nigdzie nie znalazłem informacji jakoby marsz antyfaszystów miał jakieś hasło, myśl przewodnią nawiązującą do Korczaka. Z artykułu Karpieszuka, nie dowiedziałem się też niczego na temat tych, którzy mieliby prawo korzystać z „legendy” Janusza Korczaka – warszawskich sierot, dzieci biednych, chorujących często pozbawionych edukacji czy bezdomnych. Ich miejsce zajęła „radosna” grupa wszelkiej maści dziadostwa, które obecnie nazywa się squattersami. Dziwne. Geje, lesbijki, squattersy i insza inszość jakoś na biedne głodne, często bezdomne i pozbawione szans edukacji dzieci mi nie wygląda, ale wiadomo – patrzę na świat oczyma faszysty…
Znam historię!
Wśród wielu argumentów, które przytaczali uczestnicy marszu, szczególnie rozbawiła mnie wypowiedź jednej z uczestniczek tej hucpy. „Z historii wiem do czego takie hasła mogą doprowadzić[5]”. No cóż, jako były (już niestety) student historii też ją trochę znam. Oczywiście nie tak dobrze jak cytowana powyżej pani Patrycja Dołowy.
Spójrzmy jednak na fakty historyczne. Uczestnicy powiedzieli, że przed wojną w Polsce działali faszyści. Po przeczytaniu tej wypowiedzi przez kilka minut turlałem się ze śmiechu po podłodze. Faszyści przed wojną działali w: Niemczech, Polsce, Francji, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Włoszech, Belgii, Holandii, Norwegii, Finlandii, Hiszpanii, Portugalii, Austrii, Rumunii, Bułgarii, Jugosławii, i na Węgrzech. Ludzi o podobnych poglądach można doszukiwać się w całej Europie – poza ZSRR. Skoro pani Dołowy zna historię, to zapewne doskonale wie, że wielu „białych” Rosjan walczyło w czasie ostatniej wojny światowej po stronie Niemców, nie dlatego, że ich szczególnie kochali, ale dlatego, że tylko Hitler, w latach 30 i 40, dawał gwarancję walki przeciwko największemu zbrodniarzowi w dziejach ludzkości – Stalinowi. Niestety, ludzie pragnący razem z Hitlerem walczyć przeciwko sowietom, zostali przez niego wykorzystani do własnych celów. Wielu, nie do końca zdawało sobie z tego sprawę, inni uważali, że zniszczenie bolszewizmu jest godne każdego poświęcenia.
Wracając jednak do znajomości historii, to wypowiedzi pani P. Dołowy jednoznacznie wskazują jaką wersję historii zna. Spójrzmy na to co działo się w latach 30., XX wieku w Hiszpanii, która przeszła naprawdę długą drogę. Jednakże w pewnym momencie, jej republikańskiej historii, władzę (dokładniej dwie teki ministerialne) uchwycili przedstawiciele prawicy, w dodatku bliżsi liberałom niż prawdziwym prawicowcom. Mimo tego lewica hiszpańska natychmiast ogłosiła, że władzę w kraju przejęli faszyści i wywołała powstanie w Asturii, które zakończyło się zwycięstwem sił rządowych, nota bene dowodzonych przez generała Francisco Franco[6].
Podobny sposób myślenia jak żyjący w latach 30., działacze hiszpańskiej lewicy prezentuje obecnie P. Dołowy. W swoim niezwykle ograniczonym sposobie myślenia nie jest zresztą odosobniona. Podobne stanowisko prezentuje nie tylko większość działaczy „lewicowych”, ale także większość sceny politycznej. Poglądy te przekładają się na stosunek społeczeństwa do nowych ruchów politycznych. Jeżeli jest bardziej radykalny od PO to jest to już ruch faszystowskich. Jeżeli ma na dodatek bardziej radykalne poglądy od PiS, nie pozostaje nic innego niż przypisanie mu epitetu nazistowski, faszystowski. Taki los spotkał z nieznanych, wszystkim znającym polską historię ludziom, przyczyn Ruch Narodowy.
Ruch Narodowy w Polsce ma z faszyzmem wspólnego tyle co nic. Zacznijmy jednak od historii, którą jakoby znają polscy działacze antyfaszystowscy. Gdyby tak było, to P. Dołowy, wiedziałaby, że jeden z twórców Obozu Narodowo Radykalnego (ONR) został zamordowany w Oświęcimiu przez Niemców – mowa o Janie Mosdorfie. Gdyby P. Dołowy i uczestnicy marszu opisanego przez Karpieszuka znali historię wiedzieliby, że w getcie ławkowym, poza wyznawcami judaizmu zasiadał również jeden z członków ONR, i to taki o którym można śmiało powiedzieć, że zaliczał się do pierwszego garnituru organizacji, którego narzeczona była z pochodzenia Żydówką. Dla uściślenia narzeczona wspomnianego działacza również studiowała na UW, i właśnie po to aby spędzać więcej czasu ze swoją sympatią ów „faszysta” siadał z nią w jednej ławce. Wreszcie gdyby polscy antyfaszyści znali historię wiedzieliby, że wielu Żydów, w czasie wojny znajdowało się w oddziałach partyzanckich NSZ (chociażby w Brygadzie Świętokrzyskiej, czy w oddziale Władysława Kołacińskiego „Żbika”).
Co więcej po rozpoczęciu się wojny nikt, zarówno „bepiści[7]” jak i członkowie ONR nie podjęli współpracy z okupantem niemieckim. Już od pierwszych dni okupacji trwało tworzenie zakonspirowanych struktur, których celem było prowadzenie walki narodowowyzwoleńczej, o granicę zachodnią na Odrze i Nysie Łużyckiej. Hasło to potem zostało zresztą zawłaszczone przez komunistów, o czym narodowcy w 1939 roku nie mogli wiedzieć.
Ktoś w tym kraju ma więc poważny problem ze znajomością historii. Niestety, tym kimś nie są narodowcy, tak jak chce tego prezes Kaczyński, coraz liczniejsze grono świeżo wyprodukowanych antyfaszystów i polskojęzyczne media, do których zaliczyć trzeba również „niezależną” TV Republika. Ta ostatnia jest i owszem niezależna, ale nie od pana Solorza, właściciela Polsatu, który jakoś wielkim sentymentem do PiS i Kaczyńskiego nie pała, a mimo to pozwolił jego zwolennikom na zbudowanie w oparciu o jego media własnej telewizji. Kapitał nie ma ojczyzny, a może – co bardziej prawdopodobne Solorz czuje już, z której strony wiatr wieje i woli, aby władzę w kraju chwycili zwolennicy Kaczyńskiego? Wszak grupą, która posłusznie przenosi się z marszem z okazji 11 listopada do Krakowa na wieść „o możliwości zamieszek” będzie o wiele łatwiej kierować niż stu tysięcznym zgromadzeniem ludzi młodych.
Przeraża mnie…
Przeraża mnie to jak łatwo ludzie dają sobie wmówić wiele rzeczy. To, że w Polsce odradza się faszyzm, to, że powstają w tym kraju niezależne telewizje, które będą przekazywać niezafałszowany obraz rzeczywistości… Przeraża mnie wiele rzeczy, ale najbardziej niewiedza ludzi, często dorosłych, często wierzących i praktykujących którzy nie potrafią zrozumieć jednej, prostej rzeczy. Tu nie chodzi o to, czy dany ruch, daną partię popiera to czy inne radio, telewizja czy gazeta. Tu nie chodzi o to, czy ktoś jest za Piłsudskim, czy woli raczej Dmowskiego. Tu nie chodzi o to, czy ktoś stał tu gdzie wtedy, czy tam gdzie stał kto inny. Tu chodzi o to, czy jesteś Polakiem i czy chcesz Wielkiej Polski. Wielkiej nie granicami i zaborczą polityką wobec sąsiadów. Wielką duchem jej obywateli ich dobrobytem i siłą, która pozwoli jej na realizację potrzeb narodu i budowę silnego państwa.
Tym z czym chcemy jako młodzi ludzie walczyć nie jest ta czy inna partia. My chcemy walczyć z systemem w którym te partie, nie potrafią przez ponad dwadzieścia lat zainteresować społeczeństwa na tyle, by ruchy obecne na terenie całego kraju pozostawały nieznane. Tak często jest z ONR, Młodzieżą Wszechpolską czy Narodowym Odrodzeniem Polski. Ludzie nie znają programów, celów jakie stawiają przed sobą ONR, MW czy nieco zaskakujące w swych działaniach NOP. O wiele lepiej znają za to ludzi, którzy nazywają siebie antyfaszystami, i walczącymi o prawa człowieka, mimo że na rękach ich protoplastów jest o wiele więcej krwi niż na dłoniach Hitlera i jego katów.
Zanim więc droga czytelniczko, drogi czytelniku następnym razem stwierdzisz, że coś jest OK., bo sprzeciwia się „faszyzmowi” poznaj historię tego faszyzmu we własnym kraju. I zastanów się, co tak naprawdę przeraża tych, którzy stoją za squattami, antyfaszystami i innymi „wykluczonymi” czy „niechcianymi”. Czy wyimaginowana chęć mordowania wszystkich myślących inaczej, czy to, że coraz więcej ludzi widzi kim tak naprawdę są tak zwani „faszyści”?
[1] W. Karpieszuk, Po marszu antyfaszystów: „Idę bo chcę tolerancyjnej Polski”, http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14923187.html.
[2] Marsz z pochodniami, a „Wyborcza” jakoś się nie oburza, http://wpolityce.pl/artykuly/66221-marsz-z-pochodniami-a-wyborcza-jakos-sie-nie-oburza.
[3] W. Karpieszuk, dz. cyt..
[4] B. Hillebrandt, Działania Gwardii i Armii Ludowej na Kielecczyźnie, Warszawa 1962, s.21.
[5] W. Karpieszuk, Razem przeciwko nacjonalizmowi. „Przeraża mnie to”, http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/1,34889,14921458,Marsz_Razem_przeciwko_Nacjonalizmowi___Przeraza_mnie.html#TRrelSST.
[6] http://en.wikipedia.org/wiki/Asturian_miners%27_strike_of_1934
[7] Zwolennicy Bolesława Piaseckiego z Ruchu Narodowo Radykalnego.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)