Zabawy MEN listą obowiązkowych lektur szkolnych stanowią doskonały początek dla dyskusji na temat zniesienia obowiązku szkolnego. Ale wielkim błędem byłoby już teraz wytaczać najcięższe działa i zdobywać najlepiej bronioną fortecę. Na początku inwazji trzeba zdobyć przyczółek i z niego przeprowadzić ofensywę.
Trzeba posuwać się do przodu małymi krokami. Dajmy rodzicom danej szkoły prawo decyzji, jakie lektury ich dzieci mają czytać. Powiedzmy, że rodzice danego rocznika, danej szkoły, ewentualnie danej klasy mieliby prawo do przegłosowania listy lektur w głosowaniu równym i nieobowiązkowym. Głosowaniu podlegałaby ilość lektur i ich dobór. Większością wymaganą mogłoby być powiedzmy 2/3 lub nawet 3/4 głosów by uniknąć sytuacji, w której na liście znajdą się lektury budzące kontrowersje wśród rodziców danej szkoły/klasy. Pomysł ten łatwo znajdzie poparcie społeczne, a i politykom ciężko by się było tłumaczyć ze sprzeciwu wobec tego pomysłu.
Dajemy rodzicom realny wpływ na to, czego uczą się ich dzieci. Zwiększamy zainteresowanie edukacją dzieci. Jaki odsetek rodziców dziś interesuje się tym, co robi jego dziecko w szkole? I czy wynika to tylko z lenistwa? Czy aby nie wynika to właśnie z tego, że obecnie rodzice nie mają na szkołę żadnego wpływu?
Kiedy pobudzimy już zainteresowanie rodziców problemem edukacji. Gdy damy im poczucie, że mają wpływ na edukację dzieci. Gdy wreszcie przypomnimy im dzięki temu, że to oni a nie państwo wychowują dzieci. Wtedy będziemy mogli myśleć o zniesieniu obowiązku szkolnego. Zapytajmy się dziś przeciętnych ludzi, kto z nich uważa, że jest w stanie sam kierować edukacją swoich dzieci? Wydaje mi się, że niewiele będzie takich, którzy uważają, że poradziliby sobie z tym lepiej niż ciągle obniżająca swój poziom publiczna edukacja. Najgorsze to, że oni mogą mieć rację. Faktycznie nie potrafiliby wyedukować swoich pociech lepiej niż szkoła. Ale czy nie wynika to właśnie z tego, że przez tyle lat wpajano nam, że rolą rodzica jest tylko urodzić, ubrać, nakarmić i wychować. Z tym, że to ostatnie już nie samemu tylko na spółkę ze szkołą?
Nie porywajmy się na razie z motyką na słońce. Dajmy rodzicom wpływ na lektury. Na obowiązek szkolny przyjdzie czas. Ale ten pierwszy krok trzeba wykonać. I to już teraz kiedy jest ku temu dobra okazja. Prawa strona sceny musi poprzeć ten pomysł bo programowo popiera "oddanie szkoły rodzicom". Lewa powinna poprzeć by być konsekwentną i by "faszyzm nie rozplenił się w polskiej szkole".
p.s. Z okazji pierwszego swojego wpisu chciałem wszystkich przywitać i zachęcić do dyskusji.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)