Mieczysław Kwieciński
nie chcecie, to nie
0 obserwujących
60 notek
14k odsłon
176 odsłon

Ostatni Mohikanie I

Wykop Skomentuj

Mail przyszedł od ‘Potaszni ‘ . Z informacją o spotkaniu i zachętą byśmy się zmobilizowali i wzięli udział, ‘bo możemy się już nie zobaczyć’. Kto, co może – niech przyniesie do jedzenia i picia. Jeżeli wejdzie w grę składka, to na miejscu i nie więcej niż 15 zł. W rodzinnym siedlisku państwa O. w podwarszawskim K. Mail z zachętą Potasznia ponowiła do kilku osób, które nie odreagowały, w tym do mnie, na parę dni przed datą spotkania. Porozumiałem się z Sebastianem. Sąsiad, inżynier z zawodu no i niegdysiejszy drukarz w nielegalnym wydawnictwie CDN w okresie stanu wojennego. Sebastian skontaktował się z Januszem – który żyje samotnie parę kilometrów od nas. Był z kolei kolporterem. Postanowiliśmy pojechać we trzech, właśnie samochodem Janusza. Z ryzyka takiej animacji zdałem sobie sprawę już po starcie - Janusz ma 90 lat… Gdy ruszyliśmy wiedziałem, że nie jestem ‘przygotowany’, wobec czego zacząłem się po cichu modlić takimi słowy: Jasna Panienko z Częstochowy, wejrzyj na moją mizerię i spraw żeby Janusz nie przyłoił w pień któregoś z mijanych drzew na tej koszmarnej trasie Jagielska – Działkowa – Prawdziwka –….. A gdyby – modliłem się dalej, ścinając zakręty – co już było widoczne, stuknął frajera z przeciwka, to weź pod uwagę, że siedzący na tylnym siedzeniu Sebastian jest jednak ode mnie ociupinkę starszy.. Zostałem wysłuchany i dojechaliśmy o czasie wszyscy, cało i zdrowo, stanowiąc drugą grupkę przybyłych. 

Dom państwa O. ma dość rozległy parter, piętro i piwnicę. Na poziomie wysokiego parteru, zawinięty wokół północno-wschodniego narożnika – drewniany taras. W dziko utrzymanym ogrodzie dwa gigantyczne dęby, oznakowane tabliczkami pomników przyrody. U O. byłem pierwszy raz. Po przywitaniu się z gospodarzami i Potasznią, operacyjnym szefem ceremonii, wyszedłem do ogrodu, podchodząc do dębów zadziwiony ich potęgą i dostojeństwem.  

U państwa O. drukowanie odchodziło i w piwnicy i na piętrze.

Z wolna dojeżdżali inni. Nigdy nie znaliśmy się wszyscy, a już w nowej Polsce, na przestrzeni lat, skład spotkań ulegał zmianie, co też u większości nie sprzyjało pełnej wiedzy ‘kto jest kto’. Teraz z mieszanymi uczuciami zaczęliśmy sobie uświadamiać, że pewnej liczby z tych (zresztą stosunkowo już nielicznych), którzy przybywają – też albo nie znamy, albo nie rozpoznajemy. Oczywiście nie dotyczy to ober szefa ‘Sławka’ (Czesława Bieleckiego), czy Kasi Łaniewskiej, Gospodarzy oraz jeszcze kilku osób, wliczając w to dobrze rozpoznawalnego Sebastiana. Grono wreszcie się ukonstytuowało. Weszliśmy w sałatki, sery, pasztety. Wytropiłem czerwone półwytrawne i już z Sebastianem i dokooptowanym Grześkiem pozostaliśmy przy nim. Janusz oczywiście nie pił. I cierpiał. Wreszcie zazgrzytał – następnym razem przyjedziemy na rowerach…

Po jakimś czasie gospodyni ściągnęła nas do salonu, w którym w prawdziwym kominku paliło się prawdziwe drewno, miotając prawdziwe płomienie. Chodziło o mikro-część oficjalną, którą otworzyła Łaniewska, że tak to ujmę ‘Panna’ i Kawalerskiego i Oficerskiego Orderów Odrodzenia Polski. Wypowiedziała piękne słowa pod adresem Sławka, słusznie w końcu stwierdzając, że bez niego nie było by opiniotwórczego środowiska, które wniosło swoją cząstkę w budowlę obecnej Polski. Dostał od Kasi czerwoną różę, sam objaśniając jej odwieczną symbolikę jako siłę witalną, życie i piękno – co, jak dodał, komuniści próbują od zawsze zawłaszczać.

Dziękując za słowa uznania i oklaski, w końcu jest obecnie - poza wcześniejszym ‘kawalerstwem’ Krzyża Komandorski ego Orderu Odrodzenia Polski nagrodzony także, już przez PAD, Orderem Orła Białego - napomknął o niefortunnym podziale środowiska ze względu na różnice w oglądzie i ocenie polskich realiów. Ci z orientacji neoliberalnej włożyli w to tyle emocji, że nie starcza im już ani luzu ani ochoty na podtrzymywanie udziału w kombatanckiej załodze CDN. Symbolem tej postawy jest ‘Gruby’. Nie biorą udziału w spotkaniach. W składzie, w jakim jesteśmy – też wprawdzie nie stanowimy monolitu (gdzieś obok doszły do mnie ściszone słowa: przynajmniej mamy Senat…), ale będąc mieszanką polsko-żydowską bez kłopotu wchodzimy w zalecaną przez Szefa konwencję: nie dawajmy się uwikłać w konflikt Tutsi <-> Hutu. I tak na spotkaniu było.

Sławek dał nam przy okazji podpowiedź jak ubiegać się o status kombatanta, po uzyskaniu którego można zyskać trochę grosza i pewne przywileje. Oczywiście, nie będę się ubiegał. Mam bardzo skromny udział w konspiracyjnych działaniach CDN. Po prostu w krytycznej sytuacji przyjąłem na przechowanie maszynę drukarską na okres kilku tygodni, zyskując ‘pozycję’ w aktywach CDN. W statusie ‘lokal rezerwowy’. Między nami, dowiedziałem się o tym dopiero po jakimś czasie…

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo