Trybunał w Strasburgu uznał, że władze miasta stołecznego Warszawy dopuściły się złamania kilku przepisów Konwencji Praw Człowieka, kiedy to w 2005 roku pod rządami aktualnego prezydenta RP, a wtedy prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego nie wydano zezwolenia na przejście tzw. Marszu Równości przez Warszawę.
Wyrok skomentował pan Maciej Łopiński z Kancelarii Prezydenta. Wg niego "władze są liberalne w stosunku do mniejszości seksualnych", a do tego "czym innym jest tolerancja, a czym innym promowanie pewnego stylu życia" (za prezydentem Kaczyńskim).
To, że władze są liberalne w stosunku do mniejszości seksualnych, nie nadaje się do skomentowania, bo to jest jakieś zdanie-atrapa i wklejam je tylko dla porządku. Natomiast fragment o tolerancji i o promowaniu jest już syty. Wynika z niego, że prezydent nie widzi nic złego w promocji ideologii faszystowskiej, zaś promowanie homoseksualizmu uważa za wysoce niepożądane. W sumie nie powinienem się dziwić, bo jak popatrzeć na prezencję i ogólny feeling marszów wszechpolaków i innych nopowców, to jednak dowolny marsz gejowski ma większą siłę oddziaływania. Prezydent Kaczyński pewnie też zdaje sobie z tego sprawę, stąd ogranicza gejom możliwość manifestacji. Ja to rozumiem, ale taka postawa po prostu nie przystoi człowiekowi, który nosi tytuł doktora prawa. Niestety, fakty są takie, że w Polsce istnieje przywolenie ze strony władz na marsze ideologiczne promujące faszyzm, których uczestnicy nawołują do siłowego rozprawienia się z komuchami, pedałami, Żydami, brudasami, ćpunami i ogólnie tzw. nie-Polakami. Jednocześnie takiego prawa odmawia się mniejszościom seksualnym. Nie ma co pisać, że podobnie zaczynały hitlerowskie Niemcy, bo w Polsce nawet jakby sam Hitler doszedł do władzy, to najwyżej powyrzynalibyśmy się sami we własnym gronie w poszukiwaniu Żydów, masonów i agentów. Trudno jednak dziwić się, że instytucje, których zadaniem jest ochrona praw człowieka, zwracają uwagę na taki stan rzeczy. Oczywiście, można ponarzekać w stylu eurosceptyków ad 2003, że jakiś obcy trybunał nam się teraz wtrąca do naszej suwerenności. Ja jednak sądzę, że suwerenność z kartoflami w brunatnym sosie to równie dobra kompozycja smakowa, jak budyń czekoladowy ze świeżą cebulą i dodatkiem curry.
Tytuł notki to cytat z pewnego księdza doktora, którego to nazwiska nie podaję, bo i tak mało kto go zna. Ja akurat miałem tę (nie)przyjemność go poznać, dzięki czemu mam kilka ostrych cytatów na różne okazje, jak na przykład ta.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)