Blog
solidarni i niezależni
Tygodnik Solidarność
Tygodnik Solidarność po Twojej stronie od 1981 r.
59 obserwujących 469 notek 484632 odsłony
Tygodnik Solidarność, 3 września 2010 r.

XXX-lecie Solidarności: Zapomniane porozumienie

594 2 0 A A A

 

Tylko jeden ze związkowców, którzy podpisywali Porozumienie Katowickie, pracuje nadal w hucie. Wielu z nich przeciągi polskiej historii wypchnęły zagranicę.

 11 września 1980 Zbigniew Kupisiewicz, wraz z grupą starszych kolegów, podpisywał porozumienie, które MKR (wcześniej Komitet Robotniczy Huty Katowice) zawarł z komisją rządową, kierowaną przez ówczesnego ministra hutnictwa Franciszka Kaima. Pochodzący spod Częstochowy Kupisiewicz miał wtedy 22 lata, był pracownikiem huty i mieszkał w hotelu robotniczym w Ząbkowicach.

– Z sygnatariuszy porozumienia jestem jedynym, który do dziś pracuje w hucie. Wciąż na walcowni dużej, wciąż robię to samo, choć oczywiście z przerwą w latach 1982–1989. Miałem wtedy zakaz wstępu na teren zakładu – wspomina Kupisiewicz, który 15 września 1980 zaczął wydawać „Wolnego Związkowca”.

Wielu ówczesnych działaczy związku z Huty Katowice znalazło się na emigracji, przeważnie w USA. 

„Katowice” w Zagłębiu

Decyzję o utworzeniu kombinatu metalurgicznego w Zagłębiu Dąbrowskim podjął Edward Gierek. Prace przy budowie zakładu, nazwanego pierwotnie Huta Centrum, rozpoczęto w połowie kwietnia 1972. Latem 1980, w hucie pracowało już ponad 20 tys. osób, ale drugie tyle zatrudniały firmy budowlane, transportowe, energetyczne, które wciąż rozbudowywały kombinat.

W kombinacie wrzało już od połowy miesiąca, ale ostatni tydzień sierpnia naprawdę był wybuchowy. Ludzie wracający z górniczych ośrodków wczasowych nad morzem opowiadali o nieprzyjaznych reakcjach mieszkańców Wybrzeża na widok samochodu ze śląską rejestracją. W telewizji mówiono, że górnicy i hutnicy pracują, że czynem popierają partię, co oczywiście zaogniało sytuację. W Hucie Katowice dyrekcja próbowała rozładować atmosferę: organizowano zebrania, pozwalano się ludziom wygadać.

– W czwartek, 28 sierpnia, podczas zebrania w walcowni dużej, sam krzyczałem, że nie będziemy strajkować, ale pod warunkiem, że o naszym poparciu dla strajkującego Wybrzeża dowie się z mediów cała Polska – opowiada Kupisiewicz.

Następnego dnia, gdy okazało się, że prasa nadal milczy, między drugą a trzecią zmianą w hucie zawiązał się strajk. O potrzebie utworzenia nowych, niezależnych od władzy związków oraz dostępie do mediów mówił Jacek Jagiełka, z wydziału kolejowego, który już od roku znał Kazimierza Świtonia.

Na czele KS Huty Katowice stanął początkowo Marek Fabry, suwnicowy z walcowni średniej. Ale gdy Fabry zaczął zbyt szybko dogadywać się z dyrekcją kombinatu i chciał już w sobotę zakończyć strajk, hutnicy wybrali nowego szefa strajku. Został nim Andrzej Rozpłochowski, maszynista z wydziału kolejowego. 

Nie wiedzieliśmy nic o Jastrzębiu  

W sobotę do hutników przyłączyli pracownicy z wielu innych firm działających na terenie huty czy w jej pobliżu. Komitet Strajkowy przeistoczył w MKS, który gromadził żądania zatrudnionych. Nazbierało się około 3,5 tysiąca różnych postulatów.

– Strajk był krótki, trzydniowy. Miał wyraźnie solidarnościowy charakter – tłumaczy Kupisiewicz, który dwa tygodnie później został naczelnym „Wolnego Związkowca”. – Myśmy z dyrekcją w ogóle nie rozmawiali o zebranych w kombinacie postulatach, powiedzieliśmy tylko, że solidaryzujemy się z Wybrzeżem. Inna sprawa, że nie mieliśmy pojęcia o sytuacji w Jastrzębiu, gdybyśmy wiedzieli o tamtym strajku, to wszystko potoczyłyby się pewnie inaczej…

Do Gdańska dodzwonili się dopiero w niedzielę rano. Z Andrzejem Gwiazdą rozmawiał Jagiełka, powiedział o stojącej hucie. „Teraz rozumiem, dlaczego tak zmiękli, dlaczego Jagielski przyjechał do stoczni wcześniej niż to było umówione. Wygląda na to, że sprawy idą w dobrą stronę” – skomentował nowinę Gwiazda.    

Hutniczy MKS uznał, że podpisanie Porozumienia Gdańskiego umożliwia powrót do pracy. W nocy z 31 sierpnia na 1 września podpisano krótkie porozumienie o zawieszeniu strajku, które przekazywało kombinat we władanie dyrektorowi Zbigniewowi Szałajdzie. W poniedziałek, o szóstej rano, Huta Katowice ruszyła.

MKS przekształcił się w Komitet Robotniczy. Trzyosobową delegację wysłano do Gdańska. Bogdan Borkowski, Aleksander Karpierz i Kupisiewicz dotarli tam w nocy z 1 na 2. Najpierw spotkali się z Anną Walentynowicz i Bogdanem Borusewiczem, następnego dnia również z Lechem Wałęsą. Otrzymali projekt statutu, prasę, ulotki strajkowe, wydawnictwa. Trzeciego nad ranem wrócili do Dąbrowy Górniczej. 

Operacja „Świtoń”

Następnej nocy Kupisiewicz z Jagiełką pojechali do Katowic po Kazimierza Świtonia, któremu władze narzuciły nieformalny areszt domowy. Inicjatorowi śląskich WZZ-ów nie wolno było, pod groźbą zatrzymania, opuszczać swego domu. Inwigilowano go dzień i noc, uniemożliwiano kontakt telefoniczny. Z zachowanej dokumentacji wyniki, że śląska SB, nie szczędząc sił i środków, odnotowywała nawet nocne wizyty opozycjonisty… w toalecie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

niezależny magazyn społeczno-polityczny. Locations of visitors to this page

Ostatnie notki

Ostatnie komentarze

  • @BARTEKEM polecamy przeczytać tekst ZE ZROZUMIENIEM. wiemy, że to trudne, wszak nie wszystkich...
  • @rajder135 to w takim razie pozazdrościć. a skoro nasze pytanie nie ma nic do rzeczy to co...
  • @rajder135 i chciałby Pan powrotu do czasów Gierka?

Tematy w dziale Kultura