60 obserwujących
469 notek
494k odsłony
  817   0

Kapitał ma narodowość

Wszystkie liczące się na świecie kraje prowadzą politykę ekonomiczną w interesie swojego przemysłu i miejsc pracy. Robią to zarówno Amerykanie, jak i Niemcy, Francuzi i Chińczycy. Tymczasem przez ponad 20 lat III RP kolejni premierzy i ministrowie finansów przekonywali nas, że kapitał nie ma narodowości, inwestycje zagraniczne to sól gospodarki i nieważne w czyich rękach są banki, ważne, by były dobrze zarządzane.


W 2009 roku władze landu Meklemburgii-Pomorza Przedniego zatwierdziły pomoc finansową dla stoczni grupy kapitałowej Hegemann, zatrudniającej 2300 pracowników. Państwową pomoc otrzymały zakłady stoczniowe w Hamburgu, stocznie HDW w Kilonii, w Eden, zakłady stoczniowe Wadan w Wismar i Warnemuende pod Rostokiem, oraz grupa kapitałowa Hegemann z Bremy. Niemcy otwarcie mówili, że ratują ten przemysł i miejsca pracy. Rząd zwiększył publiczne zamówienia na statki strażackie, ratownicze, pomocy technicznej czy policyjne, co ma także wzmocnić pozycję finansową niemieckich stoczni bałtyckich.
Po pomoc rządową ustawiły się także: Porsche, BMW, Ford, koncern budowlany Hochtief i Iveco.
A w Polsce? Zakończono projekt Gawron i zniszczono Stocznię Marynarki Wojennej w Gdyni. Znalezienie rzekomego inwestora z Kataru dla stoczni w Gdyni i Szczecinie okazało się medialną hucpą.
Wicemarszałek sejmiku zachodniopomorskiego Witold Jabłoński (PO) palnął wtedy, że mieszkańcy regionu muszą się dostosować do nowej sytuacji gospodarczej i zamiast przemysłu stoczniowego stawiać na inne inwestycje. „Nawet jak znajdziemy inwestora, nie musi to oznaczać, że będziemy budować statki, być może na części zakładu będziemy produkować jakieś niszowe rzeczy jak łodzie sportowe”.

Francuskie samochody i huty


Francuski rząd namawia rodaków do kupowania produktów z metką „made in France”, bo to pozwoli na zachowanie miejsc pracy we Francji. Nawet za prezydentury Sarkozyego rząd usiłował wpływać na koncerny i te częściowo państwowe (Renault) i całkiem prywatne (Peugeot-Citröen- PSA). W rok po sporze amerykańskiej firmy Molex, producenta złączy elektrycznych do samochodów, z byłymi pracownikami zamkniętej fabryki we francuskim mieście Villemur-sur-Tarne i zwolnieniu z pracy 283 osób, francuski minister przemysłu Christian Estrosi mówił: „Zwróciłem się do Renault i PSA, aby zakończyły swoje kontrakty z firmą Molex i nie utrzymywały z nią wymiany handlowej w przyszłości”. Doszło też do ostrego spięcia pomiędzy Francją a Czechami. Premier Topolanek oskarżył Sarkozyego o protekcjonizm gospodarczy, gdy chciano przenieść zakłady Renault z Czech do Francji. Prezydent Francji powiedział wówczas: „Usprawiedliwione jest, jeśli Renault buduje fabrykę w Indiach, by sprzedawać swoje samochody Hindusom. Ale nie ma usprawiedliwienia, gdy buduje się fabrykę w Czechach, by sprzedawać zrobione tam samochody we Francji”. Sarkozy wsparł Renault oraz Peugeot-Citröen kredytami w wysokości 6 mld euro na pięć lat. W zamian firmy zobowiązały się, że nie ograniczą zatrudnienia w zakładach we Francji. W styczniu 2010 roku Sarkozy wezwał na dywanik szefa Renault Carlosa Ghosna za to, że nową wersję popularnego Clio koncern zamierzał produkować tylko w Turcji, rezygnując z fabryki Flins pod Paryżem.
– Firma, która sprzedaje francuskim konsumentom, musi możliwie jak najwięcej produkować we Francji – mówił wtedy minister ds. zatrudnienia Laurent Wauqiez.
Prezydent Hollande kontynuuje tę politykę. Spotkał się z Lakshmim Mittalem właścicielem giganta stalowego Arcelor Mittal. Dyskutowana była kwestia nacjonalizacji jednej z hut. Mittal posiada we Francji 150 zakładów, zatrudnia 20 tys. osób. Koncern zamierzał sprzedać 2 piece w hucie we Florange (629 pracownikom groziła utrata pracy) i dał rządowi czas na znalezienie kupca. Znalazło się dwóch chętnych do nabycia całej huty, na co nie przystał właściciel. Dlatego rząd zamierzał hutę znacjonalizować. Ostatecznie doszło do porozumienia, które zakłada zamknięcie nierentownych pieców, ale utrzymanie dochodowej walcowni, co znacznie ograniczyłoby zwolnienia, oraz zainwestowanie w kompleks hut 180 mln euro przez 5 kolejnych lat. Arcelor Mittal zobowiązał się do zapewnienia pracy lub wypłaty świadczeń dla 630 pracowników.

Węgrzy i Bałtowie


Także małe kraje potrafią walczyć o swój przemysł. My już stoczni nie mamy, ale Bałtowie tak. I doskonale sobie radzą. Estońska stocznia BLRT Marketex, cześć norwesko-estońskiej grupy stoczniowej BLRT Grupp AS), zbuduje cztery jednostki przeznaczone do serwisowania morskich elektrowni wiatrowych dla brytyjskiego Sure Wind Marine. Wcześniej szwedzki Coast Guard złożył zamówienie w estońskiej stoczni Baltic Workboats na budowę pięciu szybkich jednostek przeznaczonych do zadań ratowniczych i patrolowych. Z kolei Węgrzy, za pożyczone od Chińczyków 2 mld euro, odkupili od Rosjan 21 proc. akcji węgierskiego koncernu paliwowego MOL, które za wiedzą poprzedniego, lewicowego rządu premiera Ferenca Gyurcsanya, Austriacy sprzedali koncernowi Surgutniefietgaz. – Węgry zdołały przeszkodzić Rosjanom w uzyskaniu silnych wpływów ekonomicznych w środkowej Europie i przywrócić niezależność strategicznemu koncernowi węgierskiemu – mówił szef węgierskiego MSZ Janos Martonyi.

Białe klify Dover

Brytyjskie ministerstwo transportu zdecydowało ostatecznie, że nie sprzeda francuskim inwestorom portu w Dover wraz z legendarnymi białymi klifami. Transakcję wyceniono na blisko 350 mln funtów. Plany te bardzo nie spodobały się brytyjskiej opinii publicznej. Do USA zaś, mimo rachunku ekonomicznego, wraca Foxconn, znany z łamania praw pracowniczych w Chinach. Linia produkcyjna małego komputera Mac mini Apple zostanie przeniesiona do Stanów, najprawdopodobniej do Fremont w Kalifornii. Operacja ma kosztować 100 mln dolarów.

Prywatyzacja po polsku


Prowadzona od 1989 roku prywatyzacja to wyprzedaż majątku narodowego na niewyobrażalną skalę. Przed skutkami takiej polityki prywatyzacyjnej przestrzegał Polaków jeszcze w 1990 r. amerykański ekonomista, laureat Nagrody Nobla prof. Milton Friedman. Apelował, byśmy nie popełniali błędu i nie sprzedawali dużych polskich firm cudzoziemcom: „Uważam, że byłby to błąd. Po pierwsze, moglibyście je sprzedać tylko po bardzo niskich cenach, niemal za nic. Kto by na tym skorzystał? Głównie cudzoziemcy, nie Polacy. (...) Pamiętajcie jedno: cudzoziemcy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć pełną swobodę inwestowania w Polsce, ale tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Polski” – mówił w wywiadzie, który ukazał się w październikowej „Res Publice” w 1990 roku.
Stało się to, przed czym przestrzegał noblista. Prym w tym wiedli politycy Unii Demokratycznej, Unii Wolności i Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Ci ostatni – gdańscy liberałowie – to dzisiaj prominentni politycy PO.

Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale