60 obserwujących
469 notek
494k odsłony
  273   0

Gazprom i globalizacja

Rosja weszła do Światowej Organizacji Handlu (WTO) w sierpniu 2012 r. Ale Kreml raz euforycznie, raz sceptycznie podchodził do członkostwa w WTO. To zależało od cen energii. Jak ta się sprzedaje, to Federacja Rosyjska epatuje siłą. A jak nie, to Kreml jest w odwrocie. W związku z tym Leonid Sabelnikow w „International Affairs” (kwiecień 1996) strawestował stary slogan amerykański: „What is good for General Motors is good for the United States” na: „Co jest dobre dla Gazpromu, jest dobre dla Rosji.” Ale chodziło też o coś innego. Po prostu przywództwo rosyjskie uprawiało zintegrowaną strategię. W jej ramach polityka zagraniczna dopełniała się z wewnętrzną. Energia była narzędziem, które umocniło pozycję prezydenta Putina na Kremlu oraz poza granicami państwa.
Do sierpnia 2012 r. Rosja była jedynym państwem z grupy G-20, które nie było członkiem WTO. A Kreml obiecywał sobie wiele po wejściu do tej organizacji. Po pierwsze prestiż: Nie jesteśmy już słabi, jesteśmy zamożni, mają się z nami liczyć. Po drugie akcesja miała spowodować ekonomiczną, organizacyjną, prawną i instytucjonalną kompatybilność Rosji z rozwiniętymi gospodarkami świata oraz równy dostęp do państw rozwijających się i ich rynków. Know-how i kredyty liczyły się najbardziej.

Ale były też i „plusy ujemne”. Wszystkie czynności techniczne, takie jak synchronizacja prawna oraz gospodarcza, wymagały wglądu obcych w bizantyjski system państwa moskiewskiego. Ponadto nie ma nic za darmo. Spodziewano się od post-Sowietów koncesji oraz równouprawnienia w handlu. Rosja musiała się zgodzić na rozmaite warunki, na przykład na arbitraż w sprawach spornych. To wszystko nie podobało się Putinowi, który postanowił zagrać mocną kartą: energią.
Energia ma wysokie notowania na rynku. A więc Rosja zaczęła się ślimaczyć. Im wyższe ceny energii, tym rzadziej Kreml stawiał się na negocjacjach. Jak ceny spadały, entuzjazm do negocjacji akcesyjnych wzrastał. Naturalnie Rosja okazywała tzw. dobrą wolę, co uwiarygodniało ją w oczach zachodu (głównie Unii Europejskiej) i powodowało wysyp częściowych i tymczasowych ustępstw, udogodnień, koncesji – byle tylko płynęła z Rosji energia. Dokładniej: gaz. Transport gazu jest tańczy niż ropy, nie wymaga tylu inwestycji. Ropę może sobie UE sprowadzić tankowcami, morzem. Ale to drogie. Najtańszy gaz jest pompowany przez gazociągi. Gazprom rządzi.

Putin zrozumiał jednak, że grę poza WTO można prowadzić jedynie na krótką metę. Kluczem było jak najszybsze wytresowanie partnerów zachodnich i uzależnienie ich od taniej energii. A jednocześnie posunięcia na arenie międzynarodowej trzeba było skorelować z polityką wewnętrzną. Co jest źródłem potęgi? Energia. Ten, kto kontrolował energię miał władzę. Pieniądze na wzmocnienie moskiewskiej władzy szły z zachodu, jako opłata za gaz i ropę.
Gdy nasz czekista przejął władzę w 2000 r. Rosja była na kolanach. A właściwie trzymali ją za gardło skłóceni oligarchowie. Kontrolowali przede wszystkim energię. „Reforma” Putina polegała na recentralizacji i odebraniu kontroli nad energią. Państwo podporządkowało sobie kleptokrację, mafia poddała się rządowi bądź została zniszczona. W maju 2000 r. prezydent obiecywał „wolną, zamożną, silną oraz cywilizowaną” Rosję. Jego cel: zniszczyć „podziemną gospodarkę... korupcję”.

Na początku grupa Putina używała akcesji do WTO na potrzeby wewnętrzne, jako narzędzie do rozbicia oligarchów – musimy mieć przejrzystość, powiadali, aby nas zaakceptował zachód, a w tym i WTO. Jest to przecież i w interesie kleptokratów, którzy będą mogli zarabiać więcej pieniędzy – argumentowali putinowcy. I tak, krok po kroku, zarzekając się „to nie ja, to wymagania WTO” Putin konsolidował władzę. Był to naturalnie propagandowy manewr, na zasadzie szantażu. Prezydent grzmiał: Poza WTO nie ma życia. Chcecie być cywilizowani? (Podobnego mechanizmu szantażu doświadczyli Polacy przy okazji przystępowania do Unii Europejskiej). Naturalnie była też cała masa innych działań począwszy od odpowiedniej legislacji aż do tych z arsenału KGB.
Gdy prezydent podporządkowywał sobie oligarchów, a ceny energii poszły w górę, w 2002 r. Putin zaczął relatywizować akcesję do WTO. Była to też taktyka negocjacyjna, bo Rosja nie otrzymywała od partnerów wystarczających ustępstw. Czasami w ciągu jednego tygodnia rosyjski władca zaprzeczał sam sobie co do wagi WTO, co widać na przykładzie przemówień z 10 i 16 maja 2003. Rok później front negocjacyjny zamarł. Energia osiągnęła wtedy najwyższe ceny na światowych rynkach. Gospodarka Rosji rosła niebotycznie. I tak to trwało przez kilka lat.

W połowie drugiej kadencji Putin zupełnie ignorował WTO. Preferował umowy obustronne. Do tego czasu uzależnił UE od Rosji, ukarał Ukrainę embargiem na gaz. Próbował podporządkować Kazachstan, Kirgistan i Białoruś kremlowskiej polityce energetycznej.
W 2008 r. Putin wymienił się stołkami z Medwiediewem. W międzyczasie ceny energii spadły. Nastał kryzys, rosyjska gospodarka mocno kulała. Kreml wrócił do negocjacji z WTO. No i powróciła mantra: „integracja z globalną gospodarką to konieczność”.

Plan Putina zadziałał. Na krótką metę energia dała mu władzę i rozhuśtała gospodarkę państwa. Ale na długą metę wzmocniona już Moskwa zdecydowała się wejść w gospodarcze układy międzynarodowe. Zachód wpompuje w Rosję kolejne miliardy i gospodarka będzie się miała dobrze. A jednocześnie UE całkowicie popadnie w zależność energetyczną od Rosji. Taki to szczwany wyjadacz z Kremla.

Marek Jan Chodakiewicz

znajdź nas na facebook.com/TygodnikSolidarnosc

Lubię to! Skomentuj Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale