59 obserwujących
469 notek
486k odsłon
1234 odsłony

Polski wyzysk

Wykop Skomentuj12
1000 zł więcej. O tyle powinna być większa średnia płaca miesięczna. To nie kolejne populistyczne hasło. Gdyby płace rosły równo z naszą wydajnością, dziś każdy z nas byłby dużo bogatszy. Ale to pracodawcy zgarniają zysk.
 
Polacy są liderami jeśli chodzi o czas poświęcany na pracę. Każdy z nas pracuje średnio ponad 2000 godzin rocznie. Pod tym względem plasujemy się na trzecim miejscu wśród krajów OECD – średnia wynosi ok. 1600 godzin. Mniej niż w Polsce pracuje się m.in. u naszych południowych sąsiadów. A przecież Czesi zarabiają więcej od nas.
 
Gdzie nasze pieniądze?
 
Polska gospodarka w ciągu ostatnich prawie 25 lat jakie minęły od 1989 r. przeszła bardzo długą drogę. Zmieniła się struktura gospodarcza. Od państwa z zerowym (ukrytym bezrobociem) doszliśmy do stanu, w którym bezrobocie nie chce trwale zejść poniżej 10 proc. W tym czasie znacznie wzrosła i wydajność pracy, i PKB. Wynagrodzenia rosły, niestety nie wystarczająco szybko. 
ramka
Jak pokazują badania wzrost wydajności pracy Polaków nie przekłada się na wzrost zarobków. Ostatnio jest wręcz odwrotnie. Po raz pierwszy od transformacji ustrojowej realne zarobki spadają.
Koniec ramki
- Prof. Staniszkis wyliczyła, że gdyby przez ostatnie kilkanaście lat płace rosły proporcjonalnie do wydajności, dzisiejsze średnie wynagrodzenie powinno być o 1000 zł wyższe.  Jeśli przemnożymy liczbę pracujących przez owe 1000 zł i przez 12 miesięcy to wyjdzie nam 200 mld zł. Tych pieniędzy, które przecież i tak przeznaczone byłyby na konsumpcję, nie ma w naszych budżetach rodzinnych – zauważa Piotr Duda. Zwraca też uwagę, że gdyby płace rosły systematycznie, to i dzisiejsze zyski pracodawców byłyby o wiele wyższe. - Można powiedzieć, że przedsiębiorcy chcąc obniżyć koszty sami zacisnęli sobie pętlę na szyi – mówi Duda.
Coraz lepsi, coraz biedniejsi
„W latach 2010-2012 koszty pracy przestały podążać za wydajnością pracy, co wyraźnie odróżniało ostatni okres spowolnienia gospodarczego od okresu dekoniunktury 2002-2004, kiedy miejsce miała sytuacja odwrotna” – czytamy w raporcie „Badanie Ankietowe Rynku Pracy. Raport 2013” przygotowanym przez Narodowy Bank Polski. Oznacza to tyle, że choć wydajność pracy rośnie, to płace stoją w miejscu, a przynajmniej nie rosną wystarczająco.
- Paradoksem jest, że przy wzroście wydajności w Polsce (w ub. roku o 5,5 proc.) płace w tym samym czasie spadły o… 5 proc. A do tego trzeba jeszcze dodać inflację na poziomie 2,5 proc – podkreślała prof. Jadwiga Staniszkis podczas obrad Europejskiej Federacji Chrześcijańskich Związków Zawodowych.
- Wszędzie następuje spadek udziału płac w PKB, ale w Polsce ta tendencja spadkowa jest radykalniejsza,. W ostatnich 10 latach udział ten spadł o 16 proc. i wynosi obecnie zaledwie 32 proc. podczas gdy na zachodzie Europy przekracza 50 proc. Do tego dochodzi 30 proc. zatrudnionych na umowach terminowych i 900 tys. zatrudnionych na stawki godzinowe, średnio 1 euro za godzinę, co daje płacę poniżej wszelakiej płacy minimalnej – zauważa prof. Staniszkis.
Skoro PKB rośnie, a udział zarobków pracowników w tym PKB maleje, to ktoś inny musi zgarniać kasę. Na PKB składają się (upraszczając) trzy strumienie: pracowników, przedsiębiorstw i rządu (podatki). O ile założymy, że wpływy z podatków raczej nie są większe (a nie są), to zostają przedsiębiorstwa.
„Można śmiało zaryzykować tezę, że głównym beneficjentem spadku udziału wynagrodzeń w PKB są przedsiębiorstwa. Sprowadzając tę obserwację na poziom zwykłej przeciętnej firmy ze zwykłymi przeciętnymi pracownikami – nie dostają oni podwyżek, bo firmy wolą zaoszczędzone w ten sposób pieniądze zatrzymywać dla siebie. W kryzysie łatwiej to osiągnąć, bo zawsze można pracowników straszyć tym, że jest kryzys, bezrobocie, trzeba oszczędzać itp. Podejrzewam, że w większości polskich firm pracownicy słyszeli o kryzysie nawet w latach 2010-2011 kiedy mieliśmy blisko 5 proc. wzrostu gospodarczego. Straszenie kryzysem bardzo się przydaje w przechwytywaniu coraz większej części korzyści z działalności gospodarczej” – pisze na swoim blogu Rafał Hirsch, dziennikarz ekonomiczny.
Po prawie ćwierć wieku od transformacji, a to okres równy jednemu pokoleniu, Polacy nie dorobili się prawie żadnych oszczędności. „A to wszystko w czasach, w których generalnie PKB Polski wzrosło o 100 proc. realnie. Oszczędności są, ale w przedsiębiorstwach. Zdecydowana większość gospodarstw domowych nie oszczędza, bo nie ma czego oszczędzać” – pisze Hirsch.
Jego zdaniem przynajmniej częściowym rozwiązaniem tego problemu byłoby zwiększanie płacy minimalnej. „Niestety wciąż w naszym kraju obowiązuje dziwny dogmat o tym, że płaca minimalna zwiększa bezrobocie, chociaż tak naprawdę nie ma na to dowodów” – podkreśla.
Wykop Skomentuj12
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale