Przez 20 lat liberalnym elitom nie udało się w Polsce stworzyć społeczeństwa obywatelskiego. Tymczasem to, czego Michnik i spółka nie umieli zrobić w ciągu dwóch dekad, spontanicznie tworzy się właśnie na naszych oczach. Tyle, że... z drugiej strony sceny politycznej. Chodzi o wydarzenia związane z katastrofą smoleńską.
Sama tragedia, ale przede wszystkim pojawiające się później tezy dotyczące zamachu zmobilizowały do aktywności publicznej tysiące ludzi. Apogeum tego widać było w sierpniu, gdy na Krakowskim Przedmieściu pojawili się obrońcy krzyża, walczący nie tylko o pamięć ofiar katastrofy, ale także prawo do obecności chrześcijaństwa w życiu publiczym. Co miesiąc parę tysięcy ludzi przychodzi na mszę w Katedrze św. Jana i maszeruje następnie pod Pałac Prezydencki. Wspaniałym pomysłem okazał się zainicjowany przez blogerów "Las smoleński" czyli wypuszczanie w niebo biało-czerwonych balonów z przypiętymi karteczkami z nazwiskami ofiar. Szczególną aktywność wykazuje ruch "Solidarni 2010", którego członkowie i sympatycy zostali po 10 IV 2011 pod Pałacem i w swoim namiocie przedstawiają postulaty dotyczące postępowania władz ws. katastrofy i upamiętnienia ofiar.
10 kwietnia b.r. pokazał jak wielu Polakom sprawa Smoleńska jest bliska. Pokazali oni, że im faktycznie nie jest wszystko jedno. I to nie tylko na papierze, jak dziennikarzom pewnej "obiektywnej" gazety...




Komentarze
Pokaż komentarze