"Mohery na stos", "Dorżnąć watahę", "Szkoda, że Jarosław też nie poleciał do Smoleńska" - takie i inne wypowiedzi zostały udzielone mediom przez uczestników antypisowskiej pikiety pod Pałacem Prezydenckim, która miała być kontrmanifestacją wobec Marszu Pamięci o ofiarach katastrofy smoleńskiej. Co prawda protestować przeciwko Jarosławowi Kaczyńskiemu przyszło jedynie ok. 20 osób zwołanych przez biznesmena, wieloletniego przyjaciela prezydenta Komorowskiego i b. posła PO Janusza Palikota, a w Marszu Pamięci jak co miesiąc udział wzięło kilka tysięcy ludzi, to i tak w prowadzonym przez Jarosława Kuźniara "Poranku" TVN24 pokazano materiał, w którym widać było jedynie odgrodzony przez policję namiot Palikota oraz... transparenty niesione przez uczestników Marszu Pamięci. Uczestników obywdu manifestacji nie pokazano....
Nie pokazano też wypowiedzi współpracowników przyjaciela prezydenta Komorowskiego, które są praktyczną realizacją głoszonej przez PO "polityki miłości". Szkoda tylko, że w praktyce PO okazuje miłość jedynie byłym zbrodniarzom komunistycznym, których zaprasza się do Pałacu Prezydenckiego oraz broniącym ich liberalno-lewackim mediom. I tak "Gazeta Polska" ujawniła dziś, że sztab prezydenta Komorowskiego zapłacił 34 tys. zł dziennikarce "Gazety Wyborczej" Annie Bikont, w mieszkaniu której mieściła się siedziba komitetu wyborczego obecnego prezydenta. Co ciekawe Komorowski już jako prezydent odznaczył Bikont Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Czy ta prywata nie przypomina czasami pewnego okresu z niedawnej historii Polski?
Więcej o sprawie:




Komentarze
Pokaż komentarze (2)