Dziś już nawet TVN24 podało informację dotyczącą związku wizyty prezydenta USA Baracka Obamy z roszczeniami wysuwanymi pod adresem Polski przez środowiska żydowskie. Wydaje się więc, że rację mogą mieć Stanisław Michalkiewicz i Grzegorz Braun, którzy uważają, że Barack Obama wizytując w Polsce będzie występować jako windykator, który przyjeżdża, aby ściągnąć haracz.
Pamiętać należy, że roszczenia Żydów wobec Polski szacowane są na kwotę 60 mld USD. Nasz tonący w długach kraj z całą pewnością nie może sobie pozwolić na pokrycie choćby części tych roszczeń. Nad zasadnością tych żądań w ogóle nie należy się pochylać, bo jest to niewątplwie haracz. Oczywiście zbierająca haracze mafia też potrafi tłumaczyć, że pieniądze te są należnością za "ochronę". Żydzi więc swoje żądania finansowe okraszają licznymi oskarżeniami wobec Narodu Polskiego przedstawianymi głównie w pseudonaukowych publikacjach domorosłych "historyków", mocno promowanych w Polsce przez lewacko-liberalne medie takie, jak "Gazeta Wyborcza".
Nie można więc ulegać złudzeniom "przyjacielskiej" wizyty przywódcy supermocarstwa w kraju o znaczeniu Polski (zwłaszcza pod rządami obecnego reżimu). To wizyta czysto służbowa, człowieka, który właśnie bardzo mocno naraził się Izraelowi słowami o potrzebie zmiany granic tego kraju i, który zrobi teraz wiele, by jego żydowscy sponsorzy nie obcięli dotacji na rok przed kolejną kampanią prezydencką.




Komentarze
Pokaż komentarze (4)