Mam wrażenie, że w otoczeniu Jarosława Kaczyńskiego znów pojawiają się doradcy "centroprawicowi" (de facto liberalni z odchyleniem lewackim), którzy doradzili mu, aby wziął udział w sterowanej przez prezydenta Komorowskiego szopce pt.: "Spotkanie z polskę demokracją".
Kaczyński uwiarygodnił rządzący reżim swoją obecnością, a jak wiemy nie dano mu nawet poruszyć jedynej sprawy, dla której warto byłoby spotkać się z Obamą, czyli amerykańskiej pomocy dla wyjaśnienia okoliczności katastrofy smoleńskiej. Prezes PiS zapowiedział przekazanie amerykańskiej delegacji memoriału w tej sprawie w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. To tam powinien więc się udać, oddając cyrk w Pałacu Prezydenckim na wyłączność "twórcom polskiej demokracji": Aleksandrowi Smolarowi, Grzegorzowi Napieralskiemu, Joannie Kluzik-Rostkowskiej czy Grzegorzowi Schetynie.
W polityce najważniejszą rzeczą jest konsekwencja, zwłaszcza w tak ważnych sprawach, jak walka z reżimem. Robienie wyjątku, w sytuacji która uwiarygadnia władze bardziej, niż udział w jakimś zamkniętym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest działaniem nielogicznym i bezprzedmiotowym, a wręcz szkodliwym dla samej osoby prezesa PiS.
Prezes powinien bardziej uważać na ciche podszepty tych, którzy pochodni na Krakowskim Przedmieściu boją się równie mocno, co liderzy PO, bo radykalizacja PiS oznacza dla nich problemy w cichych układach z władzą np. na polu działalności biznesowej, a są oni często bardzo blisko lidera PiS i zawsze gotowi są służyć mu swoją "dobrą" radą!




Komentarze
Pokaż komentarze (30)