No cóż, spełnia sie najczarniejszy scenariusz, zapewne przewidziany przez tworcę tego urzędu (Panią Kasię, niestety...).
Rzeczniczka choruje i opuszcza dyżury (w tym tygodniu opuściła oba), a poswiecając na pracę po 6 godzin tygodniowo, uległa zatkaniu i de facto zneutralizowaniu.
Ilośc osób zainteresowanych pomocą jest coraz większa; moce przerobowe jakie są, każdy widzi.
Rzeczniczka akademicka nie ma nawet sekretarki, nie mówiąc o biurze, i na UW jest po prostu bezsilną maskotką.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)