Byłam z daleka od przekaziorów, ale jak rozumiem portale przytoczyły dosłownie słowa pani Kopacz:
"Sejm to zakład pracy"
"To jest przede wszystkim miejsce, w którym tworzy się prawo, ale jest to również zakład pracy. Kierownik zakładu pracy, a takim kierownikiem jest marszałek Sejmu, ma prawo, a wręcz obowiązek oceniać pracę swoich pracowników, doceniać tych, którzy pracują dobrze i karać tych, którzy pracują gorzej - powiedziała w środę Kopacz na konferencji prasowej, pytana czy nagrody dla Prezydium Sejmu są etyczne w warunkach kryzysu ekonomicznego."
No więc powinniśmy wyciągnąć wnioski z tych słów. Po pierwsze - premie były jednakowej wysokości - faktycznie wszyscy wicemarszałkowie pracowali jednakowo dobrze? Bo przyznanie tych samych premii wygląda raczej na dodatek do pensji.
Po drugie - kto przyznał premie pani Kopacz? Sama sobie przyznała?
Po trzecie - załóżmy, że jednak to jest premia. Powinny więc być jakieś warunki jej przyznawania. Może należy przyznać jakieś punkty ujemne za odrzucenie ustawy przez Trybunał Konstytucyjny, za nowelizację ustawy JESZCZE przed wejściem w życie? TK działa wolno, ale to można uwzględnić - część nagrody powinna być na osobnych koncie - odmrażana, kiedy TK nie orzeknie niekonstytucyjności. Nowelizacja zwykle w tym samym roku, można obcinać premie natychmiast.
No i NAJWAŻNIEJSZE! To jest zakład pracy, tak? Znacie taki zakład gdzie sprzedaje się alkohol? Ja nie. A więc mam nadzieję, że pani Kopacz zlikwiduje od jutra wyszynk alkoholu. Bo nie wiem czy wiecie - nie tylko podaje się go w restauracjach, jest sprzedawany także w sklepie sejmowym.
Lampka szampana, tak jak wszędzie może być podawana za specjalnym zezwoleniem w specjalnych okolicznościach.
PS Dziękuję w tym miejscu senatorowi Libickiemu za notkę. To jednak jest V kolumna umieszczona w PO!



Komentarze
Pokaż komentarze (116)