„Greed is good” mawiał Gordon Gekko bohater filmu „Wall Street” Oliviera Stona, zanim został posadzony do więzienia, za nieuczciwe praktyki, których dopuszczał się na rynku papierów wartościowych. Szkoda ,że temat jakim jest fala kryzysu, który rozlał się po świecie, zaczynają od Stanów Zjednoczonych nie doczekał się dobrego filmu fabularnego, który przy pomocy ciekawych silnych postaci ukazałby genezę oraz istotę tego zjawiska. Nie ma filmu to powstanie chociaż skromny tekst, w którym postaram się przybliżyć źródła kryzysu w Irlandii. Jest to temat aktualny chociażby w kontekscie radykalnie zwiększającego się zadłużenia Polski, czy i nam grozi problem z płynnością finansową ?
Gdy kilka lat temu ,gdy pisałem pracę magisterską o wykorzystaniu środków UE w tym kraju, był to jeszcze „Celtycki Tygrys”. Roczny wzrost PKB wynosił 7% (mniej więcej tyle co Chiny obecnie – ok. 9,7%), bezrobocie na poziomie 4% (stan niemal pełnego zatrudnienia). W okresie swojego prosperity zielona wyspa zanotowała ok. 20% wzrost ludności, który był skutkiem nieprawdopodobnego rozwoju. Dzięki inwestycjom w tzw „nowe technologie” (zakłady produkcyjne najważniejszych graczy rynku komputerowego) oraz przyjazne podatki kraj stał się mekką dla poszukujących pracy. Tak wykwalifikowanych jak i wykonujących najprostsze czynności. Wzrost ludności oraz PKB sprawił ,że nastąpił wyraźny wzrost cen mieszkań. Co ciekawe do końca lat 90tych gwałtowny wzrost cen nie jest uważany za kryzysogenny. Zmianę widać na wykresie poniżej.

Dla porównania wybrałem wykres ukazujący zestawień zmian cen porównaniu z USA. Dynamika zmian jest ogromna i jak widać znacznie większa niż w przypadku Imperium zza oceanu. Uczciwie należy dodać ,iż w momencie wybuchu kryzysu w USA, w Irlandii rynek instrumentów pochodnych (jedna z głównych przyczyn problemów w Stanach) dopiero raczkował. Gdzie indziej należy szukać źródeł tego co wydarzyło się w 2008/2009 roku. Jeśli chodzi o rynek mieszkaniowy dopiero lata 2000-2006 pokazuję irracjonalny z punktu widzenia bezpieczeństwa finansowego wzrost cen mieszkań. W tym okresie rynek został dosłownie zalany tanimi kredytami, oraz w konsekwencji odezwały się na szeroką skalę ruchy spekulacyjne dodatkowo windujące ceny nieruchomości. W tymi miejscu dochodzimy do Pierwszej generalnej przyczyny kryzysu zielonego tygrysa „Irracjonalnej pewności siebie” [Irrational Exuberence] co świetnie obrazuje wypowiedź prezesa jednego z czołowych banków w Irlandii AIB Dermota Glessena w 2009r.:
“We drank too deeply from the national cup of, I suppose, confidence ! The national mood of self-confidence brewed itself up into overdrive.” [Zachłysnęliśmy sie pijąc z państwowego źródła pewności siebie. Narodowy nastrój pewności siebie zaprowadził nas do przegrzania]
Kolejny aspekt ,które przeczynił się bezpośrednio do problemów kraju to zjawisko nazwane „capital flow bonanza” [gwałtowny przypływ kapitału]. I tutaj podobieństwa do USA są już wyraźnie, gdzie i ten czynnik odegrał kluczową rolę w nadmuchiwaniu banki mieszkaniowej. Najpierw wykres:

Powyższe zestawienie ukazuje wygląd kont pasywów Irlandzkich banków prywatnych w 1999 oraz 2008 roku. Jak widać o ile w 1999 roku banki pozyskiwały środki głównie od klientów banków w Irlandii tak niecałe 10 lat później w zdecydowanej większości z zewnętrznych źródeł. Dzięki jednoczesnemu zachwianiu rezerw kapitałowych rynek Irlandzki został dosłowni zalany środkami, napędzającymi boom mieszkaniowy oraz spekulacyjny na mieszkania w obserwowanym okresie. Dodatkowy czynnikiem umożliwiającym niergulowany przepływ pieniądza były niskie stopy procentowe wprowadzane przez Europejski Bank Centralny poniżej inflacji tego kraju.
W tym miejscu przejdę do kolejnej przyczyny kryzysu czyli „Beztroski regulatora” [Regulatory imprudence]. W nawiązaniu do powyższego zjawiska, które opisałem stosowny komentarz zamieścił New York Times pisząc o Irlandii jak o „Dzikim zachodzie europejskich finansów”. Obecnie po zapaściu rynku prowadzone jest śledztwo, inspirowane przez nowego prezesa Irlandzkiego Banku Centralnego, które ma wzorem USA odnaleźć przyczyny zezwolenie na taką „wolność” w przepływie kapitału, czy strukturze pasywów banków, w okresie sprzed kryzysu. Poza przykładami zakrawających na oszustwa kreatywnych księgowań (np. w znacjonalizowanym banku Anglo Irish Bank), nie ma dzisiaj już wątpliwości ,iż beztroska krajowych decydentów nie reaugujących powstawanie w prywatnych bankach systemu wysokiego ryzyka, jest jedną z podstawowych przyczyn tego co wydarzyło się w 2009 roku. Należy dodać ,iż proces „przeoczania” trwał ok. 10 lat. Bardzo interesujący jest aspekt przedstawiony na poniższym wykresie:

Wykres pokazuje jak na przestrzeni kilku lat radykalnie zmieniała się struktura kredytu przyznawanego w relacji do wartości nieruchomości. Wyraźnie widoczna jest dezynwoltura banków przyznających kredyty, i tak ilość kredytów przyznawanych na więcej niż 100% wartości nieruchomości w ciągu 3 lata znacząco wzrosła. Ale tak jak było pisane wcześniej, zjawiskiem tym nie przejmował się ani regulator (państwo), ani same banki, które jak powszechnie wiadomo „nie upadają”.
Gwałtownie rosnąca „bańka” mieszkaniowa wyraźnie wpłynęła na całą gospodarkę kraju, Irlandia nie jest dużym krajem, a więc tak gwałtowne przeinwestowanie jednej z kluczowych branż gospodarki, naraziło stabilność całego systemu na chwiejność. Jaki był koniec tej historii ? Kraj jest niewypłacalny (nie jest w stanie spłacać swoich zobowiązań), na łasce niedemokratycznych instytucji (Międzynarodowy Fundusz Walutowy), które prowadzą własną politykę.
W momencie gdy kończę pisać ten tekst „Rzeczpospolita” donosi: „Deficyt finansów publicznych [w Polsce] wyniósł w 2010 roku 7,9 proc. PKB. Dług publiczny państwa wzrósł do 55 proc. PKB” Czy to oznacza ,że zbliżamy się do sytuacji Irlandii ? Moim zdaniem nie. Przez cały okres III RP polski system bankowy, uniemożliwiał branie „tanich kredytów”. Główny architekt systemu finansowego w Polsce Leszek Balcerowicz, poprzez politykę wysokich stóp procentowych, oraz wysokich rezerw walutowych, był wielokrotnie atakowany za to że „tłamsi” Polskich przedsiębiorców. Jak się okazuje brak euro i rozsądna, podyktowana walką z inflacją polityka wysokich stóp procentowych, umożliwiłą przejście naszego kraju przez kryzys „suchą stopą”. Jadwiga Staniszkis wskazała na nieprawdopodobnie szybką reakcję NBP oraz KNF i rządu, o której nie było głośno a która to reakcja umożliwiła wspólne działania, w pierwszym etapie kryzyzsu. Zwiększającą zaufanie w sektorze pomiędzy bankami prywatnymi a NBP. Gwałtowne osłabienie waluty, zwiększyło rentowność naszego handlu zagranicznego, i zmniejszyło wyraźnie bilans handlowy. Na pytanie czy grozi nam powtórka kryzysu Irlandzkiego uważam ,że wobec różnic strukturalnych nie może być o tym mowy, w następnym tekście zajmę się porównaniem polskiej sytuacji do kryzysu greckiego, który w związku z kuglarstwem księgowym Ministra Finansów Jacka Rostowskiego staję się dla Polski coraz wyraźniejszą perspektywą.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)