Jak twierdzi płk Lewandowski polska armia była nie tylko technologicznie zapóźniona, ale też zbyt mała i pozbawiona dobrze wyszkolonych rezerw osobowych. Jego zdaniem, tak naprawdę dopiero pełnoskalowa wojna uświadomiła nam skalę problemu. Choć wcześniej pojawiały się sygnały ostrzegawcze – jak wydarzenia z 2014 roku – to Polska należała do nielicznych krajów, które traktowały je poważnie i próbowały bić na alarm.
- Początkowo zakładano szybki sprint: masowe zakupy sprzętu, błyskawiczne zmiany we wszystkich kluczowych obszarach – artylerii, wojskach pancerno-zmechanizowanych, obronie przeciwlotniczej, rozpoznaniu, logistyce czy jednostkach inżynieryjnych. Planowano dokonać ogromnego skoku technologicznego w zaledwie kilka lat. Równocześnie zakładano znaczące zwiększenie liczebności armii – rozwój Wojsk Obrony Terytorialnej, intensywne szkolenie rezerw, tworzenie nowych dywizji i jednostek. Już samo połączenie modernizacji uzbrojenia – często o dwie generacje – z rozbudową armii było gigantycznym wyzwaniem. Szybko jednak okazało się, że nie jest to sprint, lecz maraton - uważa.
---
Zachęcam do wspierania Układu Otwartego. Patroni zostają członkami zamkniętej grupy na Facebooku i Discordzie oraz otrzymują newsletter z wyborem najciekawszych tekstów z polskiej i światowej prasy.
Strona Autora: igorjanke.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (14)