12 obserwujących
161 notek
146k odsłon
676 odsłon

Kontenplacje motoryzacyjne

skanska.pl
skanska.pl
Wykop Skomentuj7

Uczucie przyjemności z powodu prowadzenia auta nie przemija we mnie pomimo paru ładnych lat spędzonych za kółkiem. Inne przyjemności wraz z wiekiem zazwyczaj przemijają, a ta nie. Zapewne, nigdy jazda samochodem nie stanie się dla mnie tylko i wyłącznie sposobem przemieszczania się, jak to często słyszę u innych. To coś więcej, to nadal czysta przyjemność, ograniczona jedynie coraz większą ilością aut na drogach.


O poczucie wolności wynikające z jazdy po pustych drogach coraz trudniej. Aby doświadczyć obecnie takiej swobodnej jazdy, to trzeba zostawić miasto daleko za sobą. Często tak też robię, jeżdżąc po pięknej polskiej prowincji. Wiosną taka jazda jest szczególnie ujmująca, zwłaszcza wieczorami, gdy ruch prawie zupełnie zamiera. Jest wówczas dużo światła i świeżej zieleni na polach i w lasach. Serce rośnie podczas takich wojaży.


Przypomniał mi się niedawno komiks Tytus, Romek i A’Tomek, w związku z korkami w miastach. W którejś z ksiąg tej serii, nie pamiętam dokładnie w której, bohaterowie podróżowali po Wyspach Nonsensu. Na jednej z tych wysp było pełno samochodów, było ich na tej wyspie więcej niż ludzi. Wszędzie tam były korki i ruch odbywał się bardzo powoli. W latach osiemdziesiątych, gdy czytałem ten komiks, wydawało mi się to takie abstrakcyjne, bo aut na ulicach było naprawdę niewiele. Ale jak się okazuje Jerzy Chmielewski był dobrym wizjonerem, bo obecnie, patrząc na zakorkowane miasta, trudno oprzeć się czasami wrażeniu, że właśnie na jednej z takich Wysp Nonsensu się znaleźliśmy.


Trochę wytchnienia od takiego stanu rzeczy spowodował nieoczekiwanie koronawirus. Ograniczenia poruszania się w związku z pandemią spowodowały, że wszelki ruch zamarł prawie zupełnie. Zwłaszcza na przełomie marca i kwietnia stało się to widoczne. Poruszałem się wówczas po mieście samochodem zawodowo. Z jednej strony było to dziwne i niepokojące uczucie, to doświadczanie opustoszałych ulic i chodników, przypominało to trochę wizje z filmów postapokaliptycznych. Z drugiej zaś strony, fajnie się jeździło po mieście, nigdy wcześniej odkąd prowadzę auto nie jeździło mi się tak swobodnie. Często miałem wówczas wrażenie podróży w czasie, cofnięcia się do jakiegoś niedzielnego poranka lat 80-tych, gdy samochodów w miastach było naprawdę niewiele.


Zaraz przed Świętami Wielkanocnymi, przyszedł mi do głowy szalony pomysł przejechania samochodem przez pół Polski. Wiedziałem, że to okazja jedyna w swoim rodzaju, aby doświadczyć jazdy po pustych drogach, i wraz z tym wspomnianego już poczucia wolności. W Wielką Sobotę wyjechałem z Łodzi, kierowałem się w stronę Katowic, stamtąd miałem odbić na Rzeszów w którym nigdy nie byłem. Gdzieś pomiędzy Łodzią a Piotrkowem się rozmyśliłem. W radiu non stop nadawali komunikaty o zakazie poruszanie się. Bałem się, że policja mnie zatrzyma i zapłacę wysoki mandat. Jednak, przejechanie wówczas nawet tego krótkiego odcinka było niezwykłe. Na autostradzie A1, południowej obwodnicy Łodzi, minąłem raptem 3 samochody. Często tamtędy jeżdżę, i w normalnych okolicznościach mijam tam tych aut tysiące. Tym razem było to niczym nieograniczone przemieszczanie się w przestrzeni, owa tak trudna do odnalezienia w dzisiejszych czasach przyjemność swobodnej jazdy. Trochę żałuję, że wówczas zawróciłem, choć z drugiej strony, nie sądzę abym był w stanie prześlizgnąć się niezauważony przez pół Polski. Cóż bym powiedział policji przy zatrzymaniu? Że realizuję pragnienie poruszania się samochodem po pustych drogach, bo kłamać nie potrafię. Zapewne, wlepili by mi taki mandat, że bym się nie pozbierał. I słusznie.


Od szaleństwa rozpoczęła się też moja przygoda z własnymi  4 kółkami. Kierowcą jestem od 2011 roku, czyli relatywnie krótko. Zaraz po odebraniu prawa jazdy z Urzędu Komunikacji, postanowiłem sprowadzić auto z zagranicy. Wybór padł na Włochy, ponieważ miałem tam serdecznego kolegę, z którym studiowałem wcześnie w Szkocji, i który był tam moim flatmatem. Italo ma na imię ten mój włoski kolega.


Warto odrobinę dłużej zatrzymać się przy Italo, bo to ciekawa postać. Pół Włoch, pół Wenezuelczyk, syn emigranta włoskiego do Ameryki Południowej z lat 60tych ubiegłego stulecia, który z kolei w latach 90tych wyemigrował z powrotem do Włoch. Italo oprócz tego, że był moim serdecznym kolegą, był również dla mnie kopalnią wiedzy o Włoszech, Ameryce Południowej, o języku włoskim i hiszpańskim, i o różnych innych rzeczach związanych z miejscami w których żył, a których nie odnalazł bym w żadnych książkach ani prasie. Chociażby tego jak język włoski jest niejednolity, że Włoch z północy ma często problemy aby dogadać się z tym z południa. Uczynny i serdeczny, wiedziałem, że pomoże mi załatwić wszystkie formalności związane z zakupem auta. Bez niego bym sobie nie poradził, chociażby z powodu bariery językowej, bo jak wiadomo, Włosi rzadko mówią po angielsku.

Wykop Skomentuj7
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Gospodarka