Strefa Umiarkowanych Temperatur Strefa Umiarkowanych Temperatur
157
BLOG

Michał Musur: Poczekajmy z e-votingiem

Strefa Umiarkowanych Temperatur Strefa Umiarkowanych Temperatur Polityka Obserwuj notkę 2

Czy elektroniczne głosowanie to już ostatni krok do demokracji 2.0?
E-voting można definiować jako możliwość głosowania za pośrednictwem środków elektronicznych. Obejmuje zarówno głosowanie przez internet za pośrednictwem PC-ta jak i z użyciem specjalistycznych maszyn w lokalach wyborczych.


Trudne początki

Pierwszy raz wykorzystano e-voting w marcu 2000 roku w USA w Arizonie. Użyto do tego specjalnej strony internetowej. Głosy były zaopatrzone w cyfrowy podpis oraz zaszyfrowane. Z e-votingu korzysta od dłuższego czasu połowa mieszkańców Belgii, z kolei w Holandii obywatele przebywający poza krajem. System ten wprowadziła również Estonia i Szwajcaria, a wiele krajów przymierza się do zastosowania go u siebie.

Wraz ze stopniowym rozpowszechnieniem się e-votingu teoria nowoczesnych wyborów ściera się z rzeczywistością. Niestety, nie rzadko okazuje się ,że system ten jest daleki od ideału. W 2002 roku podczas e-wyborów w USA 2/3-cie spośród wartych 125 milionów dolarów komputerów miało usterki. Na domiar złego liczne niepoprawne rejestracje bądź też zagubienia doprowadziły do utraty głosów w wielu hrabstwach w liczbie od 8 do nawet 48 proc w Miami-Dade . Tego samego roku Clinton Curtis opublikował oświadczenie ,w którym opisał aplikację modyfikującą ilości oddanych głosów na korzyść jednego z kandydatów, przy zachowaniu tej samej liczby oddanych głosów. Miała ona zostać napisana wg. niego na zlecenie producenta komputerów wyborczych. Wydarzenia te dały do myślenia wielu ludziom, którzy przestali postrzegać e-voting jako naturalne ulepszenie systemu głosowania. Niewiele lepiej było w pionierskich wyborach w 2000 roku. Wg raportu amerykańskich uczelni MIT i California Institute of Technology (Caltech) nie policzono wówczas od 4 do 6 milionów głosów. Podobnie było w Holandii gdzie maszyny potrafiły same wygenerować 4 tys. głosów. Polska również nie ma pozytywnych doświadczeń z informatyzacją wyborów. Na skutek błędu informatyków z firmy Pixel system przekazujący automatycznie wyniki do głównej bazy danych zawiódł i niektóre komisje musiały ręcznie liczyć głosy.

Świadomość ,że w wielu przypadkach, e-wybory przebiegły bez zakłóceń nie napawa jednak optymizmem. Decyzja o tym komu społeczeństwo przekażę władzę jest na tyle ważna, że nie można sobie pozwolić na jakiekolwiek uchybienia. Jedna awaria bądź oszustwo może przecież skutecznie zburzyć, budowaną wiele lat demokrację i doprowadzić do nieodwracalnych tragedii.

Nie oznacza to jednak, że należy zarzucić projekt e-votingu. Wręcz przeciwnie. Obecny system wyborczy również jest pełen niedoskonałości i łatwy do manipulacji. W Naszym kraju w najgorszej sytuacji znajdują się osoby przebywające za granicą. Poza granicami kraju, ilość komisji wyborczych jest niewystarczająca, normą są długie skutecznie zniechęcające kolejki. Wiele osób ,żeby skorzystać ze swoich praw wyborczych jest zmuszona nierzadko przemierzyć setki kilometrów do najbliższego konsulatu bądź ambasady. Problem są również wysokie koszty wyborów i referendów, które w przypadku tych drugich często mogą okazać się nieważne ze względu na zbyt niską frekwencję . Wiarygodność obecnych komisji wyborczych często staje pod znakiem zapytania, nierzadko prowadzi do wypaczeń wyników. Za ilustrację tego problemu może posłużyć przykład z 2004 roku z wyborów prezydenckich Bush-Kerry gdzie zależność pomiędzy unieważnionymi głosami ,a procentem głosów uzyskanych przez Kerry'go we Florydzie w Duval County była znaczna i trudna do wytłumaczenia. Niepokój budzi również przykład Ukrainy z 2004 roku gdzie pióra w komisjach wyborczych były zaopatrzone w znikający atrament ,a urny często pozostawały niezaplombowane. Również u nas, dochodziło do wielu uchybień, jak chociażby przypadki głosowania za kogoś w 2001 roku. Stwierdzono wówczas uchybienia w 39 lokalach wyborczych.

Głosowanie za pośrednictwem poczty, może być jeszcze bardziej ryzykowne. Przykładowo we Florydzie w 2000 roku zniknęło 58.000 głosów, ze znaczną przewagą na jednego z kandydatów.

Listowne głosowanie niekoniecznie więc musi być dobrą alternatywą dla głosowania on-line.

Wyzwania

Jak widać e-voting stoi przed dużym wyzwaniem. Żeby podołać, musi spełnić kilka podstawowych warunków. Przede wszystkim system musi być pewny i bezpieczny. Na chwilę obecną przeciętne komputery są pełne trojanów i wirusów. Często się słyszy o spektakularnych atakach na serwery i strony internetowe, uchodzące za "pewniaki" bezpieczeństwa. Jak chociażby udany atak na 300 amerykańskich banków z 2006 czy niedawny listopadowy atak hakerów na strony Pentagonu. Tymczasem obecne maszyny do głosowania stosowane do głosowania w USA nie spełniają nawet podstawowych wymogów. W 2006 roku naukowcy z Princeton pod przewodnictwem Ariela Feldmana, Alexa Haldermana oraz Edwarda Feltena opublikowali raport, dotyczący bezpieczeństwa popularnej w Amerykańskich lokalach wyborczych maszyny do głosowania Diebold AccuVote-TS. Udowodnili ,że szybko i łatwo za pomocą zainfekowanej karty pamięci można skutecznie zawirusować maszynę, skutecznie wypaczając wynik głosowania. Co więcej wirus za pośrednictwem internetu łatwo mógł się rozprzestrzeniał na inne urządzenia. Wystarczyło tylko otworzyć szufladę agrafką i podmienić kartę pamięci.

Kolejnym istotnym wymogiem stawianym przed wyborami przyszłości jest możliwość sprawdzenia czy oddany głos został uwzględniony. Jest to bardzo trudne do pogodzenia z niezbędnym warunkiem tajności głosowania. Jest to jednak możliwe przy stosowaniu maszyn kodujących głos kodem kreskowym. Po zeskanowaniu i ogłoszeniu wyników można by zweryfikować czy głos zakodowany w systemie (kod karty i kod wybranego kandydata) jest identyczny z kartą przechowywaną w lokalu wyborczym od momentu zeskanowania. Słowem czy obie wartości na papierze i w systemie są identyczne.

Niezbędnym warunkiem jest również przejrzystość, dostępność oraz łatwość obsługi narzędzia do głosowania. System wyborczy nie może pozostawić na marginesie żadnej grupy społecznej. Oznacza to ,że głosowanie tylko on-line jest obecnie niemożliwe do wprowadzenia w Polsce, co oznacza, że i tak trzeba by powoływać kosztowne w działaniu komisje wyborcze dodając do tego koszty zakupu i składowania specjalistycznego sprzętu.

Wyeliminować pole do nadużyć

Nowoczesne wybory muszą również uniemożliwiać wielokrotne głosowanie i sprzedaż głosów(co oznacza, że osoba postronna nie może mieć możliwości sprawdzenia jak ktoś głosował) Estończycy poradzili sobie z tym dając swoim obywatelom możliwość unieważnienia głosu oddanego przez internet. Dzięki temu kupujący nie może mieć pewności ,że osoba, której głos kupuje nie unieważni go i nie zagłosuje po swojemu w tradycyjny sposób. Z drugiej strony daje to niebezpieczną furtkę hakerom oraz osobom zarządzającym systemem.

Jak widać o wiele bliżej spełnienia powyższych warunków jest system elektronicznego głosowania w lokalach wyborczych. Rozwiązanie to nie wiele pomoże osobom przebywającym za granicą ale może za to okazać się bezpieczniejsze od tradycyjnego. Umyślnie nie poruszam tu kwestii osób, którym zwyczajnie nie chce się iść zagłosować i związanej z tym frekwencji. Uważam ,że nie jest to wystarczający powód do wydawania jakichkolwiek państwowych pieniędzy.

Rozwój internetu daje sporą nadzieje na społeczeństwo obywatelskie. Już dziś mieszkańcy dużych osiedli komunikują się ze sobą głównie on-line. Na forach internetowych wspólnie poruszają problemy swojego osiedla bądź miasta. Dobrze by było jakby mogli sami zgłaszać propozycję opatrzone podpisem on line, bądź też wetować mało popularne decyzję rady miasta. Jak na przykład budowa stadionu Legii. Opiniować wygląd nowo budowanych parków, przebiegu ścieżek rowerowych ,czy też linii metra na podstawi zgłaszanych projektów. Mogliby również, organizować zbiórki pieniędzy na cele, które nie znalazły się w budżecie miasta. Niestety ,póki co internet jest jeszcze zbyt mało powszechny, a formy obywatelskiej aktywności niedoskonałe. Na szczęście od dłuższego czasu pojawiają się już obywatelskie listy protestacyjne on-line. Upowszechnienie się podpisu on-line, powinno popchnąć sprawy w dobrym kierunku. Internetowa aktywność obywatelska wydaje się kwestią czasu. Jest to jednak przedsięwzięcie na o wiele mniejszą skalę niż wybory.

Nie zaryzykowałbym stwierdzenia ,że e-voting nie nadaje się do przeprowadzenia wyborów. Prawdopodobnie za kilkadziesiąt lat moje tezy wydawałyby się równie śmieszne jak stwierdzenie William'a Preece'a z 1878 roku ,że Wielka Brytania nie potrzebuje telefonów ze względu na wystarczającą liczbę gońców. Œwiat nieodwracalnie idzie do przodu 100 lat temu nowoczesna komunikacja publiczna rodziła się w wielkich bólach okupiona wysokimi stratami w ludziach. Dziś jest bezpieczna i obecna na całym świecie. Podejrzewam, że podobnie będzie z e-votingiem.

Nie wychodźmy przed szereg

Uważam jednak ,że obecnie mimo potencjalnych korzyści zbyt wiele możemy jeszcze stracić. Mało kto chciałby się obudzić w kraju, gdzie w powiedzeniu "Urna wyborcza - cudowna szkatułka, wrzucasz Mikołajczyka - wychodzi Gomułka" nieaktualne są jedynie nazwiska. Koszty komputeryzacji ,a następnie składowania komputerów wyborczych są bardzo wysokie ,a przebieg wyborów bardzo niepewny. Dostrzegły to przychylna dotychczas e-votingowi Wielkiej Brytanii oraz z pewnym opóźnieniem również Irlandia, w której decyzją komisji wyborczej sprzęt zakupiony za 52 miliony euro leży obecnie w magazynach kosztem 800 tysięcy euro rocznie.

Podsumowując, Polska powinna jeszcze poczekać na rozwój tej metody. Tak duży kraj wymagający, wielu istotnych inwestycji nie powinien w tej kwestii wychodzić przed szereg. Zbyt wiele można jeszcze stracić w stosunku do potencjalnych korzyści.

Michał Musur jest publicystą Strefy Umiarkowanych Temperaturi członkiem redakcji Polskaliberalna.net.

Melodia umiarkowanych temperatur, czyli w poszukiwaniu demokracji postliberalnej.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka