Led Zeppelin - Led Zeppelin
Atlantic (1969)
Good Times Bad Times; Babe I’m Gonna Leave You; You Shook Me; Dazed And Confused; Your Time Is Gonna Come; Black Mountain Side; Communication Breakdown; I Can’t Quit You Baby; How Many More Times
To jedna z takich płyt, jakie każdy fan roka powinien znać lub poznać, jeżeli jeszcze nie zna. Absolutna klasyka. A moim skromnym zdaniem, najważniejszy album w historii muzyki rockowej...
Nie byłoby hard rocka, nie byłoby metalu, nie byłoby punk rocka, gdyby w 1969 roku, Jimmy Page nie posiadał kontraktu płytowego z wytwórnią Atlantic, po rozpadzie macierzystej formacji, The Yarbirds. Gdyby muzycy sami nie nagrywali nagrywali materiału na tą płytę, nie była by aż tak przełomowa. Bo chyba żaden producent nie zrozumiałby tak ambitnej koncepcji, jaka pojawiła się w głowach Page'a, Plant'a, Bonham'a i Jones'a. Dlatego został wydany album taki, a nie inny.
Już pierwszy numer, "Good Times Bad Times" wytycza drogę przyszłym hard rockowym zespołom. Jest ciężki riff, zadziorny śpiew i ta charakterystyczna gra Johna Bonhama! Esencja stylu zeppelinów. Kolejny, "Baby I'm Gonna Leave You" to tradycyjna piosenka, zaaranżowana przez Jimmi'ego Page'a. Numer, niby akustyczny, spokojny, jednak w pewnym momencie pojawia się ostry motyw, grany przez gitary akustyczne. To nietuzinkowe połączenie ma w sobie więcej czadu, niż większość metalowych utworów, jakie dziś powstają. Nie to że coś do nich mam, ale myślę, że w tym graniu sprzed trzydziestu ośmiu lat było więcej energii niż kiedykolwiek indziej. Że w balladach było więcej żywiołowości niż w niektórych późniejszych, "rzeźniczych" riffach.
Jest na tej płycie kawałek zaliczany do ścisłej rockowej klasyki. To "Dazed & Confused". Cięzko nazwać styl w jakim został utrzymany. Jest tu hipnotyczny gitarowy motyw przeplatany ostrzejszymi wstawkami. Potem utwór przeradza się w psychodelię. Słychać niestworzone dźwięki. Skrzypce? Instrumenty dęte? Nie! To gitarzysta pociera smyczkiem o struny. Buduje nastrój, by bas i bębny mogły wejść z szybkim motywem, który zostaje wspomożony przez solo gitary. Na koniec jeszcze powtórka pierwszego tematu i tajemnicza końcówka.
"Your Time is Gonna Come" przypomina kościelną, organową pieśń, ale nie brak jej przez to uroku. Wręcz przeciwnie. Balladka nabywa dzięki temu fajny, wesoły nastrój. Perełką jest tu instrumentalny "Black Mountain Side", zagrany tylko przez dwie gitary akustyczne i bongosy.
Kto wie, czy gdyby nie taki "Communication Breakdown" powstałby punk rock? Riff gitarowy - trzy akordy. Zeppelini postawili tu nie na technikę wykonania, ale na prostotę i żywiołość. Trzeba przyznać, że chyba wyszło im to, czego oczekiwali.
Dla fanów bluesa są tutaj "You Shook Me" i "I Can't Quit You Baby", przeróbki kompozycji Willie'go Dixon'a.
Na koniec zostawiłem ostatni w kolejności, ośmiominutowy "How Many More Times". Mimo swej długości, wcale się nie nudzi. Głownie za sprawą Planta i jego genialnych, wysokich zaśpiewów. Są tu niesamowite partie gitary solowej w drugiej, wolniejszej części utworu. Potem znów psychodelia, jak w "Dazed & Confused". Całość wieńczy znów ten sam motyw, co na początku. Ogółem - najbardziej energiczna kompozycja na albumie.
Podsumowując, debiutancka płyta zeppelinów to bardzo różnorodny krążek. Każdy powinien znaleźć tu coś dla siebie. Nie można tu mówić o jakimś "faworycie". Wszystkie utwory są równie genialne. Może tylko "Black Mountain Side" nieco odstaje od reszty. Lecz prawdopodobnie został wprowadzony po to, aby dać odpocząć słuchaczom po niesamowitej dawce emocji, którą muzycy porażają od początku, do końca albumu. Ktoś kiedyś powiedział, że rocka nie słucha się uchem, ale duszą. Obcując z takimi dziełami, jak to, nie mogę zrobić nic innego, jak się z nim zgodzić.



Komentarze
Pokaż komentarze (12)