0 obserwujących
100 notek
157k odsłon
4903 odsłony

Kontrofensywa Tuska, zagony Kaczyńskiego w panice

Wykop Skomentuj134

Artykuł z portalu mPolska24.pl

Przed dzisiejszym sejmowym wystąpieniem premiera Donalda Tuska oficjalna opozycja Jarosława Kaczyńskiego naigrywała się. Śmiano się z planów „drugiego expose”. Śmiano się z przewidywanego lania wody. Śmiano się z przeciwnika, który jak wydawało się jest tuż przed zamknięciem kotła okrążenia i wybicia. To był barani śmiech.

W czasie mowy Tuska dwóch najbliższych doradców Kaczyńskiego:  Marek Kuchciński i Mariusz Błaszczak miało baranie miny. Spięci, przerażeni, najchętniej zapadliby się pod ziemię. Symbolem ich nieopanowanych emocji stało się mimowolne zasłanianie ręką ust, tak samo, w tym samym czasie, obok Jarosława Kaczyńskiego, któremu mocno podwyższone ciśnienie zabarwiło twarz na czerwono. Kuchciński i Błaszczak niewerbalnie krzyczeli: to nie my, nas tu nie ma, nie wypowiedzieliśmy tych słów, kłamaliśmy. Skąd ta reakcja?

Sygnał, że będzie źle pojawił się wczoraj. W odpowiedzi na partyjniackie gierki Kaczyńskiego z konstruktywnym wotum nieufności, Tusk podbił stawkę. Pojawiły się doniesienia o możliwym wniosku o wotum zaufania. Ten jeden polityczny zamysł nagle zgruchotał szeregi Kaczyńskiego. Z punktu widzenia strategicznego to wygląda tak jak 22 czerwca 1941 r. Na uzbrojone po zęby, milionowe, strategicznie rozwijane do ataku na zachód wojsko Stalina runęła lawina ognia i pancerne pięści Hitlera. Bolszewicy poszli w rozsypkę, uciekali aż pod Moskwę. Nawała ogniowa Tuska była miażdżąca. Przygniótł Kaczyńskiego do ziemi przypominając, że dzisiaj wystarczy opozycji zwykła większość biorących udział w głosowaniu, aby dobić znienawidzonego premiera. W domyśle: hej wielki strategu Kaczyński dawaj, uderzaj, obal mnie dziś, pokaż większość sejmową. Jak dzisiaj jej nie pokażesz to spadaj ze swoimi wotum nieufności do którego przegłosowania potrzebujesz też większości, ale spośród wszystkich 460 posłów. Dzisiaj zamysł stał się ciałem. Przemówienie Tuska nie było partyjnym pitu pitu, a mową poprzedzającą formalne zgłoszenie wniosku o wotum zaufania. Tusk sam wyznaczył zaskoczonemu Kaczyńskiemu pole bitwy.

Tusk jest bardzo dobrze przygotowany do walki. Spokojny, wypoczęty, zrelaksowany. Przemawiał. Nie dukał z kartki. Korzystał z tekstu przemówienia, ale w większości przemawiał. Nawiązał kontakt z posłami na sali, telewidzami. Jego ubiór nie był krzykliwy. Stonowany ciemnoniebieski krawat z białą koszulą pogłębiał wrażenie konserwatyzmu, spokoju, odpowiedzialności. Gesty rąk naturalne, bez sztucznego kukiełkowego wyreżyserowania, potwierdzające przekonanie Tuska o słuszności tego co przekazywał.

Przemówienie Tuska było w zamyśle bardzo dobrze skonstruowane. Tusk zapowiedział skupienie się na dwóch zadaniach. To bardzo dobry chwyt. Nie zalanie odbiorcy masą informacji, które wzajemnie się zagłuszają, a najważniejsze kierunki uderzenia. Tusk wybrał dwa. Wielkie inwestycje w tym infrastrukturalne oraz polityka prorodzinna.

Zamysł był dobry, wykonanie gorsze. Blok rodzinny był wyraziście podkreślony, ale blok inwestycyjny Tusk nafaszerował za dużą liczbą projektów, przegadał. Dysonans wprowadził także fragment wystąpienia o oskładkowaniu umów „śmieciowych” ZUSem. Lepszym rozwiązaniem byłby chyba blok „walczę o miejsca pracy dla Polaków w czasie kryzysu”, gdzie mieściłyby się i inwestycje i elastyczność na rynku pracy. Dlaczego było to zabałaganione? Chyba dlatego, że wielu ministrów chciało usłyszeć o swoich projektach z ust premiera w trakcie transmitowanego przez media na żywo wystąpienia. O swoją pozycję z pewnością zawalczył Pawlak, któremu Tusk osobiście dziękował za determinację w walce o możliwość wyboru kasowej metody rozliczania VATu.

Ale mogła być i druga przyczyna. Tusk świetnie wymanewrował Kaczyńskiego i Dudę z Solidarności. Na kilka dni przed przemówieniem puścił plotkę, że oskładkuje wszystkie umowy, ba osobiście przekaże tę wieść Polakom. W czwartek wzmocniono wrażenie prawdziwości tego przekazu zapewniając o wyłączeniu z powszechności oskładkowania tylko umów studentów (tik, tik punkty u studiujących). Dzisiaj w trakcie wystąpienia to wszystko okazało się dezinformacją. Umowy, głównie o dzieło, mają pozostać nieoskładkowane. Dla ratowania miejsc pracy, dla elastyczności rynku pracy. Bo praca w trakcie kryzysu jest najważniejsza. To było błyskotliwe zagranie taktyczne. Kaczyński przechadzający się z Dudą po Warszawie dostał piekielnie mocny cios. Został zepchnięty, słusznie, do roli grabarza miejsc pracy. Na marginesie niemiecki rynek pracy jeszcze jako tako daje radę, dzięki wyważonemu stanowisku tamtejszych związków zawodowych. W Polsce Solidarność działa w kierunku masowego bezrobocia. Oczywiście jest to w interesie politycznym Kaczyńskiego. Im gorzej, tym lepiej dla opozycji.

A propos roli opozycji. Tusk sprytnie wmanewrował Kaczyńskiego w kwestię środków europejskich dla Polski w perspektywie budżetowej 2014-2020. Wiele wskazuje na to, że Polska dostanie po dupie i środki będą znacznie mniejsze niż w latach 2007-2013. Co zrobił Tusk z tym pasztetem od komisarza Lewandowskiego? A poprosił Kaczyńskiego, aby swoich chłopaków z Parlamentu Europejskiego wysłał do konserwatystów zwłaszcza brytyjskich, którzy optują za mniejszym budżetem Unii w celu przekonania ich do nie uszczuplania środków. Tusk zapewnił przy tym, że w pozostałym zakresie (ugrupowania centrowe i lewicowe w Parlamencie Europejskim) jest dobrze. Efekt? Możliwa klęska negocjacyjna, spadnie na barki Kaczyńskiego, jako tego który nie potrafił przekonać swoich politycznych sojuszników.

Teraz meritum expose.

Inwestycje publiczne mają zapewnić Polsce relatywne bezpieczeństwo przy przechodzeniu przez nadchodzący bardzo trudny okres kryzysu gospodarczego na świecie. Tusk wspomniał o nakładach na energetykę, transport drogowy i kolejowy. Podkreślił nakłady na naukę, uzbrojenie wojska i Policję. Inwestycje mają być w dużej części finansowane samodzielnie przez Polskę, w związku ze zmianą perspektywy budżetowej Unii i niepewnością, co do kształtu nowej w latach 2014-2020. Miliardy, setki miliardów złotych. Dla każdego coś miłego. Ale. Skąd pieniądze? I tu Tusk wystawił się na kontrę. Zabrakło konkretów. Nie było konkretów, bo raczej ich nie ma, zwłaszcza przy polityce zacieśnienia fiskalnego Rostowskiego. Takim konkretem nie była zapowiedź powołania spółki „Inwestycje Polskie”. Wskazany przez Tuska operator projektu Bank Gospodarstwa Krajowego z miejsca nakierowuje, że finansowanie inwestycji ma odbywać się poprzez kreatywną księgowość, która jest wykorzystywana obecnie do ukrywania długów z tytułu budowy dróg. Inwestycje prawie na pewno będą finansowane z długu. No bo z czego? Z udziałów, akcji resztek przedsiębiorstw państwowych, które mają jakoś tam (Tusk nie zająknął się jak) trafić do „Inwestycji Polskich”. Chyba chodzi o zaciąganie wielkich kredytów z zabezpieczeniem w postaci tego majątku, może nawet wydrenowanie z niego kasy. Zadłużyć (ale tak aby księgowo nie przekroczyć progów ostrożnoścowych), wycisnąć jak cytrynka, zmniejszyć wartość, sprzedać znajomym za bezcen? Oby nie.

W części rodzinnej expose Tusk wspomniał o wydłużeniu urlopów macierzyńskich z 6 do 12 miesięcy oraz większych nakładach na żłobki i przedszkola. Skupił się na ich budowie. Z taką jakąś nieśmiałością wymigiwał się od wzięcia na klatę kwestii ponoszonych przez rodziców kosztów opieki nad dziećmi w tych instytucjach. Wyraźnie kluczył, próbował skierować uwagę odbiorców na zapewnienie fizycznych miejsc z mniejszym naciskiem, czy rodziców będzie stać na posyłanie tam dzieci. Dlaczego? Ano po prostu w budżecie brakuje kasy. Tusk nie wskazał z czego zamierza sfinansować te projekty. Wpisał się w koncert życzeń a la Kaczyński, który ostatnio skrytykował jego rząd (piramida Rostowskiego).

Projekty Tuska rażą brakiem wskazania źródeł finansowania. Z punktu widzenia materialnego dla polskich rodzin expose przedstawia zadania obarczone bardzo dużym ryzykiem niewykonania z powodu braku pieniędzy. Z bardzo dobrego zamysłu strategicznego i marketingowego wyziera pusta i dziurawa kieszeń.

Wrażenia z wystąpienia Tuska są utrzymane w konwencji wojennej. Nieprzypadkowo. Tusk zakończył expose groźbą, że w perspektywie kilku-kilkunastu lat w naszej części Europu może wybuchnąć wojna. Oczywiście nie ujawnij żadnych szczegółów. Jest to trzeci sygnał, że coś jest na rzeczy, o czym nie informuje się opinii publicznej. O wojnie wspomniał Rostowski w swoim słynnym bon motcie o zielonej karcie i ucieczce do Stanów w przypadku zagrożenia wybuchem III Wojny Światowej. O obronie przez Polaków Rosji przed agresją chińską na dalekich frontach wspomniała w felietonie żona ministra Sikorskiego. Wygląda na to, że „walka” z kryzysem gospodarczym na świecie dla obecnych elit politycznych staje się niemożliwa bez wywołania wojny. A że kryzys jest olbrzymi to i wojna…

Gdzie jest Kaczyński? Zobaczymy po przerwie w obradach Sejmu.

(Aktualizacja po głosowaniu)

Kaczyński odnalazł się.  Znowu przegrał. I to z kretesem. Za wotum zaufania opowiedziało się 233 posłów - większość której wymaga konstruktywne wotum nieufności. Tusk - projekty bez kasy. Kaczyński - wiecznie przegrany. Niech idą na emeryturę...

 

________________________

Autor, specjalista finansów i bankowości, jest jednym z kilku ekonomistów, którzy ostrzegali o grożącej drugiej fali kryzysu, która uderzy w Polskę.

Swoje przewidywania publikuje od 2009 r. w formie bloga, zapewniając każdemu możliwość weryfikacji sądów.

Autor konsultuje praktyków życia gospodarczego w sprawach kryzysu postrzeganego jako zagrożenie, ale i szansa. Uczestniczy w spotkaniach publicznych i niepublicznych.

Wykop Skomentuj134
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale